Walka z długami krok po kroku. Jak zdiagnozować problem, opracować plan i pozbyć się długów?

Czym jest zadłużenie? Jak rozpoznać, że zaczyna ono zagrażać bezpieczeństwu domowych finansów? Co zrobić, aby okiełznać swoje długi, a nawet całkowicie się ich pozbyć? Jakie przepisy prawa odnoszące się do dłużników trzeba znać? Poradnik KROK PO KROKU.

Jak pozbyć się długów?
Fot. C by ZF

Niewiele osób może o sobie powiedzieć: nie mam długów. Większość z nas jest komuś coś winna. Może to być na przykład bank, w którym spłacamy kredyt hipoteczny zaciągnięty na zakup mieszkania. Długiem jest każda transakcja dokonana kartą kredytową (przynajmniej do czasu jej spłacenia), debet w rachunku osobistym, pożyczka u rodziny czy sprzęt kupiony na raty. 

Wyjątkowo łatwo jest dziś zacząć żyć na kredyt. Znacznie trudniej jest natomiast na bieżąco regulować swoje zobowiązania – zwłaszcza, gdy tracimy kontrolę nad zadłużeniem i doprowadzamy do sytuacji, w której pozycja po stronie „mam” nie bilansuje się z tą po stronie „jestem winien”. 

Wiem, że wpadnięcie w długi po uszy wcale nie musi być efektem głupoty czy zachłanności. Mnóstwo osób znalazło się na finansowej krawędzi z powodu niedostatecznej wiedzy, niezrozumienia mechanizmów kredytowych oraz braku umiejętności zarządzania domowym budżetem. Nikt ich tego nie nauczył, bo w naszym kraju nie dba się o edukację ekonomiczną. Dlatego są takie blogi, jak Zaradny Finansowo. 

Tym razem przygotowałem dla Was obszerny przewodnik, w którym pokazuję, jak powinna wyglądać walka z długami krok po kroku. Jak pozbyć się nadmiernego zadłużenia? Kiedy dłużnikowi powinna zapalić się czerwona lampka? Z jakich praw warto korzystać i gdzie szukać pomocy, gdy sytuacja robi się naprawdę groźna? Zapraszam Was do lektury – mam ogromną nadzieję, że znajdą się wśród nas osoby, którym ten przewodnik naprawdę pomoże pozbyć się długów.  

Spis treści
  1. 1. Rozdział I: Długi nasze powszednie, czyli wszyscy jesteśmy dłużnikami.
    1. 1.1. Krótka definicja długu
    2. 1.2. Czym są wierzytelności?
    3. 1.3. „Dobre długi” i „złe długi” – o co tu chodzi?
    4. 1.4. Czym jest spirala zadłużenia? Jak w nią nie wpaść?
    5. 1.5. Kim jest dłużnik alimentacyjny?
    6. 1.6. Jak nie dopuścić do nadmiernego zadłużenia?
    7. 1.7. Proces wpadania w zadłużenie
    8. 1.8. „Po co mi budżet domowy”?
    9. 1.9. 6 grzechów głównych dłużnika
    10. 1.10. Chwilówki: pierwszy krok do wpadnięcia w poważne problemy
    11. 1.11. Dług na karcie kredytowej
    12. 1.12. Utrata pracy, czyli czynnik ryzyka wpadnięcia w długi
    13. 1.13. Odziedziczenie długów
  2. 2. Rozdział II: Wychodzenie z zadłużenia
    1. 2.1. Przyznaj się, że jesteś dłużnikiem!
    2. 2.2. Usystematyzowanie długów
    3. 2.3. Tniemy wydatki. Bezwzględnie!
    4. 2.4. Domowa wyprzedaż, czyli czas poszukać dodatkowych pieniędzy
    5. 2.5. Jak zwiększyć dochody, by mieć z czego spłacać długi?
    6. 2.6. Efekt kuli śnieżnej w spłacaniu długów
    7. 2.7. Konsolidacja kredytów – czy to dobry pomysł?
    8. 2.8. Gdzie szukać pomocy, gdy nie jesteś w stanie udźwignąć swoich długów?
  3. 3. Rozdział III: Abecadło dłużnika
    1. 3.1. Odsetki ustawowe za opóźnienie płatności
    2. 3.2. Bazy dłużników
    3. 3.3. Giełda długów
    4. 3.4. Windykacja należności. Jakie prawa Ci przysługują?
    5. 3.5. Kiedy dług się przedawnia? Czy przedawniony dług „znika”?
    6. 3.6. Kwota wolna od zajęcia komorniczego
    7. 3.7. Licytacja komornicza. Jak się bronić?
    8. 3.8. Na czym polega „czyszczenie BIK”?
    9. 3.9. Upadłość konsumencka
    10. 3.10. Podsumowanie

Rozdział I: Długi nasze powszednie, czyli wszyscy jesteśmy dłużnikami. 

Z danych Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor, czyli instytucji zbierającej informacje na temat zadłużeń oraz nieterminowych płatności konsumenckich wynika, że na koniec trzeciego kwartału 2019 roku problem z nadmiernym zadłużeniem miało nieco ponad 2,8 miliona Polaków. Suma zaciągniętych kredytów, pożyczek i innych zobowiązań przekroczyła w tym okresie 78 miliardów złotych. Pisząc inaczej: przeciętny dłużnik w naszym kraju ma do spłacenia średnio około 27.000 złotych

Ciekawe dane na temat zadłużenia Polaków publikuje również Krajowy Rejestr Długów. Z jego analizy wynika, że statystycznie każdy Polak ma dług wynoszący około 4.500 złotych. Teoretycznie najmocniej zadłużone są osoby między 26. a 35. rokiem życia, które łącznie muszą oddać około 335 milionów złotych. 

Warto wiedzieć: Z badania przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Związku Przedsiębiorstw Finansowych wynika, że około 40% Polaków regularnie spóźnia się ze spłacaniem swoich zobowiązań, jak raty kredytu, pożyczki, alimenty, rachunki etc.

Brzmi mocno, prawda? Pamiętajmy natomiast, że pojęcie „długu” w ciągu ostatnich 20 lat się zdewaluowało. Jest to efekt tego, że zaczęliśmy masowo zaciągać kredyty hipoteczne, konsumenckie i samochodowe. 

Ranking najlepszych: Grudzień 2020

Najlepsze lokaty, konta i oferty - grudzień 2020

Ciekawostka: Kredyt hipoteczny spłaca już co dziesiąty Polak.

Krótka definicja długu

Zacznijmy od tego, że formalnie każde zaciągnięte zobowiązanie finansowe wobec innej osoby czy instytucji jest długiem. Dotyczy to także kredytu hipotecznego, choć banki od lat promują eufemistyczny zamiennik dla słowa „dłużnik”, czyli „kredytobiorca”. W gruncie rzeczy chodzi jednak dokładnie o to samo.  

Dług powstaje już w momencie zaciągnięcia zobowiązania, a nie, jak można by się było domyślać (czy pocieszać), dopiero wtedy, gdy zaczniemy się spóźniać z regulowaniem rat. 

Długiem jest każde zobowiązanie finansowe – nie tylko kredyty i pożyczki, ale też chociażby:

  • nieopłacone rachunki,
  • zaległości w ZUS i urzędzie skarbowym,
  • nieuregulowana płatność za wykonaną usługę,
  • zadłużenie na karcie kredytowej,
  • debet w koncie,
  • zaległości względem banku, np. nieopłacenie kosztów prowadzenia rachunku.

Zgodnie z definicją dług jest niespełnionym obowiązkiem dłużnika (np. pożyczającego, kupującego) na rzecz wierzyciela (udzielającego pożyczki, sprzedającego). Może on mieć charakter pieniężny lub rzeczowy. 

Czym są wierzytelności? 

Dodałem ten podrozdział do przewodnika, bo wiem, jak wiele osób myli pojęcia długu i wierzytelności. Choć zawsze pojawiają się one w kontekście zadłużenia, to ich znaczenie jest dokładnie odwrotne. 

Uwaga, będzie trochę „formaliny”. Wierzytelności są prawami majątkowymi, z których wynikają roszczenia wierzyciela do otrzymania świadczenia od dłużnika. Taką definicję podaje nam Kodeks cywilny, który też reguluje kwestie związane z dochodzeniem wierzytelności. 

Znajdź najlepsze oprocentowanie:


Napiszmy to jednak prościej. Wierzycielem jest ten, kto pożyczył komuś pieniądze, udostępnił mu jakiś produkt lub wykonał na jego rzecz jakąś usługę. Wierzytelnością jest natomiast to, co pożyczający/zamawiający musi oddać/spłacić. Następuje więc tutaj nierozerwalna relacja pomiędzy wierzycielem a dłużnikiem. Jeśli jest jeden, to musi być i drugi. 

Wierzycielem może być chociażby:

  • bank,
  • firma pożyczkowa,
  • operator telefonii komórkowej,
  • dostawca kablówki,
  • spółdzielnia lub wspólnota mieszkaniowa,
  • deweloper, 
  • ktoś z rodziny, od kogo pożyczyliśmy pieniądze. 

W tym miejscu trzeba wprowadzić dwa kolejne pojęcia, czyli wierzytelności niewymagalne oraz wierzytelności wymagalne. Krótko wyjaśnię, czym się od siebie różnią:

  1. Wierzytelności niewymagalne – są to wierzytelności, które już powstały, ale dłużnik ma jeszcze czas, aby je spłacić. Przykładem wierzytelności niewymagalnej jest rata kredytu, której termin zapłaty mija za 20 dni. 
  2. Wierzytelności wymagalne – analogicznie: są to wierzytelności przeterminowane, co oznacza, że minął termin zapłaty. W tym momencie osoba zaciągająca jakieś zobowiązanie staje się dłużnikiem. 

Dodajmy również, że wierzytelności są zbywalne. Oznacza to, że wierzyciel może je zbyć na rzecz innego podmiotu, czyli na przykład sprzedać firmie windykacyjnej. Wówczas wszelkie prawa związane z egzekwowaniem należności przechodzą na nowego wierzyciela. 

„Dobre długi” i „złe długi” – o co tu chodzi? 

Wysoki poziom zadłużenia Polaków nie wynika wcale z tego, że nagle zamarzyło nam się żyć na kredyt. Większość osób mających jakieś zobowiązanie finansowe zaciągnęło je z rozsądnych powodów. Najlepszym przykładem będzie tutaj kredyt hipoteczny. W 2019 roku tylko co trzecie mieszkanie zostało kupione za gotówkę. Z kolei z raportu Fundacji Habitat for Humanity Poland wynika, że aż 70% Polaków w ogóle nie może sobie pozwolić na zakup mieszkania. 

Nic dziwnego, że ratujemy się kredytami hipotecznymi. Ze względu na to, że są one zaciągane z ważnych pobudek, bo pozwalają zaspokoić podstawową potrzebę życiową człowieka, a do tego są bardzo nisko oprocentowane (w porównaniu z innymi kredytami czy pożyczkami), określamy je mianem „dobrych długów”. 

„Dobry dług” musi spełniać kilka kryteriów. Najważniejsze z nich, to:

  • jest zaciągany z rozsądnego powodu,
  • może być podstawą do zwielokrotnienia swojego stanu posiadania (jeśli zostanie mądrze zainwestowany),
  • jest na bieżąco spłacany, 
  • jego wysokość jest dobrze dopasowana do możliwości finansowych dłużnika oraz jego realnych potrzeb.

Czymś zupełnie innym są natomiast „złe długi”. Tutaj mówimy o wszelkich zobowiązaniach finansowych, które zostały zaciągnięte bezrefleksyjnie. Pożyczanie pieniędzy na zachcianki, na przykład kupowanie na raty drogich sprzętów, bez których można byłoby się spokojnie obejść, to generowanie złych długów. Nawet na raty 0%. Pół biedy, jeśli jesteśmy w stanie spłacać takie zadłużenie. Gorzej, gdy zaczynamy pożyczać coraz więcej, aby móc obsługiwać poprzednie zadłużenie. 

„Złe długi” charakteryzują się przede wszystkim tym, że:

  • ich spłacanie jest bardzo dużym obciążeniem dla domowego budżetu,
  • są zaciągane na rzeczy, które nie są niezbędne do życia,
  • nie da się ich spłacić bez restrukturyzacji,
  • nawarstwiają się, co prowadzi do spirali zadłużenia,
  • powodują ogromny stres, wpędzają dłużnika w poczucie wstydu. 

Jeśli natomiast chodzi o konkretne przykłady, to zebrałem je w poniższej tabelce. 

„Dobry dług”„Zły dług”
  • Kredyt hipoteczny – bo jest zaciągany na zaspokojenie podstawowej potrzeby, względnie tani, a poza tym kupujemy za pożyczone pieniądze coś, co z dużym prawdopodobieństwem nie straci, a wręcz zyska na wartości.
  • Kredyt inwestycyjny – zaciągany na przykład na rozwój firmy lub jej założenie, pod warunkiem, że opieramy się tutaj na solidnym biznesplanie.
  • Chwilówka
  • Kredyt lub pożyczka na zachcianki
  • Pożyczka hipoteczna (bardzo droga i zabezpieczona nieruchomością, co samo w sobie stanowi ogromne ryzyko)
  • Pożyczka na wakacje (można się bez nich obejść i lepiej na nie odłożyć)
  • Pożyczka na spłatę poprzedniej pożyczki
  • Kredyt/pożyczka z wysoką ratą, która przekracza połowę dochodów dłużnika
  • Wszystkie kredyty konsumpcyjne (w tym zakupy ratalne)

Czym jest spirala zadłużenia? Jak w nią nie wpaść? 

Spirala zadłużenia jest wyjątkowo niebezpiecznym zjawiskiem, którego doświadczają osoby popadające w coraz większe długi. Polega ono na tym, że zaciągamy nowe zobowiązania, aby spłacić te stare. System działa bardzo krótko, bo w pewnym momencie dług jest już tak wysoki, że nie da się go dłużej obsługiwać – w skrajnym przypadku suma rat może przekroczyć cały miesięczny dochód dłużnika. 

W spiralę zadłużenia najczęściej wpadają osoby korzystające z pożyczek prywatnych, nazywanych potocznie chwilówkami. Są one łatwo dostępne, nikt nie sprawdza zdolności kredytowej, ale nie ma nic za darmo. Takie pożyczki są horrendalnie drogie, a udzielające ich firmy sprytnie obchodzą ustawę antylichwiarską, stosując różnego rodzaju opłaty dodatkowe. Efekt? Bez trudu znajdziemy dziś pożyczki z RRSO na poziomie 50-70% procent. 

Charakterystyczne dla spirali zadłużenia jest to, że dług cały czas rośnie. Jest to efekt naliczania karnych odsetek i kar umownych oraz różnego rodzaju opłat za monity czy wszczęcie windykacji. Sytuacja dłużnika staje się więc beznadziejna, co może pchać do podejmowania kolejnych, jeszcze gorszych decyzji – na przykład zastawienia mieszkania. Końcowym etapem jest natomiast windykacja, przekazanie sprawy do sądu oraz podjęcie działań przez komornika. 

Sygnałem świadczącym o tym, że jesteśmy o krok od wpadnięcia w spiralę zadłużenia jest konieczność podejmowania trudnych decyzji. Dłużnik musi wybierać, czy spłacić ratę pożyczki, czy na przykład zapłacić czynsz, kupić lekarstwa, jedzenie etc. 

Jak nie wpaść w spiralę zadłużenia? 

  • Trzeba zacząć od uporządkowania swojego budżetu domowego. Wiedząc, ile pieniędzy zostaje w kieszeni po odliczeniu stałych kosztów, możemy już podjąć odpowiedzialną decyzję odnośnie do wysokości raty kredytu, o ile rzeczywiście potrzebujemy zastrzyku gotówki. Wszelkie problemy z długami biorą się z nieumiejętności planowania i zarządzania finansami. 
  • Nigdy nie pozwalamy sobie na życie ponad stan. Kredyt czy pożyczkę należy zawsze traktować w kategorii ostateczności, wcześniej szukając innych sposobów na sfinansowanie wydatku. 
  • Konsekwentnie budujemy poduszkę finansową i gromadzimy oszczędności, co pozwoli opłacić niespodziewane wydatki i przetrwać okres np. po utracie pracy. 
  • Planujemy większe wydatki – wiedząc, że co roku w sierpniu trzeba skompletować dla dziecka wyprawkę szkolną, można odkładać na to pieniądze przez kilkanaście miesięcy. 

Z kolei w sytuacji, gdy pojawiają się już symptomy świadczące o wysokim ryzyku wpadnięcia w spiralę zadłużenia, trzeba podjąć radykalne kroki i przede wszystkim maksymalnie ograniczyć wydatki oraz pomyśleć, jak zwiększyć swoje dochody. Plan działania jest tożsamy z tym, jaki podejmujemy chcąc pozbyć się długów, co szczegółowo opiszę w dalszej części tego przewodnika. 

Kim jest dłużnik alimentacyjny? 

Szczególnym typem dłużnika jest dłużnik alimentacyjny, czyli osoba (niekoniecznie mężczyzna), która nie wywiązuje się ze swoich obowiązków finansowych względem dziecka/dzieci oraz byłej partnerki/partnera. W Polsce mamy około 300 tysięcy dłużników alimentacyjnych, a suma ich zaległości grubo przekracza 10 miliardów złotych. 

Co ciekawe, dłużnik alimentacyjny jest zadłużony przede wszystkim w skarbie państwa. Jeśli osoba mająca zasądzone alimenty uchyla się od tego obowiązku, poszkodowany może zwrócić się o pomoc z Funduszu Alimentacyjnego. 

Dłużnicy alimentacyjni są uporczywie ścigani (niepłacenie alimentów jest w Polsce przestępstwem) i w pierwszej kolejności zajmuje się nimi komornik sądowy. Do momentu podjęcia skutecznej egzekucji cały czas naliczane są karne odsetki. Tym samym uchylanie się od obowiązku alimentacyjnego może bardzo szybko doprowadzić do powstania wysokiego zadłużenia, którego spłata będzie uciążliwa i czasochłonna. 

Jak nie dopuścić do nadmiernego zadłużenia?

Podstawową zasadą, której należy się trzymać, by nie dopuścić do nadmiernego zadłużenia, jest niebranie kredytów konsumpcyjnych. Trzeba mieć  również uczciwe podejście do domowych finansów. Regularnie sprawdzać, czy budżet się dopina, mieć świadomość skali dochodów oraz wydatków. Wiem, że brzmi to ogólnikowo i wydaje się być czymś oczywistym, ale założę się, że nawet wśród Was są osoby, które miałyby problem z szybkim określeniem swoich comiesięcznych kosztów. 

Jeśli natomiast chodzi o te dobre długi, to rozsądnie będzie zaciągnąć taki kredyt (hipoteczny lub inwestycyjny), którego obsługa nie ma istotnego wpływu na stan domowego budżetu. Pokażę Wam to na przykładzie. 

Znam osoby, które mogłyby sobie pozwolić na spłacenie kredytu hipotecznego przed czasem, ale tego nie robią. Comiesięczna rata jest na tyle niska, że prawie nie zauważają, gdy bank ją „ściąga” – wolą natomiast mieć stały dostęp do gotówki, którą następnie mądrze inwestują. Takie podejście jest dość rozsądne, ale nie wzięło się z powietrza. Jest wynikiem planowania, analizowania swoich możliwości finansowych oraz perfekcyjnego dopasowania kredytu do realnych potrzeb. 

Szkoda tylko, że w naszym społeczeństwie teoria tak często rozmija się z praktyką, o czym świadczą puchnące bazy dłużników i lawinowo rosnące kwoty przeterminowanych zobowiązań finansowych. 

Jak to się właściwie dzieje, że wpadamy w szaleństwo ciągłego zadłużania się i nie potrafimy nad tym zapanować? Nad tym zastanowimy się już w za moment. 

Proces wpadania w zadłużenie

Nie, w zadłużenie nie wpada się „ot tak”, z dnia na dzień. Zawsze jest to krótszy lub dłuższy proces, w zależności od tego, jakie decyzje finansowe podejmuje dłużnik. Rosnąca skala zobowiązań finansowych musi mieć jakąś przyczynę, a najczęściej jest nią brak umiejętności zarządzania domowym budżetem. 

Mało kto zadaje sobie proste pytanie: po co właściwie się zadłużamy? Po to, aby móc sfinansować zakup czegoś, na co nas nie stać. Brutalne, ale prawdziwe. Zaciągając kredyt czy biorąc pożyczkę powinniśmy mieć świadomość, że przeznaczymy te pieniądze na rzeczy czy usługi, których nie moglibyśmy mieć (a przynajmniej nie w danym momencie), gdyby nie istniały banki i firmy pożyczkowe. 

Przywykliśmy do tego, że banki wręcz rozdają pieniądze i wystarczy tylko po nie sięgnąć. Coraz mniej osób potrafi myśleć zdroworozsądkowo i nabywać różne dobra wyłącznie za własne pieniądze. To wymaga bowiem wysiłku, często wieloletniego odkładania, zaciskania pasa, a przede wszystkim ciężkiej pracy. Nie macie wrażenia, że jakoś o tym zapomnieliśmy? 

Zadłużanie się nie jest cnotą. To zawsze gorszy wybór (poza różnymi wyjątkami, kiedy zaciągamy kredyt w celu zwiększenia swoich przychodów w przyszłości), który nie powinien być traktowany priorytetowo.

„Po co mi budżet domowy”? 

Każdy z nas ma jakiś budżet domowy. Mało kto jednak potrafi nim zarządzać, choć to wcale nie jest trudne. Pisząc w dużym uproszczeniu: na budżet domowy składają się suma dochodów oraz wydatków. W wariancie minimum obie pozycje powinny się równoważyć (czyli wychodzimy na zero), ale osoby zaradne finansowo zawsze muszą prowadzić budżet w taki sposób, aby wypracować jakąś nadwyżkę i przeznaczać ją na oszczędności, a docelowo na przykład inwestycje emerytalne

Zarządzanie budżetem domowym nie sprowadza się tylko do okresowego zajrzenia na konto i upewnienia się, że są na nim jeszcze pieniądze. To cały zestaw praktyk, które pozwalają unikać konieczności zadłużania się, na bieżąco regulować swoje zobowiązania finansowe oraz dodatkowo wygospodarować środki na przyjemności, realizację jakichś celów czy po prostu zbudowanie poduszki finansowej. 

Jak zacząć prowadzić budżet domowy? Na dobry początek trzeba zmierzyć się z faktami, co nie dla każdego będzie przyjemne. Chodzi o to, że dokładna analiza swoich finansów często odsłania brutalną prawdę: balansujemy na krawędzi i żyjemy ponad stan. Jeśli w ciągu kilku ostatnich miesięcy budżet ewidentnie się nie dopinał i ratowały go tylko przelewy z konta oszczędnościowego, pożyczki czy limit na karcie kredytowej, to coś tutaj ewidentnie nie gra. Konieczne będzie podjęcie zdecydowanych kroków mających na celu ograniczenie wydatków. 

W prowadzeniu budżetu domowego bardzo fajnie sprawdza się założenie sobie arkusza kalkulacyjnego. Na bieżąco wpisujemy do niego wszystkie wydatki i na koniec miesiąca oceniamy, czy coś nam jeszcze zostało, czy też nie. W tym drugim przypadku wskazujemy pozycje, które można wykreślić, aby dzięki temu dodatkowo zaoszczędzić – na przykład kino. 

Do prowadzenia budżetu domowego można wykorzystywać różnego rodzaju aplikacje, nie tylko bankowe. W artykule Najlepsze programy i aplikacje do zarządzania budżetem domowym i spisywania wydatków przygotowałem kilka przykładów takich aplikacji. Każda z nich pozwala bardzo łatwo zapanować nad wydatkami, a przede wszystkim zyskać pełną wiedzę na temat swoich bieżących finansów. 

No dobrze, ale co to ma w ogóle wspólnego z zadłużeniem? Okazuje się, że najbardziej podatne na nadmierne zadłużanie się są osoby, którym budżet domowy się po prostu nie dopina. Zamiast nad nim zapanować, ograniczyć wydatki, wynegocjować lepsze warunki z dostawcami różnych usług, ratują się pożyczkami, debetem w koncie, kartą kredytową. To klasyczne pudrowanie problemu. 

Może się też okazać, że po wstępnej analizie budżetu domowego doznamy szoku uświadamiając sobie, że dużą część dochodów pochłaniają raty różnych kredytów i pożyczek. Będzie to sygnał alarmowy i bodziec do tego, aby natychmiast zmienić swoją politykę finansową, unikając tym samym realnego ryzyka wpadnięcia w spiralę zadłużenia.

6 grzechów głównych dłużnika 

Nie mam zamiaru wrzucać wszystkich do jednego worka. Jest oczywiste, że ludzie wpadają w długi z różnych powodów – nie zawsze bezpośrednio zawinionych przez siebie. Istnieją natomiast pewne uniwersalne przywary, które można dostrzec u „typowego dłużnika”, czyli osoby zadłużającej się do granic możliwości i doprowadzającej do sytuacji, w której nie jest w stanie dłużej spłacać swoich zobowiązań. 

Przywary te określiłem mianem 6 grzechów głównych dłużnika. Oto one. 

  1. Zachłanność – jak już wcześniej wspomniałem, zadłużamy się po to, aby kupić coś, na co najwyraźniej nas nie stać. Jasne, że to kontrowersyjna teza, bo przecież np. zakup mieszkania na kredyt można traktować w kategorii zaspokajania swojej podstawowej potrzeby życiowej. Mam jednak nadzieję, że widzicie różnicę pomiędzy kupieniem skromnej kawalerki w bloku z wielkiej płyty, a nabyciem M-5 od dewelopera w prestiżowej lokalizacji. 
  2. Niecierpliwość – chodzi tutaj o to, że osoby nadmiernie się zadłużające nie biorą w ogóle pod uwagę opcji oszczędzania na jakiś zakup. Przykładowo: planujemy wymianę samochodu. Takiej decyzji nie podejmuje się z dnia na dzień. Można więc opracować plan zgromadzenia kapitału na zakup nowego auta, niekoniecznie w najdroższej wersji wyposażenia. Zajmie to pewnie kilkanaście miesięcy. „Łatwiej” i szybciej jest natomiast zaciągnąć kredyt samochodowy czy wziąć auto w leasing konsumencki. 
  3. Naiwność – czyli po prostu ślepa wiara w to, że ktoś pożycza pieniądze z dobrego serca i na pewno nie pozwoli zrobić dłużnikowi krzywdy. Wierzyciel zawsze ma interes w udzielaniu komuś finansowania (no chyba, że są to np. rodzice). Nawet świetnie brzmiąca w reklamie oferta kredytu musi zostać dokładnie przeanalizowana pod kątem kosztów – a już szczególnie wtedy, gdy bank/firma pożyczkowa zachwala niskie raty i minimum formalności. 
  4. Cwaniactwo – mam tutaj na myśli celowe robienie sobie długów zgodnie z zasadą: nie zapłacę i co mi zrobisz? Najczęściej ten grzech przejawia się w stosunku do właścicieli mieszkań oraz dostawców różnych usług. Nie brakuje dłużników, którzy w pierwszej kolejności zaspokajają swoje zachcianki zamiast np. zapłacić czynsz, opłacić rachunki etc. 
  5. Lenistwo – wynika przede wszystkim z braku ochoty na sporządzenie i kontrolowanie budżetu domowego. Może również przejawiać się w niepodejmowaniu żadnych działań mogących spowodować wzrost dochodów, np. znalezienie dodatkowej pracy. 
  6. Rozrzutność – czyli po prostu życie ponad stan. Warto tutaj odwołać się do znanej zasady, że osoby naprawdę bogate, które dorobiły się majątku ciężką pracą, nigdy nie są rozrzutne i kupują zupełnie inne rzeczy niż ludzie ubodzy. Priorytetem dla kogoś majętnego jest zainwestowanie pieniędzy w dalsze pomnażanie bogactwa oraz zbudowanie zabezpieczenia finansowego. Osoba biedna szybciej kupi natomiast telefon na raty. 

Chwilówki: pierwszy krok do wpadnięcia w poważne problemy

Popularne chwilówki są właściwie synonimem złych długów. Panuje przekonanie, że zaciągają je tylko te osoby, które znajdują się w skrajnie trudnej sytuacji finansowej. To jednak nieprawda. Chwilówki cieszą się dużym zainteresowaniem głównie wśród osób młodych, w tym studentów, którzy dzięki nim na bieżąco cerują swój dziurawy budżet. Sprzyjają temu różne promocje, na przykład „pierwsza chwilówka za darmo” – polega to na tym, że jeśli pieniądze zostaną zwrócone w danym okresie, to firma nie naliczy żadnych odsetek.

Co jest zatem takiego złego w chwilówkach? Dlaczego uważa się je za jedną z przyczyn wpadania w spiralę zadłużenia? Wynika to z konstrukcji tego instrumentu finansowego oraz zasad udzielania pożyczki. 

Po pierwsze: chwilówkę może dostać właściwie każdy, nawet osoba skrajnie już zadłużona. 

Po drugie: nikt nie sprawdza historii i zdolności kredytowej klienta. 

Po trzecie: chwilówki są bardzo drogie, czego na pierwszy rzut oka nie widać (maksymalne oprocentowanie jest ograniczone przez wspomnianą już wcześniej ustawę antylichwiarską). Firmy pożyczkowe stosują jednak różne sztuczki, dzięki którym zarabiają krocie na swoich usługach, m.in. doliczają absurdalne opłaty za doradztwo, obsługę przy okienku, jak również liczą sobie horrendalne prowizje za monity. 

Wreszcie po czwarte: chwilówki najczęściej są zaciągane po to, aby dzięki nim spłacić inne zobowiązania, na przykład wobec dostawców mediów czy banków. To oczywiście niechybnie prowadzi do wpadnięcia w spiralę zadłużenia. 

Firmy pożyczkowe działają legalnie i nie będę oceniać etyczności ich działań. Faktem jest natomiast, że przy tak niskim stopniu wyedukowania ekonomicznego Polaków (blisko połowa z nas nie rozumie różnicy między kredytem a pożyczką) chwilówki stanowią poważne zagrożenie dla osób, które już z ledwością wiążą koniec z końcem. Mają one złudne poczucie, że chwilówka ratuje ich budżet, a jest dokładnie odwrotnie – to tylko wstęp do jeszcze większych problemów. 

Radzę więc stosować się do zasady: dodatkowej gotówki zawsze najpierw szukamy w domowym budżecie.

Dług na karcie kredytowej 

Lubię kartę kredytową. Zaskoczeni? Jest ona – podobnie jak nóż – tylko narzędziem, które można wykorzystać w dobry, jak i zły sposób.

Karta kredytowa jest dobrze Używana, TYLKO jeśli:

  • całe zadłużenie spłacane jest w okresie bezodsetkowym,
  • używamy karty kredytowej tylko do płatności bezgotówkowych (bez wypłat gotówki, przelewów z karty itd.),
  • nie ponosimy za używani karty absolutnie żadnych opłat, odsetek, prowizji

Każdy inny przypadek, oznacza, że kredytówka nie jest produktem dla nas i powinniśmy się jej natychmiast pozbyć.

Z kartą kredytową jest tak, że jeśli udaje się ją spłacać bez odsetek, to jest super. Gorzej, gdy te odsetki jednak zostaną naliczone – wówczas mamy już do czynienia z bardzo drogim kredytem – droższym nawet od kredytu gotówkowego! 

Maksymalne oprocentowanie zadłużenia na karcie kredytowej może wynieść 4-krotność stopy lombardowej NBP. Aktualnie (październik 2020) jest ona oczywiście bardzo niska i wynosi 0,50%, ale te stopy prędzej czy później zostaną podniesione. 

Dodatkowo trzeba pamiętać, że bank może naliczać dodatkową opłatę za użycie karty kredytowej do wypłacenia pieniędzy z bankomatu. W moim banku jest to aż 50 złotych, dlatego nigdy się na taką „zabawę” nie zdecydowałem. 

Nierozsądne korzystanie z karty kredytowej i niespłacanie zadłużenia w okresie bezodsetkowym jest prostym sposobem na to, aby wpaść w jeszcze większe długi. Zwłaszcza, że banki ochoczo przyznają absurdalnie wręcz wysokie limity. Przykład mojej znajomej, która zarabia około 3000 złotych na rękę i dostała kartę z limitem 35.000 złotych jest na to dobitym dowodem. 

Oczywiście dokładnie te same zasady obowiązują w przypadku popularnego limitu/debetu w koncie. Jeśli zaciągniemy taki kredyt i dopuścimy do sytuacji, w której bank zacznie naliczać wysokie odsetki od zadłużenia, to znów zrobimy kolejny krok w stronę utraty kontroli nad finansami. 

Utrata pracy, czyli czynnik ryzyka wpadnięcia w długi

Jedną z najczęstszych przyczyn, dla których ludzie wpadają w nadmierne zadłużenie, jest utrata dotychczasowego źródła dochodów. Dzieje się tak w momencie, gdy tracimy pracę, zamykamy firmę etc. Działają tutaj dwa niekorzystne czynniki: stres i załamanie emocjonalne oraz nagłe pogorszenie sytuacji finansowej. Zdezorientowany bezrobotny może łatwo popełnić błąd polegający na ratowaniu budżetu np. chwilówkami. 

Utrata pracy nie jest jednak równoznaczna z tym, że „trzeba” popaść w długi. Wszystko zależy od tego, jak do tej pory zarządzaliśmy domowymi finansami. Jest to moment prawdy: osoby zaradne finansowo dość szybko poradzą sobie z tą trudną sytuacją i może nawet nie odczują wyschnięcia źródła dochodów. Z kolei te, które już wcześniej żyły ponad stan, teraz będą mieć jeszcze większe problemy z dopięciem domowego budżetu. 

Co należy zrobić w momencie utraty pracy, aby nie dopuścić do wpadnięcia w długi? W pierwszej kolejności sprawdzamy stan budżetu. Jeśli mamy poduszkę finansową (powinna ona umożliwić przeżycie na dotychczasowym poziomie przez co najmniej 3 miesiące), to nie ma się czym martwić. Oszczędności zaspokoją potrzeby rodziny, a w tym czasie z pewnością uda się znaleźć nowe zatrudnienie. 

Jeśli jednak tych oszczędności nie ma lub są one bardzo skromne, to podstawą będzie wycięcie w pień wszystkich zbędnych wydatków. To musi być radykalna zmiana podejścia do finansów. Koniec ze spontanicznymi zakupami, wyjściami „na miasto”, spełnianiem zachcianek. Znacznie mądrzej będzie przeznaczać ewentualne nadwyżki na edukację, czyli zainwestować je w siebie, co powinno przełożyć się na umocnienie swojej pozycji na rynku pracy. 

Być może znacie ten słynny cytat ze Stefana Kisielewskiego: 

To, że jesteśmy w d… to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać.

Moim zdaniem świetnie obrazuje on sytuację, w jakiej znajduje się wiele osób tracących pracę, ale nierobiących nic, aby szybko rozwiązać ten problem. Poduszka finansowa nie służy temu, żeby przebimbać sobie kilka miesięcy na bezrobociu, a później z przerażeniem stwierdzić, że właśnie przejedliśmy efekty wielu lat oszczędzania. Ma ona tylko zapewnić komfort psychiczny i pozwolić uniknąć konieczności zadłużania się.

Osoby, które – za Kisielewskim – „urządzają się w d…”, czyli gnuśnieją na bezrobociu i chętnie sięgają po chwilówki, lada moment przestaną spłacać raty kredytów, opłacać rachunki itd., co w prostej linii zaprowadzi do skrajnego zadłużenia. 

Odziedziczenie długów 

Wcześniej wspomniałem o tym, że nie wszyscy popadają w długi z własnej winy. I właśnie teraz przyszedł czas, aby poświęcić trochę uwagi takim pechowcom. Jedną z przyczyn wpadnięcia w poważne zadłużenie jest nieroztropne przyjęcie spadku po zmarłym bliskim. Mamy wówczas do czynienia ze zjawiskiem odziedziczenia długów

Zgodnie z polskim prawem spadek jest nabywany albo na mocy testamentu, albo poprzez dziedziczenie ustawowe. Spadkobierca może go:

  • Przyjąć w całości – w takiej sytuacji nabywa aktywa zmarłej osoby (np. nieruchomość), ale też pasywa, czyli ewentualne długi. 
  • Odrzucić w całości – sprawa jest jasna. 
  • Przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza – oznacza to, że spadkobierca odpowiada za ewentualne długi zmarłego jedynie do wysokości odziedziczonego majątku. Przykładowo: dziedziczymy aktywa o wartości 200.000 złotych oraz zadłużenie na łączną sumę 300.000 złotych. Będziemy odpowiadać za dług jedynie do kwoty 200.000 złotych. 

Ważne! Na podjęcie decyzji o formie przyjęcia spadku lub jego odrzuceniu mamy tylko 6 miesięcy liczonych od momentu, w którym zostaniemy poinformowani o otrzymaniu spadku. 

Ciekawym przypadkiem jest dziedziczenie długów przez osoby małoletnie. Tutaj zawsze następuje dziedziczenie z dobrodziejstwem inwentarza, czyli dziecko – a później dorosły – nie będzie odpowiadać za długi własnym majątkiem. Spadek można też odrzucić na wniosek prawnych opiekunów osoby małoletniej. 

Nieco inaczej wygląda to natomiast w przypadku dziedziczenia długu alimentacyjnego. Przepisy są w tej kwestii jasne: zaległe alimenty są traktowane, jako obowiązek osobisty, którego nie można odziedziczyć. Jeśli więc przyjmiemy spadek np. po ojcu, a dopiero później okaże się, że nie płacił on alimentów na dziecko z innego związku, to nie będziemy za ten dług odpowiadać. 

Wniosek? Dowiadując się o otrzymaniu spadku, ale nie mając pewności, czy zmarły bliski nie zostawił po sobie także długów, zawsze najbezpieczniej będzie przyjąć spadek z dobrodziejstwem inwentarza. 

Rozdział II: Wychodzenie z zadłużenia 

Z wychodzeniem z długów jest dokładnie tak samo, jak z wpadaniem w nie. Mówimy tutaj o procesie, który może trwać kilka miesięcy, ale równie dobrze kilka lat – wszystko zależy od poziomu zadłużenia. Na pewno nie da się natomiast tego zrobić bez wprowadzenia daleko idących zmian w swoim podejściu do finansów, przeorganizowania budżetu domowego, a nierzadko też poszukania dodatkowych źródeł dochodów. 

Pewne jest też to, że wychodzenie z zadłużenia będzie bolesne. Dużo łatwiej generuje się długi niż je spłaca. Trzeba jednak wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje. W tym rozdziale pokażę Wam, jak krok po kroku pozbyć się długów stosując najskuteczniejsze, choć niełatwe metody. 

Przyznaj się, że jesteś dłużnikiem! 

Robienie sobie coraz większych długów jest pewną formą uzależnienia. To trochę jak z hazardem: w każdej kolejnej pożyczce upatrujemy szansy na to, aby nareszcie się odkuć i obiecujemy sobie, że to już ostatni raz. Dłużnik może szybko stracić nad tym kontrolę i wejść w fazę, w której życie na kredyt będzie dla niego czymś zupełnie normalnym. 

Posiadanie długów w naszej kulturze jest uważane za powód do wstydu. Osoby zadłużone boją się przyznać najbliższym, że zaciągnęły kilka pożyczek, nie spłaciły karty kredytowej czy zastawiły wspólny majątek. Do samego końca próbują rozwiązać tę sytuację na własną rękę, co się oczywiście nie udaje i powoduje dalsze zadłużanie się. 

W wielu rodzinach jest tak, że drugie z partnerów nie ma zielonego pojęcia o finansowych poczynaniach swojego męża/żony. Sprawa wychodzi na jaw dopiero wtedy, gdy do drzwi puka komornik czy zaczynają się dziwne telefony z firmy windykacyjnej. 

Szczere porozmawianie z bliskimi i przyznanie się do bycia dłużnikiem jest pierwszym krokiem na drodze do wyjścia z zadłużenia. Może to zastopować dalsze próby zadłużania się. Zdroworozsądkowo myślący partner z pewnością spróbuje opracować plan wyjścia z zadłużenia, być może całkowicie przejmie kwestię zarządzania domowymi finansami. 

Jeśli w rodzinie są dzieci, które rozumieją już, na czym polega zarabianie i wydawanie pieniędzy, to warto porozmawiać z nimi i wytłumaczyć im, że rodzice znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej. Bez wchodzenia w szczegóły można poprosić je o wyrozumiałość, gdy np. nie będą mogły pojechać na kolonie czy obóz, wyjść do kina, dostać wymarzonego komputera etc. 

Takie rozmowy są szalenie trudne, ale także oczyszczające. Dłużnik, który przestaje oszukiwać swoich bliskich, odczuwa mniejszy stres, a znajdując zrozumienie zyskuje dodatkową motywację do tego, aby nareszcie wybrnąć z długów i zacząć wszystko od nowa. 

Usystematyzowanie długów 

Aby podjąć skuteczną walkę z wrogiem, najpierw musimy go dobrze poznać. Nie pozostaje więc innego, jak usiąść sobie wieczorem z kartką i spisać wszystkie posiadane długi. Następnie robimy z tego tabelkę, na przykład według poniższego wzoru:

KolejnośćRodzaj długuWysokość miesięcznej ratyKwota pozostała do spłaty
1Zaległość u operatora telefonii komórkowej 50 zł 200 zł 
2Rata kredytu gotówkowego500 zł 12000 zł 
3Rata chwilówki 200 zł 3000 zł 
4Zadłużenie na karcie kredytowej 150 zł 900 zł 
5Rata kredytu samochodowego 900 zł 23000 zł 
6Pożyczka u rodziny 200 zł 8000 zł 
Suma 2000 zł 50100 zł 

Zobrazowanie sobie skali zadłużenia może być oczywiście szokiem, ale on działa oczyszczająco. Teraz można już zabrać się za właściwe działania mające na celu spłatę całego zadłużenia, a przynajmniej pozbycie się tych długów, które są najdroższe w obsłudze – w tym przypadku będą to: zaległość u operatora telefonii komórkowej, chwilówka, zadłużenie na karcie kredytowej oraz rata kredytu gotówkowego. 

Kolejność w mojej przykładowej tabelce jest przypadkowa, natomiast dłużnik na szczycie swojej listy musi umieścić te długi, które wymagają najpilniejszej spłaty z uwagi na najwyższe oprocentowanie. Dodatkowo w spłacaniu długów świetnie sprawdza się efekt kuli śnieżnej, do którego za chwilę wrócę. 

Tniemy wydatki. Bezwzględnie! 

Nie da się zjeść ciastko, i mieć ciastko. Podejmując decyzję o wyjściu z zadłużenia trzeba liczyć się z jej konsekwencjami. Te nie będą zbyt przyjemne. Do oddłużania należy podchodzić tak samo, jak do leczenia grypy. Na początku jest fatalnie, ale dzięki lekom i stosowaniu się do zaleceń lekarza po około tygodniu czujemy się już znacznie lepiej. W przypadku spłacania długów proces ten na pewno jednak potrwa o wiele dłużej. 

Jednym z podstawowych lekarstw jest oczywiście ograniczenie wydatków. Nie, ograniczenie to złe słowo. Te wydatki trzeba rąbać siekierą. Ponownie siadamy z kartką i wypisujemy sobie wszystkie miesięczne koszty utrzymania – można do tego użyć albo poleconych przeze mnie wcześniejszej aplikacji do zarządzania budżetem domowym, albo po prostu po kolei analizować każdą pozycję z historii rachunku. 

Gdy wiemy już, ile kosztuje miesięczne życie, przechodzimy do najtrudniejszego – wykreślania tych wydatków, które nie są absolutnie niezbędne. Żegnamy się z jedzeniem na mieście, kupowaniem słodyczy, alkoholu, oczywiście rezygnujemy z palenia papierosów. Koniec z wyjściami do kina, karnetem na siłownię (ćwiczyć można w domu za darmo), spontanicznymi zakupami. 

Szukamy również możliwości zaoszczędzenia na tym, co i tak musimy kupować. Poniżej kilka moich propozycji:

  • Paliwo do samochodu – nie ma zmiłuj. Wychodząc z długów trzeba ograniczyć korzystanie z auta, bo to jest po prostu bardzo drogie. Istnieje wiele sposobów na to, jak oszczędzać jeżdżąc samochodem. Ja jednak przede wszystkim polecam rzadsze wsiadanie za kółko i przesiadkę czy to na rower, czy do komunikacji publicznej. Jeśli korzystamy z auta sporadycznie, to warto rozważyć jego sprzedaż i np. okazjonalne wypożyczanie samochodu na minuty
  • Edukacja – nie powinno się na niej oszczędzać, ale spokojnie można ograniczyć jej koszty. Przykład? Nauka języków obcych. Jeśli dziecko dłużnika uczęszcza na prywatny kurs językowy, który jest bardzo kosztowny, to mądrze będzie rozważyć przejście na tańszą naukę online czy nawet darmowe aplikacje do nauki języka, jak świetne Duolingo. 
  • Jedzenie – tutaj mamy bardzo szerokie pole do popisu. Oszczędzanie na jedzeniu wcale nie musi oznaczać, że zaczniemy odżywiać się niezdrowo. Wprost przeciwnie. Ograniczenie jedzenia mięsa na rzecz tańszych produktów roślinnych, polowanie na promocje w dyskontach, a przede wszystkim chodzenie do sklepu z listą, to proste sposoby na to, aby zaoszczędzić na zakupach spożywczych
  • Kupowanie wtedy, gdy jest taniej – mam tutaj na myśli stosowanie się do zasady kalendarza zakupowego. W ciągu roku zawsze pojawiają się okresy, w których różne potrzebne rzeczy można kupić znacznie taniej. Na przykład: opony zimowe na kolejny sezon kupujemy wczesną wiosną. 

Pomysłów na oszczędzanie jest oczywiście znacznie więcej (zobacz: 47 PROSTYCH sposobów na oszczędności) i zachęcam, aby każdy znalazł swoje, a przede wszystkim zaczął ograniczać wydatki. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze konsekwentnie przeznaczamy na spłatę zadłużenia. 

Domowa wyprzedaż, czyli czas poszukać dodatkowych pieniędzy

Wyprzedawanie swojego majątku może się kojarzyć z ostatecznym upadkiem pod naciskiem długów, ale nie ma zmiłuj – jeśli w domowej kasie brakuje już pieniędzy na obsługę zadłużenia, to trzeba dokonywać trudnych wyborów, zanim zrobi to za nas komornik. 

Zorganizowanie domowej wyprzedaży jest świetnym sposobem na przypływ gotówki. W każdym domu, nie tylko dłużnika, znajdą się przedmioty mające konkretną wartość, ale już nieużywane czy po prostu kupione bez przemyślenia. To dobry moment, aby się ich pozbyć. 

Na początek zabieramy się za zrobienie porządków w domu. Zaglądamy do szaf, piwnicy, garażu, pawlaczy etc. Wyjmujemy wszystkie przedmioty, które mogą mieć jakąkolwiek wartość i uczciwie oceniamy, czy są nam niezbędne. Jeśli nie, to trafiają na sprzedaż. W ten sposób można się pozbyć z domu na przykład nienoszonych już ubrań, starych płyt muzycznych, sprzętu elektronicznego, książek etc. 

Wszystkie przedmioty do sprzedania wystawiamy w Internecie – najlepiej na OLX, ale można też zorganizować wirtualną wyprzedaż na lokalnej grupie facebookowej. Warto wypróbować fajną aplikację Vinted do sprzedawania używanych ubrań, cały czas sporo osób zagląda na Gumtree etc. 

Jak zwiększyć dochody, by mieć z czego spłacać długi? 

Pora zejść na ziemię. Jest mało prawdopodobne, aby osoby skrajnie zadłużone poradziły sobie z obsługą zobowiązań tylko dzięki ograniczeniu wydatków i zorganizowaniu domowej wyprzedaży. Trzeba się trochę bardziej postarać i znaleźć dodatkowe źródła dochodów. 

Nie musi to być wcale praca na pełen etat – zwłaszcza, jeśli dłużnik jedną już ma. Istnieją natomiast sposoby na dorabianie do pensji w domu. Wystarczy wykorzystać siłę Internetu, znaleźć pomysł na siebie i zastanowić się nad tym, co możemy zaoferować osobom, które będą gotowe za to zapłacić. 

Poniżej mam dla Was kilka pomysłów na nieźle płatną pracę z domu, która zagwarantuje dopływ dodatkowej gotówki, a tym samym przybliży do ostatecznego rozwiązania kwestii nadmiernego zadłużenia:

  • Prowadzenie fanpage’y marek – nie trzeba mieć do tego żadnych specjalnych umiejętności. Wystarczy kreatywność, wolny czas i dostęp do Internetu. Zleceń najlepiej szukać na portalach dla freelancerów (np. Freelancer.com) oraz w agencjach marketingowych. 
  • Tester produktów – bardzo ciekawy pomysł na dodatkowy zarobek, choć testerzy nie zawsze otrzymują wynagrodzenie pieniężne. 
  • Korektor tekstów – mnóstwo twórców treści do Internetu potrzebuje porządnej korekty, na co nie mają ani czasu, ani wysokich budżetów. Takie zlecenia trafiają więc do osób oczekujących niskiego wynagrodzenia, za to potrafiących wyłapać różne błędy, literówki etc. 
  • Udzielanie korepetycji – większość uczniów szkół średnich musi dziś korzystać z różnych form korepetycji, co jest dobrą okazją do tego, aby podzielić się swoimi talentami w jakiejś dziedzinie nauki, na przykład matematyce. Korepetycji można udzielać online i całkiem nieźle na tym zarabiać. 
  • Wypełnianie ankiet – jest wiele systemów umożliwiających zarabianie na wypełnianiu ankiet, jak chociażby MyView, Inbox dollars, Toluna etc. Wypełnianie formularzy jest proste, można to robić wieczorami i dorobić podobno nawet kilkaset złotych miesięcznie. 
  • Monetyzacja ruchu w Internecie – chodzi o prowadzenie bloga czy kanału na YouTube. To oczywiście wymaga poświęcenia znacznie większej ilości czasu, a przede wszystkim trzeba mieć coś ciekawego do powiedzenia. Docelowo może to być nawet praca na pełen etat. 
  • Zarabianie na promocjach bankowych – kokosów się na tym nie zbije, ale wyciągnięcie 100-200 złotych miesięcznie za poświęcenie na to kilkudziesięciu minut nie jest wcale złym pomysłem, zwłaszcza w położeniu, w jakim znajduje się dłużnik. Można także rozważyć zaangażowanie się w bankowe programy partnerskie (polecanie konta czy innych produktów znajomym w zamian za prowizję). 
  • Szycie – to świetny sposób na dodatkowy zarobek, bo coraz mniej osób potrafi szyć. Chętniej natomiast zlecamy takie prace krawcowym, niekoniecznie zawodowym. 
  • Pieczenie ciast – jest duże zapotrzebowanie na prywatne usługi cukiernicze. Wiele osób zamawia niepowtarzalne torty czy domowe ciasta na imprezy rodzinne. Ogłaszać można się na Facebooku. 

To tylko przykładowe pomysły na uzyskanie dodatkowego źródła dochodu. Zobacz też: 17 pomysłów na dodatkową pracę w domu. Każda zarobiona w ten sposób złotówka może i powinna być przeznaczana na obsługę zadłużenia, by docelowo pozbyć się wszystkich złych długów. Oczywiście po osiągnięciu celu warto kontynuować pracę dorywczą i dzięki niej zacząć budować poduszkę finansową oraz gromadzić oszczędności na większe zakupy. 

Efekt kuli śnieżnej w spłacaniu długów 

Efektem kuli śnieżnej określamy sytuację, w której spłacając jeden dług drobnymi kwotami zyskujemy dodatkowe środki na obsługę kolejnego – i tak aż do momentu pozbycia się całego zadłużenia. Schemat jest bardzo prosty i do bólu skuteczny. 

Aby dobrze wytłumaczyć, na czym to polega, wróćmy do wcześniejszej tabelki z zestawieniem długów naszego hipotetycznego dłużnika. Zmieńmy jednak kolejność. 

KolejnośćRodzaj długuWysokość miesięcznej ratyKwota pozostała do spłaty
1Zaległość u operatora telefonii komórkowej 50 zł 200 zł 
2Zadłużenie na karcie kredytowej150 zł900 zł
3Rata chwilówki 200 zł 3000 zł 
4Pożyczka u rodziny 200 zł8000 zł
5Rata kredytu gotówkowego500 zł 12000 zł 
6Rata kredytu samochodowego900 zł23000 zł

Na szczycie listy znajduje się dług, który można spłacić prawie od ręki, a przy tym generuje on najmniejsze obciążenie dla domowego budżetu. W efekcie kuli śnieżnej chodzi o to, aby pozbyć się takiego długu możliwie jak najszybciej. Zobaczcie. 

Rozliczam się z operatorem telefonii komórkowej, co uwalnia w moim budżecie 50 złotych miesięcznie. Tę kwotę przenoszę na kolejnego wierzyciela – w tym przypadku bank, który wydał mi kartę kredytową. Ponieważ mam dodatkowe 50 złotych z poprzedniego długu, mogę spłacać już nie 150, ale 200 złotych miesięcznie i tym samym szybciej rozliczyć się bankiem. 

Gdy już to nastąpi, zyskam aż 200 złotych miesięcznie na obsługę kolejnego długu – tutaj jest to chwilówka. Dzięki dodatkowej kasie mogę spłacić to zobowiązanie dwa razy szybciej, a następnie przenieść budżet (już 400 złotych!) na następny dług. I tak dalej, i tak dalej. 

Prawda, że efekt kuli śnieżnej w spłacaniu długów jest genialnie prosty? Sukces zależy tutaj jednak od wytrwałości i konsekwencji. Nie można osiadać na laurach i wychodzić z założenia, że skoro udało się spłacić jeden dług, to możemy przeznaczyć zaoszczędzone na nim pieniądze na jakieś przyjemności. Uparcie dążymy do celu, jakim jest całkowite pozbycie się zadłużenia. 

Konsolidacja kredytów – czy to dobry pomysł? 

W praktycznie wszystkich poradnikach dla dłużników pojawia się uniwersalna wskazówka: skonsoliduj swój dług! Na czym to polega? Konsolidacja jest połączeniem wielu zobowiązań finansowych w jedno. Aby było to możliwe, potrzebujemy kogoś, kto przejmie nasze kredyty i pożyczki, a następnie ujednolici oprocentowanie i termin spłaty. Tym kimś najczęściej jest bank, choć konsolidację oferują także firmy pożyczkowe czy inne instytucje finansowe. 

Jakie zobowiązania można skonsolidować? Są to przede wszystkim:

  • kredyt hipoteczny,
  • kredyt gotówkowy,
  • kredyt odnawialny,
  • kredyt ratalny,
  • kredyt samochodowy,
  • debet w koncie, 
  • karta kredytowa, 
  • pożyczki bankowe i pozabankowe, 
  • pożyczki prywatne i firmowe. 

Konsolidacja sprowadza się do tego, że mając np. 3 kredyty w kilku bankach, różniące się oprocentowaniem i harmonogramem spłaty, możemy przenieść je do jednego banku, który zaproponuje nowe warunki. Często przy tej okazji bank może zaoferować zwiększenie kredytu, czyli udzielenie klientowi dodatkowej gotówki – trzeba jednak na to uważać, bo w ten sposób pogłębi się poziom zadłużenia. 

Decydując się na konsolidację kredytów zawsze bardzo dokładnie analizujemy ofertę banku czy innej instytucji. Szczególną uwagę zwracamy na RRSO, czyli wskaźnik, który uwzględnia wszystkie dodatkowe opłaty (nie tylko oprocentowanie). Na koniec sprawdzamy, jaka będzie całkowita kwota do spłaty – trzeba mieć świadomość, że będzie ona znacznie wyższa od tej, jaką zapłacilibyśmy spłacając dotychczasowe kredyty osobno. 

Zalety konsolidacji kredytów:

  • Niższe obciążenie dla budżetu domowego z tytułu miesięcznej raty; 
  • Ujednolicone oprocentowanie;
  • Łatwiejsze zapanowanie nad swoimi długami; 
  • Wydłużenie okresu spłaty; 

Wady konsolidacji kredytów:

  • Docelowo koszt spłaty długów będzie o wiele wyższy;
  • Pokusa, aby zwiększyć kredyt, co może jeszcze pogorszyć sytuację finansową dłużnika; 
  • W przypadku dużego zadłużenia bank może zażądać zabezpieczenia hipoteką, co samo w sobie jest ryzykowne (możliwość zajęcia nieruchomości w razie problemów ze spłatą); 

Dla kogo jest konsolidacja? 

  • Osoby mocno zadłużone, które nie panują już nad tym, komu i co są winne; 
  • Osoby chcące obniżyć miesięczne obciążenie z tytułu spłaty długów;
  • Osoby mające kredyty i pożyczki z krótkim terminem spłaty i wiedzące, że nie dadzą rady rozliczyć się z wierzycielami w terminie; 

Gdzie szukać pomocy, gdy nie jesteś w stanie udźwignąć swoich długów? 

Nie ma sytuacji bez wyjścia – każdy dłużnik powinien pamiętać o tym nieco już wyświechtanym powiedzeniu. Nawet w przypadku skrajnego zadłużenia nadal można walczyć o odzyskanie płynności finansowej i wcale nie trzeba decydować się na ogłoszenie upadłości konsumenckiej. Istnieją programy wspierające dłużników w wychodzeniu na prostą. 

Najsensowniej wypada tutaj Fundusz Wsparcia Kredytobiorców, który działa od 2016 roku. W jego puli znajduje się kilkaset milionów złotych z Banku Gospodarstwa Krajowego, które mają być dysponowane na pomoc osobom znajdującym się w bardzo trudnym położeniu z powodu zaciągniętego kredytu hipotecznego. 

Z Funduszu Wsparcia Kredytobiorców może skorzystać każdy, kto:

  • jest bezrobotny,
  • spłaca kredyt mieszkaniowy, którego rata stanowi minimum 50% jego dochodów (zmiana od 2020 roku – wcześniej było to 60%,
  • wykaże dochód na osobę w rodzinie na poziomie maksymalnie 1056 zł (1402 zł dla osób samotnych).

W ramach Funduszu Wsparcia Kredytobiorców można otrzymać do 2000 złotych miesięcznie dopłaty do swojego kredytu. Pomoc taka jest udzielana na okres maksymalnie 36 miesięcy. 

Środki udzielone w ramach FWK trzeba oczywiście zwrócić. Pożyczka zostanie rozłożona na nieoprocentowane raty na okres aż 12 lat. Część wsparcia może zostać umorzona, jeśli kredytobiorca spłaci 100 rat zgodnie z harmonogramem i bez opóźnień – wówczas anulowane zostaną aż 44 raty.

O pomoc w ramach Funduszu Wsparcia Kredytobiorców występuje się za pośrednictwem banku, w którym mamy zaciągnięty kredyt hipoteczny. Bank ma 30 dni na rozpatrzenie wniosku. Jeśli z jakiegoś powodu odmówi przyznania wsparcia, wówczas kredytobiorca może zwrócić się o pomoc bezpośrednio do Rady Funduszu. 

Co z osobami, które są mocno zadłużone, ale nie kwalifikują się do uzyskania wsparcia w ramach FWK? W takiej sytuacji radzę skorzystać z darmowej pomocy prawnej. Jest wiele instytucji, które zupełnie bezpłatnie udzielą konsultacji, a nawet mogą reprezentować dłużnika w sporze z wierzycielem. Poniżej znajdziecie kilka z nich:

  • Biuro Rzecznika Finansowego,
  • Arbiter bankowy przy Związku Banków Polskich, 
  • Federacja Konsumentów,
  • Powiatowy lub miejski rzecznik konsumentów. 

Pamiętajcie natomiast, że żadna z tych instytucji nie sprawi, że dług w cudowny sposób zniknie. Ich pomoc będzie natomiast wskazana w sytuacji, gdy np. wierzyciel zaczyna stosować bezprawne metody windykacji długu czy też powołuje się na niezgodne z prawem zapisy w umowie. Pełną listę instytucji oferujących darmową pomoc prawną znajdziecie na stronie przygotowanej przez Ministerstwo Sprawiedliwości. 

Rozdział III: Abecadło dłużnika

Bycie dłużnikiem wcale nie musi się wiązać z życiem w ciągłym strachu przed wierzycielami. Czy nam się to podoba czy nie, każdy dłużnik jest chroniony przepisami obowiązującego w Polsce prawa. Trzeba tylko je znać i wiedzieć, w jakich sytuacjach np. nie należy godzić się na działania podjęte przez wierzyciela czy instytucje powołane do odzyskiwania należności. 

Najważniejsze informacje dla dłużników, w tym te, które pozwolą ochronić się przed zjawiskiem dzikiej windykacji, zebrałem w tym rozdziale. Szczególnie uważnie powinny go przeczytać osoby, które już teraz mają problem z obsługą swojego długu i spodziewają się, że lada moment mogą zostać wobec nich wszczęte działania ze strony firmy windykacyjnej lub komornika. 

Odsetki ustawowe za opóźnienie płatności 

Na samym początku przewodnika wyjaśniłem, że dług powstaje w momencie, kiedy nie spłacamy swojego zobowiązania w wyznaczonym terminie. W takiej sytuacji wierzyciel z mocy prawa może naliczyć odsetki ustawowe za opóźnienie płatności. Czyli: jeśli w następnym miesiącu z jakiegokolwiek powodu nie ureguluję raty kredytu hipotecznego, to bank będzie mógł obciążyć mnie takimi odsetkami. 

Ważne! Wierzyciel ma możliwość naliczenia własnych odsetek – musi jednak podać ich wysokość w umowie np. kredytu. Jeśli tego nie zrobi, wówczas będzie mógł naliczać wyłącznie odsetki ustawowe. 

Co ciekawe, wierzyciel nabywa prawo do naliczania odsetek ustawowych już od pierwszego dnia, jaki następuje po umownym dniu rozliczenia się z zobowiązania. Wierzyciel nie musi też informować dłużnika o tym zamiarze – musi tylko wystosować oficjalne pismo, w którym przedstawia swoje żądanie (czyli podaje kwotę odsetek do zapłaty). 

Ile wynoszą odsetki ustawowe za opóźnienie płatności? Składają się na nią dwa elementy:

  1. Stopa referencyjna NBP – aktualnie (październik 2020) wynosi ona 0,10%. 
  2. Stawka bazowa – 3,5%. 

Sumarycznie na mocy ustawy wierzyciel może więc naliczyć 3,6% odsetek za opóźnienie, o ile w umowie nie zastrzegł inaczej (maksymalnie może to być 10%). 

Znając wysokość ustawowych odsetek za opóźnienie płatności można łatwo samodzielnie obliczyć, ile trzeba będzie dopłacić wierzycielowi, jeśli ten zechce skorzystać ze swojego prawa. Przykładowo: jeśli rata kredytu wynosi 1000 złotych miesięcznie, to w przypadku opóźnienia bank będzie mógł naliczyć 36 złotych odsetek w skali roku, czyli około 10 groszy za każdy dzień zwłoki. 

Dodam również, że nie ma możliwości uniknięcia zapłaty odsetek ustawowych za zwłokę, o ile od ich naliczenia nie odstąpi sam wierzyciel. Warto więc terminowo regulować swoje zobowiązania, aby uniknąć dodatkowych kosztów. 

Bazy dłużników

Bazy dłużników to rejestry, w których nie chciałby się znaleźć nikt z nas. Mając jednak jakiekolwiek zaległości u wierzycieli trzeba się liczyć z tym, że któryś z nich w pewnym momencie postanowi dopisać swojego dłużnika do takiej bazy. Jest to o tyle problematyczne, że z baz dłużników korzystają np. banki, które w oparciu o znalezione tam informacje obliczają tzw. scoring, czyli ocenę punktową kredytobiorcy. 

Najważniejsze bazy dłużników działające w Polsce to:

  • BIG InfoMonitor – jest to najstarsza i najobszerniejsza baza w naszym kraju. Każda osoba może samodzielnie sprawdzić, czy do niej nie trafiła. W tym celu zakładamy konto w systemie BIG. Sprawdzenie bazy jest darmowe raz na 6 miesięcy. 
  • KRD – baza Krajowego Rejestru Długów gromadzi informacje o zadłużeniu zarówno przedsiębiorców, jak i osób prywatnych. Konsumenci mogą sprawdzić swój status w bezpłatnie bezpośrednio na stronie KRD. 
  • ERIF – rejestr gromadzi informacje na temat zaległych oraz spłaconych w terminie zobowiązań finansowych. Jest to ulubiona baza firm windykacyjnych, które szukają w niej dłużników. Konsument może pobrać raport na swój temat za darmo, ale tylko raz na 6 miesięcy. Wszystkie szczegóły można znaleźć na stronie infokonsument.pl. 
  • BIK – pobranie raportu na swój temat z bazy Biura Informacji Kredytowej jest płatne – można wybrać opcję pojedynczego sprawdzenia za 39 złotych lub zdecydować się na 12 raportów w cenie 99 złotych (dodatkowo dostajemy usługę Alerty BIK). 
  • Centralny Rejestr Restrukturyzacji i Upadłości – to stosunkowo nowy twór, powstały w 2019 roku, który zbiera informacje na temat osób, wobec których umorzono egzekucję sądową lub egzekucję administracyjną. Oznacza to, że te osoby nie posiadają majątku, który mógłby zostać zajęty przez komornika. 
  • Dlugi.info – w serwisie www.dlugi.info można znaleźć informacje na temat długów, które zostały wystawione na sprzedaż, co jest bardzo ważne z perspektywy dłużnika. Pojedyncze sprawdzenie swojego statusu kosztuje 1,23 zł brutto. 

Istnienie tych baz jest pozytywną informacją dla dłużników. Dlaczego? Ponieważ dzięki nim można szybko sprawdzić, gdzie i na ile jesteśmy zadłużeni. Może się to wydawać dziwne, że dłużnik nie pamięta wszystkich swoich wierzycieli, ale potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której osoba mająca na karku kilkanaście pożyczek i kredytów naprawdę zaczęła się w tym wszystkim gubić. 

Giełda długów

Brzmi groźnie, prawda? I tak rzeczywiście może być, jeśli nasz dług zostanie wystawiony na taką giełdę. Wierzyciel, który nie może się doprosić zwrotu pieniędzy i ma już serdecznie dość podejmowania działań windykacyjnych wobec dłużnika, ma prawo sprzedać swój dług innemu podmiotowi – odbywa się to na zasadzie cesji. 

W tym momencie dług staje się własnością kogoś innego, najczęściej firmy windykacyjnej, która zyskuje prawo do dochodzenia swojej należności od dłużnika czy to metodami polubownymi, czy na drodze sądowej. 

Warto wiedzieć: Cena, za jaką udaje się sprzedać dług, jest uzależniona od jego wysokości oraz od tego, jak bardzo prawdopodobne – według nabywcy – jest ściągnięcie długu od dłużnika. 

Niestety, sam dłużnik nie może zablokować próby sprzedania jego zobowiązania. Gdy już trafi na taką giełdę, to pozostaje mu tylko czekać, aż skontaktuje się z nim nowy właściciel długu. Zawsze w takiej sytuacji warto spróbować się dogadać i np. poprosić o rozłożenie płatności na korzystne raty. Firmy skupujące długi chętnie na to przystają, bo wówczas mogą zarobić jeszcze więcej na dodatkowych odsetkach. 

Przykładowe giełdy długów działające w polskim Internecie to:

  • www.bazar-dlugow.pl
  • www.verif.pl
  • www.gielda-dlugow.net
  • www.vindicat.pl

Windykacja należności. Jakie prawa Ci przysługują? 

Windykacja jest często mylona z działaniami podejmowanymi przez komornika sądowego. Istnieją tutaj jednak zasadnicze różnice, o których musi wiedzieć każdy dłużnik. W momencie, gdy stosunki z wierzycielem są już na ostrzu noża, najczęściej sprawa trafia do firmy windykacyjnej, która specjalizuje się w odzyskiwaniu długów. 

Windykator jest przedstawicielem wierzyciela, a więc przysługują mu dokładnie takie same prawa, jak osobie czy firmie chcącej odzyskać swój dług. Dłużnik nie ma obowiązku odbierania telefonu z firmy windykacyjnej, a tym bardziej wpuszczania windykatora do domu. 

Windykatorowi absolutnie nie wolno:

  • straszyć dłużnika,
  • grozić sądem, 
  • grozić licytacją komorniczą, 
  • nachodzić dłużnika w domu czy miejscu pracy,
  • rozmawiać o długu z osobami trzecimi, zwłaszcza znającymi dłużnika, 
  • informować o problemach dłużnika jego pracodawcy.

W każdym przypadku, w którym mogło dojść do złamania prawa czy choćby naruszenia przepisów przez windykatora, dłużnik może i powinien zawiadomić o tym policję lub prokuraturę. Wskazane jest także złożenie skargi na działania pracownika w firmie windykacyjnej, a jeśli nie ma z jej strony reakcji, to o sprawie powinien się dowiedzieć Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. 

Jeśli działania windykacyjne nie przyniosą skutku, ostatecznie firma w imieniu wierzyciela występuje o wszczęcie postępowania sądowo-egzekucyjnego. Dopiero po uzyskaniu prawomocnego postanowienia sądu lub udzieleniu przez sąd zabezpieczenia oraz uzyskaniu klauzuli wykonalności, do akcji może wkroczyć komornik, który ma znacznie szerszy arsenał środków nacisku na dłużnika – może m.in. zająć jego rachunek bankowy czy składniki majątku. 

Kiedy dług się przedawnia? Czy przedawniony dług „znika”?

W polskim systemie prawnym istnieje coś takiego, jak przedawnienie długu, czyli inaczej upłynięcie terminu jego ważności. Nie ma natomiast jednego okresu dla wszystkich rodzajów długu, do czego za chwilę przejdę. W momencie przedawnienia się długu wierzyciel teoretycznie nie może dłużej dochodzić swoich roszczeń, a dłużnik nie będzie już odpowiadać za swoje zobowiązania. 

Trzeba natomiast wyraźnie podkreślić, że z przedawnieniem mamy do czynienia wyłącznie wtedy, gdy w wyznaczonym terminie wierzyciel nie upomni się o swoje należności. Jeśli to zrobi, wówczas bieg przedawnienia jest liczony od początku. Przykładowo: dług przedawnia się po 5 latach, ale w czwartym roku wierzyciel złożył wniosek o wszczęcie egzekucji. W takiej sytuacji data przedawnienia ponownie będzie wynosić 5 lat. 

Jak już wspomniałem, termin przedawnienia się długu jest różny w zależności od rodzaju zadłużenia. Poniżej mam dla Was kilka przykładów: 

  • Dług za mandat za jazdę na gapę – przedawnienie następuje po 1 roku;
  • Dług za mandat karny (wystawiony przez policję czy straż miejską) – przedawnia się po 3 latach od dnia wystawienia i przyjęcia przez kierowcę;
  • Dług za nieopłaconą składkę ubezpieczenia – przedawnienie po 3 latach;
  • Niespłacone zadłużenie na karcie kredytowej – przedawnia się po 3 latach;
  • Dług z tytułu niezapłaconego czynszu – unikniemy odpowiedzialności, jeśli wierzyciel nie podejmie żadnych działań w ciągu 3 lat;
  • Dług za niezapłacony podatek od nieruchomości – przedawnia się po 3 latach, ale liczonych od końca roku kalendarzowego, w którym powstał obowiązek zapłaty podatku;
  • Długi z tytułu umów cywilnoprawnych – przedawnienie następuje po 2 latach od momentu wykonania zlecenia lub dzieła;
  • Długi z tytułu umowy o pracę – przedawniają się po 3 latach (przykładowo: gdy pracodawca nie wypłacił pracownikowi pensji);
  • Debet w rachunku bankowym – taki dług przedawnia się po 2 latach, ale liczonych od dnia, w którym trzeba było uregulować zobowiązanie;
  • Długi z tytułu niezapłaconego podatku dochodowego (np. niedopłata podatku po rozliczeniu PIT) – 5 lat, jednak liczonych od końca roku kalendarzowego, w którym trzeba było ów podatek zapłacić;
  • Długi w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych – tutaj termin przedawnienia zależy od tego, kiedy powstało zadłużenie. Jeśli przed 2012 rokiem, to odpowiedzialności unikniemy dopiero po 10 latach. Jeśli po 2012 roku, termin przedawnienia wynosi 5 lat;
  • Długi z tytułu nieopłaconych usług telekomunikacyjnych (czyli np. zaległy abonament) – przedawnienie po 2 latach;
  • Niespłacony kredyt lub pożyczka* – przedawnienie następuje po 3 latach;
  • Długi z tytułu alimentów – przedawniają się po 3 latach;
  • Długi spadkowe – przedawniają się po 6 latach (tutaj warto wiedzieć, że po zmianie przepisów w 2015 roku, spadkobierca, który w ciągu 6 miesięcy nie podejmie decyzji o tym, czy przyjąć czy odrzucić spadek, wyraża na to „milczącą zgodę”. W takiej sytuacji jednak odpowiada za ewentualne zadłużenie spadkodawcy tylko do wartości majątku spadkowego, a nie własnego);
  • Wszelkie pozostałe roszczenia powstałe na mocy wyroku sądu lub innej instytucji, która może orzekać w konkretnej sprawie – przedawnienie następuje po 6 latach;

*Szczególnym przypadkiem jest kredyt hipoteczny, gdzie podany termin przedawnienia dotyczy wyłącznie odsetek, a nie kwoty kapitału. Bank może więc uzyskać sądowy nakaz zapłaty nawet po okresie przedawnienia.

Przedawnienie się długu nie jest jednak równoznaczne z tym, że rozpływa się on w powietrzu. Wierzyciele, a najczęściej firmy windykacyjne skupujące długi, nadal mogą próbować odzyskać pieniądze, wykorzystując tutaj brak znajomości prawa wśród dłużników. Dlatego po otrzymaniu pisma od firmy windykacyjnej dotyczącego jakiegoś starego długu zawsze warto najpierw sprawdzić, czy zobowiązanie się już nie przedawniło. 

Kwota wolna od zajęcia komorniczego 

Każdy dłużnik, który znalazł się w na tyle trudnej sytuacji, że ma już na karku komornika, musi wiedzieć o istnieniu kwoty wolnej od zajęcia komorniczego. To nic innego, jak kwota, której komornik nie może zająć na rachunku bankowym dłużnika, czyli pisząc inaczej – nie można jej ściągnąć w trakcie postępowania egzekucyjnego. 

W 2020 roku kwota wolna od zajęcia komorniczego wynosi dokładnie 1920 złotych. Jest to 75% minimalnego, miesięcznego wynagrodzenia za pracę. Czyli: jeśli na koncie dłużnika znajduje się np. 1800 złotych, to komornik nie zajmie ani złotówki. 

Osoby, które zarabiają powyżej minimalnej krajowej, muszą się liczyć z tym, że komornik ma prawo zająć do 50% miesięcznego wynagrodzenia za pracę, ale zawsze musi zostawić co najmniej 75% kwoty minimalnego wynagrodzenia (czyli w 2020 roku 1920 złotych). 

Znacznie ostrzejsze zasady dotyczą dłużników alimentacyjnych. Tutaj komornik ma prawo zająć 60% miesięcznego wynagrodzenia za pracę, a dodatkowo kwota niepodlegająca zajęciu komorniczemu wynosi tylko 40% minimalnej pensji. 

Bardzo ważne jest natomiast to, że kwota wolna od zajęcia komorniczego odnosi się wyłącznie do wynagrodzenia z tytułu umowy o pracę lub umowy zlecenie, o ile dłużnik wykaże, że jest ona jedynym źródłem jego dochodów. Z kolei osoby pracujące na umowę o dzieło nie skorzystają z takiej ochrony. 

Jeśli natomiast chodzi o osoby będące na emeryturze, to kwota wolna od zajęcia komorniczego odpowiada 75% minimalnej emerytury. 

Licytacja komornicza. Jak się bronić? 

W momencie wszczęcia egzekucji komornik może wytoczyć przeciwko dłużnikowi pokaźną liczbę armat. Komornicy zawsze w pierwszej kolejności dokonują zajęcia składników majątku dłużnika oraz jego konta. Jednym z bardziej dotkliwych środków do odzyskiwania długów jest licytacja komornicza. To po prostu publiczna sprzedaż ruchomości lub nieruchomości należących do dłużnika.

Licytacje komornicze są okazją dla osób, które szukają tanich mieszkań czy innych cennych przedmiotów. Z punktu widzenia dłużnika jest to jednak istny koszmar – m.in. musi on udostępnić swoją nieruchomość „zwiedzającym”, co samo w sobie jest krępujące. Poza tym na licytację może trafić właściwie cokolwiek, w tym rzeczy mające wartość sentymentalną.

Zaznaczam natomiast, że licytacja komornicza zawsze jest ostatecznością. Komornik nie może jej ogłosić bez wyczerpania innych dróg zaspokojenia roszczeń wierzyciela. Wcześniej często powstaje hipoteka przymusowa, która ustanawiana jest na nieruchomości dłużnika. Jeśli po otrzymaniu ostatecznego wezwania do zapłaty dłużnik nadal nie rozlicza się z komornikiem, to ruszają przygotowania do licytacji. Jak to wygląda w praktyce?

  1. Wycena nieruchomości lub ruchomości – o sporządzenie wyceny musi wystąpić wierzyciel. Wówczas komornik powołuje biegłego, który opisuje aktywa dłużnika i szacuje ich wartość w operacie szacunkowym. Licytacji można poddać tylko oszacowane części majątku – jeśli więc biegły nie jest w stanie określić, ile kosztuje dana rzecz, to nie będzie ona przedmiotem licytacji. 
  2. Obwieszczenie o licytacji komorniczej – komornik podaje do publicznej wiadomości informację o dacie, miejscu i godzinie rozpoczęcia się aukcji komorniczej. Podaje przedmioty, jakie będą licytowane, określa ich szacunkową wartość oraz wskazuje wysokość wadium. Musi także poinformować, czy jest to pierwsza czy druga licytacja oraz zaznaczyć, czy jakieś osoby trzecie mają prawa do licytowanych aktywów. Aktualne licytacje komornicze można znaleźć na stronie www.licytacje.komornik.pl. 

Najczęściej odbywają się dwie licytacje komornicze. Podczas pierwszej z nich cena wywoławcza musi wynieść 75% kwoty oszacowania. Na drugą licytację trafiają nieruchomości i ruchomości, które wcześniej nie znalazły nabywców. Wówczas cena wywoławcza jest obniżana do 2/3 sumy oszacowania (nieruchomości) oraz ½ sumy oszacowania (ruchomości). 

Licytację oczywiście wygrywa oferent, który zaproponuje najwyższą cenę i nikt jej nie przebije – mówimy wówczas o tzw. przybiciu ceny. Postanowienie o przybiciu wydaje sąd na wniosek komornika. Zwycięzca staje się pełnoprawnym właścicielem wylicytowanego przedmiotu dopiero po uprawomocnieniu się postanowienia. Wówczas licytant ma 14 dni na wpłacenie całej kwoty na rachunek depozytowy sądu. 

W przypadku licytowania nieruchomości ostateczne przejście jej na własność zwycięzcy aukcji następuje wraz z dokonaniem odpowiedniego wpisu do księgi wieczystej. Wówczas z księgi usuwa się wszelkie hipoteki obciążające nieruchomość dłużnika. 

Pora na kluczowe pytanie: czy można się jakoś obronić przed licytacją komorniczą? Tak, ale jedynym sposobem jest okazanie dobrej woli i podjęcie choćby próby dogadania się z wierzycielem. Komornik podejmuje działania na jego wniosek, dlatego w momencie, gdy wierzyciel zaakceptuje propozycję złożoną mu przez dłużnika, przygotowania do licytacji majątku mogą zostać wstrzymane. 

Warto wiedzieć: Nawet już po sporządzeniu wyceny majątku jest jeszcze szansa, aby wstrzymać licytację. 

Jeśli więc dłużnik zapłaci wierzycielowi jakieś pieniądze, przedstawi wiarygodny plan uregulowania zadłużenia, to licytacja nie będzie konieczna, a komornik najpewniej poprzestanie na zajęciu części wynagrodzenia dłużnika. 

Dodatkowo przypominam (lub uświadamiam), że w przypadku zlicytowania mieszkania do przeprowadzenia egzekucji komorniczej potrzebny jest jeszcze sądowy wyrok eksmisyjny. Sąd go nie wyda, jeśli dłużnik nie ma się gdzie podziać – na przykład nie został mu wskazany lokal socjalny. Nie jest zatem tak, że w momencie zlicytowania mieszkania dłużnik od razu traci dach nad głową.

Na czym polega „czyszczenie BIK”? 

Biuro Informacji Kredytowej wie wszystko na temat poziomu zadłużenia kredytobiorców w naszym kraju. Odnotowuje ono nie tylko sam fakt zaciągnięcia kredytu, ale też nawet taką próbę (sprawdzenie historii kredytowej przez bank). W BIK znajdziemy także informacje na temat ewentualnych opóźnień w regulowaniu rat. 

Zła historia w BIK jest sporym problemem dla osób, które planują zaciągnąć kolejny kredyt. Nic dziwnego, że od dawna pojawiają się oferty tzw. „czyszczenia BIK”. Radzę na nie bardzo uważać, a najlepiej w ogóle się nimi nie interesować – to zwykłe naciąganie. 

Zgodnie z obowiązującym prawem nie ma możliwości usunięcia żadnych wpisów z BIK czy wprowadzenia w nich zmian według własnego widzimisię. Można to zrobić jedynie w trzech przypadkach:

  • Gdy chcesz odwołać zgodę na przetwarzanie informacji o spłaconym kredycie – nie warto tego jednak robić, bo taka informacja może wpłynąć na podwyższenie scoringu BIK. 
  • Gdy chcesz usunąć informację o niespłaconym w terminie kredycie – będzie to jednak możliwe dopiero po upłynięciu 5 lat od momentu spłaty całego zadłużenia. 
  • Gdy chcesz wyprostować błędy na swój temat – możesz zwrócić się z wnioskiem o poprawienie pisowni nazwiska czy na przykład daty urodzenia. 

Dodatkowo trzeba wiedzieć, że takie zmiany mogą zostać wprowadzone wyłącznie na wniosek instytucji, która przekazała dane klienta do BIK – a więc np. banku. Bez jej zgody nie ma szans na jakiekolwiek modyfikacje. 

Ważne! Każda negatywna informacja na temat dłużnika jest przechowywana w BIK przez 5 lat i w tym czasie nie można jej usunąć. Wpis pojawi się wtedy, gdy opóźnienie w płatności wyniesie co najmniej 60 dni, a dodatkowo upłynęło 30 dni od wysłania przez wierzyciela wezwania do zapłaty. 

Na czym więc polega tzw. „czyszczenie BIK”? To nic innego, jak wyręczanie dłużnika w tych czynnościach, które może wykonać samodzielnie. Czyściciele występują o wprowadzenie zmian we wpisie powołując się na wyżej opisane przypadki. Mogą również podważyć zasadność negatywnego wpisu, jeśli dłużnik w wymaganym terminie nie otrzymał wezwania do zapłaty. Firmy oferujące „czyszczenie BIK” kontaktują się też z wierzycielami w sprawie możliwości zrestrukturyzowania zadłużenia. Czy warto za takie usługi płacić? To już zostawiam Waszej ocenie. W każdym razie pamiętajcie, że nikt nie może Wam zagwarantować usunięcia negatywnej historii z BIK

Upadłość konsumencka

Upadłość konsumencka budzi w naszym kraju ogromne kontrowersje – przede wszystkim wśród wierzycieli, którzy widzą w niej furtkę dla cwaniaków niespłacających swoich długów. Sprawa jest oczywiście dużo bardziej skomplikowana. Bywają sytuacje, w których dłużnik staje na skraju bankructwa nie tylko z własnej winy. Wówczas ogłoszenie upadłości konsumenckiej może być dla niego ostatnią deską ratunku. 

Upadłość konsumencka to nic innego, jak orzeczenie przez sąd niewypłacalności osoby fizycznej. Sąd wyda takie orzeczenie jedynie wtedy, gdy uzna, że konsument nie jest w stanie dłużej spłacać swoich długów, a jednocześnie zaspokoić swoich podstawowych potrzeb życiowych. 

Upadłość konsumencką można orzec wyłącznie wobec osób:

  • fizycznych, w tym prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą,
  • niebędących partnerem w żadnej spółce, 
  • samodzielnie lub przez pełnomocnika wnoszących do sądu upadłościowego wniosek o ogłoszenie upadłości.

Warto wiedzieć: Wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej dłużnika może złożyć także jego wierzyciel. 

Do wniosku (opłata za złożenie wynosi 30 złotych) trzeba dołączyć komplet dokumentów. Są to:

  • szczegółowy wykaz majątku, wraz ze wskazaniem miejsca, w którym ten majątek się znajduje, oraz wyceną jego poszczególnych elementów,
  • uzasadnienie złożenia wniosku, w którym konsument umotywuje swoją prośbę o ogłoszenie upadłości konsumenckiej – im więcej wiarygodnych przyczyn wskaże dłużnik, tym większe prawdopodobieństwo, że wniosek zostanie rozpatrzony pozytywnie, trzeba jednak pamiętać, że przyczyny te muszą być prawdziwe,
  • spis wierzycieli i wierzycieli spornych oraz wysokość zobowiązania, jakie konsument posiada wobec każdego z nich,
  • wskazanie zabezpieczeń ustanowionych na majątku, np. hipoteki na posiadany dom lub mieszkanie itp.
  • podpis pod oświadczeniem, że konsument zna poszczególne przepisu ustawy Prawo upadłościowe.

Osoby, które nie prowadzą i nie prowadziły działalności gospodarczej, mogą skorzystać z uproszczonej ścieżki upadłościowej i złożyć wniosek do referendarza sądowego – będzie on wówczas pełnić funkcję sędziego-komisarza. 

Postępowanie upadłościowe jest podzielone na dwa etapy. W pierwszym konsument musi po prostu udowodnić, że jest bankrutem i nie stać go na dalsze spłacanie długów. Druga część tego procesu jest znacznie bardziej skomplikowana – sąd ustala bowiem, czy konsument znalazł się w fatalnej sytuacji finansowej z własnej winy, czy może jest to skutek wystąpienia jakichś obiektywnych trudności/zdarzeń losowych lub padnięcia ofiarą oszustwa. W zależności od tego sąd orzeka formę upadłości konsumenckiej. 

Ważne! Umorzeniu nigdy nie ulegają długi z tytułu alimentów, szkody powstałej w wyniku popełnienia przestępstwa oraz rent ustanowionych jako zadośćuczynienie za śmierć, kalectwo, niezdolność do pracy lub wywołanie choroby. 

W zależności od oceny sądu może on orzec upadłość konsumencką z:

  • Całkowitym umorzeniem długu – sąd orzeknie je, jeśli konsument udowodni, że nie posiada majątku oraz przedstawi dowody na to, że jest trwale niezdolny do pracy. Wobec braku możliwości pokrycia długów zostaną one całkowicie umorzone, z pominięciem tych zobowiązań, który dotyczą wyżej opisanych sytuacji. 
  • Pięcioletnim odroczeniem spłaty – sąd może je orzec, jeśli konsument będzie jedynie czasowo niezdolny do spłaty swoich długów. W tym przypadku Kowalski-bankrut będzie musiał co roku składać do sądu sprawozdanie o swojej zdolności finansowej, a w ciągu tych 5 lat może wystąpić o ustanowienie planu spłaty długów

Jeśli jednak w ocenie sądu dłużnik doprowadził do upadłości umyślnie, to nie ma co liczyć na umorzenie. Ustalony zostanie tylko plan spłaty długów rozłożony na okres od 3 do 7 lat. Z kolei osoby, które wpadły w długi z przyczyn niezależnych od siebie, będą mogły liczyć na rozłożenie spłaty na maksymalny okres 3 lat. 

Ogłoszenie upadłości konsumenckiej wydaje się być idealnym rozwiązaniem dla osoby zadłużonej po uszy. Nie ma jednak nic za darmo. W większości przypadków sąd i tak orzeknie nakaz spłaty zadłużenia. Poza tym na upadłym dłużniku będzie ciążyć szereg obowiązków, m.in. nie będzie mógł bez powodu zrezygnować z pracy, kupować sobie drogich rzeczy, czy swobodnie dysponować swoim majątkiem – wejdzie on bowiem w skład masy upadłościowej zarządzanej przez syndyka. 

Rada: Jeśli dojdzie do zajęcia konta bankowego osoby ogłaszającej upadłość konsumencką, to syndyk musi zostawić na rachunku kwotę pozwalającą zaspokoić podstawowe potrzeby życiowe dłużnika i jego rodziny. 

Pomimo tych obwarowań upadłość konsumencka może stanowić jakieś rozwiązanie dla mocno zadłużonych osób. 

Podsumowanie

Posiadanie zadłużenia samo w sobie stanowi problem, ponieważ zwiększa ryzyko wpadnięcia w tarapaty finansowe w razie np. choroby, utraty pracy czy innego zdarzenia losowego. Dlatego nawet mając tzw. „dobry dług” zawsze warto dążyć do jak najszybszego rozliczenia się z wierzycielem. Dotyczy to także względnie taniego kredytu hipotecznego. 

Osoby, które już mają bardzo poważny problem z obsługą swojego zadłużenia, nie powinny ulegać magicznemu myśleniu i łatać dziur w domowym budżecie kolejnymi pożyczkami – to prowadzi zawsze w jednym kierunku, czyli nad finansową przepaść. Czując przygniatający ciężar długu koniecznie trzeba działać metodycznie, znać swoje prawa, ale przede wszystkim wywiązywać się ze swoich obowiązków względem wierzycieli. 

Ważne, a może nawet kluczowe jest to, aby wyciągnąć cenną lekcję z historii swojego zadłużenia i nigdy więcej nie powtórzyć tych samych błędów. 

Dotarliście do samego końca? Świetnie – to teraz możemy sobie porozmawiać w komentarzach. Piszcie, czy sami mieliście kiedyś problem z nadmiernym zadłużeniem. A może trafiliście na ten poradnik, bo szukacie sposobów na to, jak pozbyć się długów? Podzielcie się własnymi doświadczeniami i innymi wskazówkami, których mogło zabraknąć w moim przewodniku. 

3 komentarzy

  1. Ewelina

    Ja mam dług wobec Allegro, wynoszący całe 20 groszy. I nie mogę go spłacić, ponieważ portal generuje polecenia zapłaty dla kwot powyżej 1zł. Taki paradoks. Sobie jeszcze poczekam. Chyba, że mi wyślą ponaglenie mailem i w nim znajdę instrukcję co i jak…

    A tak na poważnie, to jestem tym szczęśliwcem, który zdołał już wszystko spłacić i póki co żadnych nowych zobowiązań nie mam zamiaru zaciągać.

  2. Mateuszu, dziękuję za ten wpis. :)

    Zachęcasz do podzielenia się swoimi uwagami, więc chętnie to zrobię. Z perspektywy osoby, która zawodowo pracowała i pracuje dla obu „stron” długu. Artykuł jest bardzo rozbudowany, więc mój komentarz też będzie miał kilka znaków. ;)

    1) Pominąłeś w przyczynach popadnięcia w długi sytuacje naprawdę losowe. Chodzi mi o momenty, w których ktoś:
    – utracił pracę przez wypadek powodujący niezdolność do powrotu do swojego zajęcia (problemy z przebranżowieniem, okres rehabilitacji, depresja itd.)
    – ratuje się długiem przed chorobą – zwłaszcza swoich bliskich (wystarczy przejrzeć zrzutkę/siępomaga, by zobaczyć na co ludzie zbierają pieniądze; nie każdy będzie uważał to za „godne” rozwiązanie i zadłuży się sam)

    Zatem popadanie w długi to nie zawsze tak jednoznaczny proces. Bardzo często to zbieg wielu różnych okoliczności

    2) Ogromnym problemem jest brak edukacji finansowej (gdziekolwiek). Nie piję wcale do tego, że ludzie nie czytają umów. Jako prawnik sam często poświęcam długie chwile, by „odkryć”, jakie są rzeczywiste zapisy.
    Rzecz dotyczy właśnie nieumiejętności planowania i przewidywania. Założenia nie najbardziej optymistycznego scenariusza. Tylko takiego, który zakłada pewien margines niepowodzenia. Poduszkę finansową.
    Wchodzą tu w grę też aspekty psychologiczne. Tak jak z ludźmi, który zawsze wierzą, że jak wyjadą zgodnie z Google Maps, to będą idealnie o czasie. Nadmierny, nieostrożny optizm finansowy jest zabójczy.

    3) Firmy pożyczkowe z biegem czasu podzieliły się na dwa nurty. Takie, które są bliższe bankom. Nie ukrywają, że jest u nich drogo. Jednak to oferta skierowana do zupełnie innego klienta niż bankowy.
    Druga grupa nadal próbuje chować wysokie koszty gdzieś po kątach. Wątpię jednak, żeby większość pożyczających tam pieniądze nie wiedziała, ile to tak naprawdę będzie kosztowało.

    4) Istnienie baz danych dłużników jest dla nich pozytywne głównie dlatego, że… nie mogą się dalej zadłużać.
    Nie jest natomiast do końca prawdą, że da się w nich znaleźć wszystkie swoje zobowiązania. To nie jest aż takie proste. Wierzyciele nie mają obowiązku robienia tam wpisów. Część z nich tego nie robi.

    4a) Giełdy długów to w zdecydowanej większości straszaki, a nie miejsce handlu wierzytelnościami. Mają na celu wywrzeć presję. Pokazać dłużnikowi, że jego dług jest widoczny publicznie. Wierzyciele często podają tam imię, nazwisko, miejsowość i ulicę. UODO nie widzi w ulicy nic negatywnego, „bo przecież długi trzeba płacić”. To jedno z bardziej irracjonalnych stanowisk tego organu.
    Prawdziwy handel długami odbywa się pomiędzy wierzycielami, a funduszami inwestycyjnymi. To są machiny to odzyskiwania długów. Świetnym przykładem, jak działa rynek jest grupa Kruk, która ma swoją firmę pożyczkową (Wonga), swoja windykację, swoją kancelarię windykacyjną, swoje fundusze inwestycyjne. Nic, tylko czekać na dobre wieści od Kruka. ;)

    Swoją drogą – wcale nie jest prawdą, że wierzyciele korzystają z windykacji, gdy sprawa „jest na ostrzu noża”. Czasem robią to po jednym (1) dniu opóźnienia. To po prostu kalkulacja finansowa, podatkowa itp.

    5) Można wykręcić się od spadku przyjętego z długiem, o którym się nie wiedziało. Nawet, jeżeli zapadło już postanowienie sądowe o liście spadkobierców. Prawo daje możliwość przez sąd cofnięcia swojego oświadczenia woli o przyjęciu (wprost, czy z dobrodziejstwem inwentarza). Warto wtedy sięgnąć do art. 1019 kodeku cywilnego.

    6) Konsolidacja długów prawie zawsze jest złym pomysłem. Wcale nie dlatego, że wychodzi gorzej finansowo. Po prostu wtedy wraca znów syndrom „niskiej raty”.
    Konsolidacja może być dobrym rozwiązaniem dla kogoś, kto przeszedł cały proces mentalny związany z wyjściem z długów. To naprawdę nie różni się aż tak bardzo od wychodzenia z nałogów. Osoby nieprzygotowane, które dokonują konsolidacji, bardzo często lądują kilkanaście miesięcy później w tym samym miejscu.

    Dłużnicy są tak zakręceni w temacie jednej, niskiej raty, że potrafią pytać o możliwość konsolidacji nawet, gdy ich liczne długi są w egzekucji komorniczej. „Jeżeli już nie dostanę kredytu w banku, to może chociaż będzie to obsługiwał jeden komornik”.

    7) Odnosząc się do upadłości – wydaje mi się, że wyczułem lekki dystans. Sam miewałem o niej sceptyczne myśli.
    Jednak z perspektywy czasu uważam, że upadłość jest niezbędnym mechanizmem rynku opartego dla długu. Zarówno dla firm, jak i osób prywatnych. Skoro dajemy wszystkich się zadłużać, to musimy pozwalać im upadać. To rozwiązanie dobre dla wierzycieli, dłużników oraz reszty społeczeństwa. To chyba najlepsze i najtańsze wyjście z sytuacji dla wszystkich.
    Myślę, że wraz z rosnącą liczbą upadłości (statystyki mają tylko jeden kierunek) odczucia społeczne też ulegną zmianie. Prawdziwa fala covidowych upadłości dopiero przed nami.

    Skalę zadłużenia do upadłości należy mierzyć raczej możliwościami zarobkowymi danej osoby. Dla niektórych pół miliona to dużo, dla innych już nieregulowane 50 tys. stanowi zaporową kwotę.

    Na marginesie – nowe przepisy o upadłości pozwalają dłużnikowi, który ma rodzinę zachować większą kwotę wolną. Najczęściej zatem od razu zostaje mu więcej w portfelu.

    8) Na koniec chcę poruszyć jeden bardzo istotny temat. Być może najważniejszy z perspektywy kogoś, kto ma dużo długów.
    Chodzi mi o zasadność długu, którego dochodzą wierzyciele. Prawda jest taka, że bardzo wiele długów jest mniejszych, niż przedstawiają to wierzyciele.

    Choćby kwestia, którą poruszyłeś w artykule – monity i koszty windykacji. Dla zdecydowanej większości kredytów nikt nie ma prawa ich dochodzić. Ustawa o kredycie konsumenckim zabrania dochodzenia kosztów odzysku długu ponad odsetki maksymalne. 99% umów ma odsetki maksymalne.

    Sankcja kredytu darmowego z ustawy o kredycie konsumenckim to też potężne narzędzie. Rzetelna analiza sprawy często pokazuje, że to nie dłużnik jest winny pieniądze firmie X, tylko ona jemu.
    Podobnie zapisy ustawy o przeciwdziałanion nieucziciwym praktykom rynkowym. Kopalnia zarzutów.

    Tych elementów jest cała masa. Bezprawne zapisy w umowach, doliczenia kosztów. Da się bardzo skutecznie pomniejszyć swoje długi stosując mechanizmy prawne.

    To wszystko wiąże się to jednak z kilkoma kłopotami:

    – Pozornie wydaje się irracjonalne, żeby iść ze swoim długiem do sądu. Intuicyjnie wydaje się, że należy unikać tego jak ognia, bo koszty itd.
    Tymczasem właśnie windykacja masowa zarabia na pozasądowych działaniach. Na tym, że dłużnicy nie walczą o swoje prawa (>90% spraw w e-sądzie kończy się brakiem sprzeciwu). Nie wiedzą jak. Niemal nikt im w tym nie pomaga.

    – Dłużników często nie stać na profesjonalną pomoc prawą. Prawnicy nie chcą pracować dla ludzi, którzy nie mają pieniędzy. Koło się zamyka.
    Dłużnik płacą więc wierzycielom za coś, co dałoby się skutecznie ograniczyć.

    Z ciekawości zagadnąłem znajomą adwokatkę o to, czy dłużnicy pojawiają się w darmowej pomocy prawnej. Działa tam ona od kilku lat. Mówi, że dłużników finansowych niemal nie ma. Te sprawy często są też zbyt skomplikowane, by załatwić je podczas krótkiej konsultacji.

    Intytucje nadzoru też nie działają sprawnie. Owszem, Rzecznik Finansowy pomaga bardzo wielu ludziom. I robi to skutecznie. Jednak jego urząd jest przeciążony. Oczekiwanie na reakcję trwa kilka miesięcy. W sytuacji finansowego stania pod ścianą to wieczność. O policji i prokuraturze nie wspominam, bo tam sporadycznie da się skutecznie coś rozwiązać na rzecz dłużnika (spychologia skoro to sprawy cywilne).

    Swoje dokładają też sądy, które traktują postępowanie cywilne do bólu kontradyktoryjne. Jeżeli dłużnik się nie sprzeciwia, to puszczą największe głupoty. Zakładają równowagę stron, której tam przecież nie ma. Zasądzają długi przedawnione, niezasadne, nieudowodnione.

    Lobby sektora finansowego (głównie wymienione ZBP i ZPF) jest dość prężne. Oni działają na rzecz swojego interesu. Bombardują zapisy w ustawach, które są dla nich niekorzytne. Ministerstwo się ugina, bo te firmy płacą przecież ogromne podatki. Tak przepadły na przestrzeni ostatnich lat choćby zapisy o uproczywej windykacji oraz obowiązku weryfikacji zdolności kredytowej dla każdej firmy pożyczkowej. Zapisy nie były idealne, należało je lepiej skonstuować. Jednak finalnie wylądowały na śmietniku legislacji. Konumenci swojego lobby nie mają.

    Nie chcę siać defetyzmu. Jednak taka jest niestety szara rzeczywistość ludzi zadłużonych.

    Bardzo trudno jest wyjść samodzielnie z długów o dużej skali. Chodzi głównie o to, że stoi się wobec profesjonalnie przygotowanej maszynerii. Zawodowych windykatorów, prawników, spejcalistów z wieloletnim doświadczeniem. Oni stosują presje, manipulacje, nieuczciwe zagrania. A dłużnik stoi sobie sam na polu walki.

    Nie mówiąc już o sferze, kiedy jeszcze nie wpadłeś głęboko w długi. Straciłeś jednak pracę albo dodatkowy dochód. Wiesz, że nie zapłacisz którejś raty w przyszłym miesiącu. Porady o skutecznym oszczędzaniu i odkładaniu poduszki finansowej się wtedy nie przydają. Nie uczy się ludzi BHP, jak budynek płonie.
    Której raty nie zapłacić? Czy płacić kredyt w banku, czy spłacić jakąś chwilówkę? To jest perspektywa, która w ostatnich miesiącach dotyka naprawdę dużo osób. Takim ludziom naprawdę niemal nikt nie doradza.

    Mam nadzieję, że ktoś dotrwał do końca. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *