Drobne, drogie przyjemności. Czym jest efekt latte i jak go wykorzystać do rozpoczęcia oszczędzania?

Efekt latte. Czym jest i jak działa? Jak sprawić, aby efekt latte działał na naszą korzyść i generował nam oszczędności, zamiast systematycznie uszczuplać nasz portfel?

Fot. by Porapak Apichodilok from Pexels

Każdy z nas ma jakieś słabości, na które przeznacza z pozoru drobne kwoty. Może to być kawa na mieście, papierosy, książki, gry komputerowe, fast food czy cokolwiek innego. Łączy je to, że po pierwsze: nie zwracamy uwagi na to, ile nas właściwie kosztują, a po drugie: regularnie wyciągają nam z portfela określoną kwotę. A gdyby tak z nich zrezygnować lub przynajmniej je ograniczyć…? Zostajemy z tym pytaniem, ponieważ stanowi ono idealne wprowadzenie do wyjaśnienia, czym właściwie jest tytułowy efekt latte.

Podstawowy mechanizm trwonienia pieniędzy

Efekt latte to koncepcja, której autorstwo przypisuje się Davidowi Bachowi (być może znacie jego książki o tematyce finansowej). Twierdzi on, że wymyślił ją mijając codziennie na ulicy ludzi z kubkami kawy na wynos. Bach słusznie zauważył, że taki kubek trochę kosztuje (w polskich warunkach będzie to około 10 złotych), a przecież codziennie widzi te same osoby, które zawsze mają przy sobie czarny napój w tekturowym opakowaniu.

Te osoby każdego dnia wydają więc niemałe pieniądze na drobną przyjemność. 10 złotych to niby niewiele, ale w ciągu całego tygodnia roboczego daje nam to już 50 złotych, a w skali miesiąca aż 200 złotych. Jest więc spory potencjał do tego, by poszukać na tym polu realnych oszczędności. Kawę można sobie przecież robić w biurze czy wypijać ją przed wyjściem do pracy – z pewnością będzie to znacznie tańsze.

Fundamentem efektu latte jest więc to, że konsekwentnie, każdego dnia wydajemy drobne sumy, które w perspektywie kilkunastu czy kilkudziesięciu lat dadzą nam pokaźną kwotę. Nie jest to szczególnie odkrywcze, ale trzeba przyznać, że w tym życiowo-zawodowym kieracie raczej nie zaprzątamy sobie głowy takimi sprawami. Powód jest prosty: wydatki na poziomie kilku czy kilkunastu złotych nie robią na nas większego wrażenia, przez co je bagatelizujemy.

Efekt latte w praktyce

Kawa to oczywiście tylko przykład. Sam długo zastanawiałem się nad tym, co w moim przypadku jest takim niewinnym, ale regularnym wydatkiem i naprawdę trudno byłoby mi wskazać jedną rzecz. Nie piję alkoholu, nie zamawiam kawy na mieście, nie wypełniam kuponów totolotka.
Dość często zdarza mi się jednak przeznaczać pieniądze np. na e-booki, płyty, jedzenie na wynos czy małe przekąski. Przyjąłem, że średnio kosztuje mnie to około 200 złotych miesięcznie (ale ja jestem z natury oszczędny – stąd tak mało spektakularny wynik).

Gdybym zrezygnował z tego wszystkiego, to z szybkich obliczeń wyjdzie, że po roku mógłbym odłożyć 2 400 złotych, po 10 latach 24 000 złotych, a po 30 – 72 000 złotych. Wiem natomiast, że takie podejście do sprawy jest skrajnie uproszczone, by nie napisać – infantylne.

Efekt latte nigdy nie zadziała na naszą korzyść, jeśli ograniczymy się tylko do rezygnacji z drobnych przyjemności, ale nie będziemy tych zaoszczędzonych środków realnie odkładać – np. na subkoncie. Skutek może być wręcz odwrotny. Pojawi się frustracja, poczucie bezsensu, a pieniądze prędzej czy później i tak się rozejdą. Jest to jeden z 7 największych grzechów oszczędzania.

Aby ta taktyka miała sens, należy zrobić wszystko, by – pisząc obrazowo – „poczuć” te oszczędności, a także z góry wyznaczyć sobie cel oszczędzania. Może to być cokolwiek, co w odczuciu oszczędzającego ma priorytet nad drobnostkami, z których zrezygnował.

Ranking najlepszych: Marzec 2019

Najlepsze lokaty, konta i oferty - marzec 2019

Pokażę to na prostym przykładzie. Lubię czytać książki i uważam, że kupowanie ich (oczywiście w rozsądnej liczbie) nie jest żadnym marnotrawstwem. Owszem, zachęcony efektem latte mógłbym z nich zrezygnować i przerzucić się na ofertę biblioteczną. Ale: za chwilę znalazłbym się w sytuacji, że na rynku pojawi się książką, którą koniecznie chcę przeczytać, a w bibliotece jej nie ma. Zaoszczędzę więc np. 30 złotych, jednak nie odczuję z tego powodu żadnej satysfakcji, a wręcz przeciwnie. Cała koncepcja zacznie mnie uwierać i pewnie dam sobie z nią spokój.

Dlatego zachęcam Was, byście nie rezygnowali z rzeczy, które są dla Was naprawdę ważne i w pewnym sensie pozwalają Wam poczuć przyjemność z życia. Kluczowe jest tutaj wyznaczenie sobie priorytetów. Jeśli ktoś codziennie wydaje np. 5 złotych na batonik, ale po głębszym zastanowieniu uzna, że w sumie nie jest to dla niego tak istotne, powinien sobie znaleźć alternatywę. Czyli: wyznaczyć cel. Może to być np. nowy rower. Jeśli jego zakup jest ważniejszy niż codzienna dawka cukru i oleju palmowego, to rezygnacja z drobnego wydatku nabierze sensu i nie będzie tylko sztuką dla sztuki.

Co zrobić, aby efekt latte naprawdę zadziałał?

Trzeba zacząć od wybrania tego rutynowego wydatku, z którego możemy (lub powinniśmy) zrezygnować. Tutaj przyda się naprawdę rzetelna analiza, bo przecież są takie rzeczy, które kupujemy machinalnie i nawet trudno jest nam sobie o nich przypomnieć.

Chcesz zarobić? Sprawdź aktualne promocje bankowe:

Jeśli nie jesteście w stanie wskazać takiej jednej konkretnej rzeczy, to przynajmniej spróbujcie znaleźć jakiś stały wydatek, który można ograniczyć. Do głowy przychodzi mi kino. Wiadomo, że w weekendy seanse są znacznie droższe. Być może warto więc przerzucić się na oglądanie nowości w tanie wtorki czy czwartki i w ten sposób zaoszczędzić 10 czy 15 złotych na jednym bilecie?

Następną kwestią jest wspomniane już przeze mnie znalezienie miejsca, w którym te pieniądze będą lądować. Konto oszczędnościowe, puszka po piwie, a może jeden ze słoików, jeśli wykorzystujecie system 6 słoików w swoim planie oszczędnościowym? Nie ma to aż takiego znaczenia. Ważne, aby widzieć, że efekt latte przynosi konkretne efekty.

Największą wadą, czy raczej zagrożeniem związanym z efektem latte jest scenariusz, w którym pieniądze zaoszczędzone na rzeczy A, będą przeznaczane na rzecz B – czyli zatoczymy koło. Dlatego aby miało to ręce i nogi, trzeba zmusić się do systematycznego gromadzenia oszczędności w jednym miejscu i na wybrany cel. To zawsze zwiększa motywację.

Na koniec najważniejsze: ta metoda oszczędzania wymaga konsekwencji! Nie może być tak, że na początku wszystko idzie świetnie, aż tu nagle pewnego dnia przychodzi chwila słabości i jednak kupujemy tego kebaba czy kawę na mieście. Skutek będzie dokładnie taki sam, jak w przypadku rzucenia palenia – nawet po wielu miesiącach nikotynowej abstynencji jeden niewinny dymek drastycznie zwiększy ryzyko powrotu do nałogu. a jeśli już jesteśmy przy paleniu, to przypominam też mój wpis, w którym zachęcam do podjęcia wyzwania oszczędnościowego: Zacznij ze mną… palić papierosy! [WYZWANIE]

Co sądzicie o efekcie latte? Słyszeliście o nim wcześniej? Może udało się Wam zastosować tę metodę i już uzbieraliście pokaźną kwotę? Zapraszam do komentowania!

8 komentarzy

  1. Nie wiedziałem że to się tak nazywa…. :)

    Generalnie dopiero spisywanie wydatków i spojrzenie na daną kwotę z perspektywy roku potrafi otworzyć oczy.
    Tak samo jest na przykład z rachunkami telefonicznymi. Czasami płacimy więcej, mimo że wiemy że na rynku są tańsze oferty, ale nie chce nam się zmieniać operatora, bo to „tylko” 10 zł miesięcznie.
    Płacimy za konta bankowe, mimo że są darmowe alternatywy, bo zmiana konta to przecież tyle zachodu…

    Żeby otworzyć sobie oczy polecam włączyć mechanizm systematycznego oszczędzania, dostępny w wielu bankach, który na osobny rachunek odkłada końcówki z naszych płatności kartą. Niby grosze, a przez rok można odłożyć w ten sposób kilka tysięcy…

    Najważniejsze to żeby patrzeć na wydatki w szerszej perspektywie, a nie tylko w kontekście jednorazowej płatności. Wtedy wygląda to zupełnie inaczej.

  2. Kto by pomyślał, że może mieć to taką pozytywną nazwę :)

    U mnie takie małe zakupy nosiły właśnie miano „drobnych przyjemności”. Dopiero przy podjęciu się prowadzenia budżetu domowego okazało się, że te drobne przyjemności wcale nie są takie drobne w skali miesiąca i roku.

    Staropolskie przysłowie mówi: ” Grosz do grosza a będzie kokosza” i tego się trzymajmy :)

  3. Zawsze można np. zamiast „przestanę pić codziennie kawę na mieście” zrobić sobie „kawę na mieście będę pić tylko 2 razy w tygodniu” bo nie ukrywajmy to jednak pewien rodzaj przyjemności a nie warto się biczować :)
    Moje kawy w kawiarniach bezproblemowo ograniczył…zakup ekspresu do kawy. Teraz już mnie tak nie ciągnie do kawy na mieście bo mogę sobie równie dobrą kawę wypić w domu :)

    100zł rocznie wydaję na prenumeratę magazynu, ale kupując go w sklepie wydałabym 120zł bo pojedynczy egzemplarz kosztuje 9,99zł. Czyli w moim przypadku zamiast wrzucania raz w miesiącu gazety do koszyka podczas rutynowych zakupów w sklepie wystarczyło kupić przez internet prenumeratę by zaoszczędzić 20zł. Niby niewiele, ale zawsze coś :)

  4. Wydaje mi się , że Bodo Szafer w książce Schody do finansowej wolności , pisał o efekcie „małej czarnej”.
    Samo oszczędzenie jak piszesz na drobnych przyjemnościach np, kawie nie uczyni nas niezależnych finansowo. Pozwoli jednak wyrobić nawyki i odpowiedni stosunek do własnych finansów a to już jest droga do finansowej wolności.

  5. Aleksandra

    W obcojęzycznych publikacjach często spotykam się ze słynnym „avocado toast” – młodzi ludzie nie mają oszczędności, bo wydają często małe kwoty (choć z perspektywy naszego kraju wcale nie takie małe) np. na tost z awokado na śniadanie, zamiast samemu przygotować śniadanie.

  6. miron

    Zrezygnuj ze wszystkich przyjemności, tyraj jak wół, wkładaj do banku na długoterminowe lokaty żeby tylko „bankster” sobie kupił trzeci dom albo jeszcze bardziej luksusowe auto :P

  7. Kasia

    Oszczędzanie rezygnując z nadmiaru przyjemności jest w porządku, ale warto zachować przy tym zdrowy umiar, bo jednak każdy czasami ma ochotę na kawę z kawiarni.

  8. kawa co dzień na mieście to zły pomysł. Kawę w kawiarni się pije dla smaku raz na jakiś czas, by odkrywać nowe smaki kawy zaparzonej przez profesjonalnego baristę. Potem taką kawę pijemy sobie w domu robiąc ją samemu. Do tego na kawę umawiamy się w towarzystwie znajomych, by wspólnie spędzać czas w doborowym wystroju ulubionej kawiarni. Kawę na mieście można kupować sobie raz na tydzień, w weekend np w sobotę, gdyż przesadne oszczędzanie też jest nudne. Na co dzień jednak warto nauczyć się parzyć kawę samemu. Polecam tutaj metody alternatywne parzenia kawy. Młynek z żarnami ceramicznymi 150 zł, około 100 zł dripper i kawę możemy przed snem parzyć, rano podgrzewać. Polecam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *