7 grzechów głównych oszczędzania. Też je popełniasz?

Fot. by suman / pixabay

Na swoim blogu nieustannie i niestrudzenie namawiam Was do oszczędzania pieniędzy. Jak już wiecie z moich wcześniejszych wpisów, nie jest to wcale takie trudne. Warto jednak pamiętać o pułapkach, które mogą na Was czekać. Nie wystarczy bowiem regularnie odkładać pieniądze na koncie, trzeba jeszcze wiedzieć, jakich błędów unikać. Zatem w dzisiejszym wpisie będzie o 7 grzechach, które najczęściej popełniamy myśląc, że oszczędzamy.

1. Dozgonna miłość do jednego banku

„Życie jest niemożliwe bez przyzwyczajenia. Ale jednocześnie przyzwyczajenie jest wrogiem życia” – mawiał Sławomir Mrożek. Słowa naszego wybitnego dramaturga doskonale pasują także do oszczędzania. Bo bardzo wiele osób jest po prostu przyzwyczajonych do trzymania się kurczowo jednego banku, bez względu na warunki, jakie oferuje.

Powody takiego stanu rzeczy są oczywiście różne: brak wiedzy o innych bankach i ich produktach, brak czasu, chęci zmiany itp. Jedno jest jednak pewne – to nie służy Waszemu portfelowi, bo niestety rutyna to morderstwo dla domowych finansów.

Co jakiś czas warto przeglądać oferty bankowe i porównywać je z tym, co mamy. Jeśli co miesiąc płacicie za konto kilkanaście złotych, to może najwyższy czas poszukać darmowego rachunku? W ten sposób możecie zaoszczędzić nawet 150-200 złotych rocznie. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nowy numer konta to kłopot, bo trzeba go zgłosić pracodawcy, urzędowi skarbowemu, na portalu aukcyjnym itp. i nie wszystkim chce się to robić, jednak moim zadaniem co jakiś czas warto się poświęcić, by zaoszczędzić realne pieniądze.

2. Posiadanie jedynie zwykłego konta bankowego

Konto bankowe ma 3/4 Polaków. Większość z nas trzyma tam nie tylko pieniądze na bieżące wydatki, ale też oszczędności. I to jest wielki błąd. Popularne ROR-y (czyli rachunki oszczędnościowo- rozliczeniowe) najczęściej nie są w ogóle oprocentowane, zatem nasze pieniądze nie będą generowały żadnego zysku. Co więcej, ze względu na inflację, po prostu będziemy tracić.

Warto szukać konta bankowego z dodatkowym rachunkiem oszczędnościowym, na który można regularnie przelewać część pieniędzy. Co prawda oprocentowanie na rachunkach oszczędnościowych też nie jest duże, ale jak to mówią „lepszy rydz niż nic”. Zrobiłem krótki przegląd ofert i najlepsze konta oszczędnościowe są obecnie po prawej stronie bloga.

Oczywiście pamiętajcie, że aby mieć konto oszczędnościowe, zwykle trzeba mieć także ROR – taką politykę prowadzi obecnie większość banków. Sprawdźcie, czy jego warunki są dla Was atrakcyjne.

3. Trzymanie wszystkich oszczędności w jednym miejscu

Ten punkt zasadniczo łączy się z poprzednim. Jak pisałem, dziś nie wystarczy już mieć konto w banku, nawet oszczędnościowe. Po pierwsze oprocentowanie jest bardzo niskie, a po drugie – warto jednak dywersyfikować swoje oszczędności.

Ranking najlepszych: Wrzesień 2018

Najlepsze lokaty, konta i oferty - wrzesień 2018

Zatem, jeśli macie nadwyżkę finansową, spróbujcie znaleźć jak najkorzystniejszą lokatę, kupcie obligacje albo pomyślcie o funduszach inwestycyjnych. Możecie zasięgnąć opinii specjalistów, popytać wśród znajomych albo poczytać o tym w Internecie. Możliwości jest naprawdę sporo. Najważniejsze, żeby oszczędzać w różny sposób, bo tylko tak zwiększamy swoje szanse na osiągnięcie zysku.

4. Bezgraniczna wiara w marketing i reklamy

Banki to instytucje, które powstały po to, by zarabiać pieniądze, więc nie łudźcie się, że ktoś będzie chciał dać Wam coś za darmo. Slogany reklamowe typu „Najwyższe oprocentowanie na rynku” lub „Najtańszy kredyt hipoteczny” powinny być zawsze przez Was weryfikowane (w przypadku kredytów choćby przez sprawdzenie RSSO). Pamiętajcie, że banki będą próbowały zrobić wszystko, by zdobyć nowych klientów, zatem jeśli jakaś oferta jest zbyt atrakcyjna, to pewnie ma jakiś haczyk.

Rzeczy mniej atrakcyjne poukrywane są najczęściej małym drukiem, gwiazdką itp. i po ich dokładnym przeczytaniu okazuje się, że produkt bankowy nie jest już tak atrakcyjny, jak nam się wydawało. Konto, owszem może i jest darmowe, ale jeśli spełnisz kilka warunków np.:

  • Miesięczne wpływy w określonej wysokości
  • Określona liczba transakcji dokonanych za pomocą karty
  • Określona liczba przelewów itp.

Może się zdarzyć, że jeśli nie spełnicie określonych warunków, to będziecie musieli płacić. A to z oszczędzaniem nie ma już nic wspólnego, prawda?

5. Wiara w odkładanie na koniec miesiąca?

To grzech, który może Was zgubić. Wiele osób liczy na to, że na koniec miesiąca uda im się odłożyć „trochę grosza”. Niestety najczęściej z planów nici, bo akurat w sklepie była jakaś „okazja”, znajomi wyciągnęli nas do knajpy itp. I pieniądze się rozeszły a pieniędzy „na górkę” nie ma.

Jeśli naprawdę chcecie zacząć oszczędzać i robić to z głową, przelewajcie regularnie na konto oszczędnościowe z góry określony budżet. Najlepiej niech to będzie zaraz po wypłacie. Ważne, żeby z góry określić realną kwotę, którą jesteście w stanie zaoszczędzić, np. 300 złotych w miesiącu. Dzięki temu łatwiej będzie wam panować nad wydatkami i unikać pokus.

6. Nie spłacanie zadłużenia na czas

Chodzi mi tu przede wszystkim o posiadaczy kart kredytowych. Owszem, zakupy za pomocą plastikowej karty robi się bardzo przyjemnie, ale brak fizycznej kontroli nad pieniędzmi może okazać się sporą pułapką. Niestety zapominalstwo może bardzo drogo kosztować. Jeśli przegapicie termin spłaty karty, bank naliczy kilkunastoprocentowe odsetki, które pożrą Wasze oszczędności. Karty kredytowe opłaca się używać, ale mądrze.

Sposobem na uniknięcie kłopotów (w tym negatywnej historii w BIK) może być ustawienie w banku automatycznej spłaty całości zadłużenia. Oczywiście w określonym terminie musicie zadbać o odpowiednią ilość środków na koncie, żeby spłatę było z czego ściągnąć.

7. Brak konsekwencji i wytrwałości

Oszczędzanie to proces długi, zwłaszcza jeśli planujemy odłożyć większą kwotę np. na samochód czy wkład własny do kredytu hipotecznego. Jeżeli mamy w sobie samozaparcie, to z pewnością osiągniemy cel, gorzej jeśli cechuje nas brak konsekwencji.

Co zrobić by tak nie było? Pamiętajcie, by zawsze jasno określać cel i czas, w jakim chcecie go osiągnąć. Przykład – za dwa lata wymienię samochód na nowszy i potrzebuję na to 10 000 złotych. Ważne jest, by Wasz cel był konkretny, bo wtedy motywacja do oszczędzania jest silniejsza. Warto się wspomóc „automatyzacją” oszczędzania o której pisałem już trochę.

No i unikajcie pokus. Uwierzcie, nie ma nic gorszego niż mozolne odkładanie pieniędzy i wydanie ich pod wpływem chwili na jakąś niezaplanowana zachciankę. W takiej sytuacji główny cel oszczędzania będzie się niestety oddalał.

A Wy popełniacie jakieś grzechy podczas oszczędzania? Może chcielibyście dopisać coś do mojej listy? Czekam na Wasze komentarze

14 komentarzy

  1. Według mnie największy problem związany z oszczędzaniem zaczyna się zanim się w ogóle zacznie to robić. Mam tutaj na myśli wymówkę w stylu:
    „Nie mam pieniędzy by oszczędzać”
    Jednak to tylko wymówka i zwykle wzrost dochodów wcale nie sprawi, że te osoby zaczną oszczędzać.

  2. Oszczędzać tylko po co? Rozumiem jak ktoś ma pomysł na biznes i oszczędza żeby np. zbudować aktywa, ale oszczędzać np. po to żeby kupić samochód (pasywa) którego utrzymanie będzie pożerało duży odsetek naszych pieniędzy.
    Oszczędzajmy żeby budować naszą niezależność finansową. Pozdrawiam.

    • BJK

      rozumiem kolego, że Ty samochód wymieniasz za bieżące środki z ostatniej wypłaty? Jak tak to gratuluję dochodu. Większość ludzi jednak musi zaoszczędzić na samochód. W życiu potrzebne są i aktywa jak i pasywa (np dom i dla niektórych również samochód). A lepiej wydać na samochód oszczędności niż środki z kredytu. I to też jest forma niezależności finansowej, gdy jesteśmy zależni od siebie a nie od zdolności kredytowej.

  3. Zgadzam się z Autorem. Natomiast pkt 3 rozszerzyłbym o dywersyfikacje w metale szlachetne, np. złoto (ćwierć uncji złota to już nie jest taki duży koszt jak sztaba;), ziemie, nieruchomości. Fundusze i obligacje w tak niepewnych czasach jak dziś (bańka na obligacjach) zdecydowanie bym odradzał.

    • BJK

      złoto w monecie o wadze ćwierć uncji jest 13,4% droższe (w przeliczeniu na uncję) od złota w monecie jednouncjowej. Wydaje się nie dużo, ale jest to ponad 600 zł na uncji! (stan cen na 29 czerwca 2015 porównany na bazie oferty jednego z oferentów fizycznego złota w Polsce). Więc o ile złoto jest zabezpieczeniem, o tyle żeby transakcja przyniosła zysk cena złota musiałaby skoczyć o minimum 15% w górę!

      • Oczywiście masz rację.
        Natomiast nie wszystkich może być stać, aby kupić od razu 1 uncję lub jeszcze więcej. Kupno 100 uncji też byłoby korzystniejsze cenowo, niż zakupienie tylko 1 uncji, bo cena w hurcie zawsze jest niższa niż w detalu.
        Z drugiej strony, złoto jest zabezpieczeniem na złe czasy, wtedy gdyby okazało się, że wszystkie waluty papierkowe nie byłby nic warte, złoto stanowi wartość samą w sobie i jego cena poszybuje w górę.
        Łatwiej jest się rozliczać w ćwierć uncji lub 1/10 uncji niż monetą jedno uncjową :-)

        • BJK

          do kupowania chleba bym brał monety srebrne ;) W końcu taka uncja srebra to 15-20 bochenków chlea. 1/10 uncji złota to takowych bochenków 220-250 ;)
          Rolą złota w globalnym kryzysie finansowym nie jest zaspokojenie podstawowych potrzeb a zapewnienie bezpieczeństwa. Złotem się wykupywali Żydzi podczas II WŚ.
          Weź też pod uwagę potencjalny scenariusz: na początku kryzysu cena złota poszybuje w górę, bo ludzie będą kupować. Jeśli kryzys będzie (w miarę stabilnie) trwał, to wartość złota zacznie spadać, bo ludzie się zaczną w nim rozliczać. I mimo, że teoretycznie cena złota będzie wynosić 2-3 tysiące dolarów, to będziesz mógł za nie nabyć mniej dóbr niż obecnie za obecną cenę czyli 1156 $.

  4. Term

    Właśnie trafiłem na ten blog i muszę powiedzieć, że jest ciekawy. Podoba mi się wszechobecne nakłanianie do oszczędzania. Do artykułu o paleniu papierosów dołączył bym akcję „Bądź ze mną na fejsie w HD” czyli przemyślenie nad sensownością kupowania abonamentów (czyt. raty) z supertelefonem, którego wartość spada szybciej niż akcje getinbanku podczas gdy pre-paid wielokrotnie może być tańsze itd. Natomiast zastanawiam się dlaczego propagowane są warianty oszczędzania łagodnie mówiąc „mało efektywne” z jednej strony lepiej „mieć niż nie mieć” ale nie można też np.: wierzyć, że mamy deflację….
    Co o tym sądzicie?

    • BJK

      kolego, to że cena piwa w lokalnej pijalni nie spadła nie oznacza że nie mamy deflacji. Nie do końca wiem co jest w modelowym koszyku GUS, ale wiem, że mój prywatny koszyk dóbr podstawowych potaniał. Więc tą deflację widać w normalnym gospodarstwie domowym.
      Co do Twojego wpisu o telefonach i pre-paidach… Powiem tak, koleżance właśnie się skończyło doładowanie i dzwoniła ode mnie. Abonament jest droższy, ale daje pewność, że kasa będzie zawsze na koncie. A w niektórych sytuacjach (np awarii auta za miastem) jest to kwestia na wagę złota… A telefonu nie biorę, wolę kupić sobie w sklepie taki jaki będzie mi odpowiadał.

  5. Przelewanie pieniędzy na konto oszczędnościowe na początku miesiąca to świetny pomysł. Na początku szczególnie trochę ciężko wprowadzić to w życie, ale warto być konsekwentnym – znam to z własnego przykładu :P

  6. To, że oszczędzanie z tego, co zostanie pod koniec miesiąca to zły pomysł, to prawda. Większość ludzi jest tak psychicznie zbudowana, że „pieniądze, które są na koncie, są do wydania”.
    Jak ja zaczęłam oszczędzać (niektóre sposoby).
    1. Włączyłam płatność automatyczną na konto oszczędnościowe 2.5% (fakt – na początku niewielką, ale zawsze jakiś początek).

    2. Potem włączyłam usługę „zachowaj resztę”. polega ona na tym, że jeśli zapłaciłeś za coś powiedzmy 4.49, to 0,51 groszy idzie na wybrane konto oszczędnościowe. W ten sposób oszczędzasz robiąc zakupy.

    3. Założyłam konto oszczędnościowe typu ‚Help to buy” (na konkretny cel zakupowy). Tu idzie większa kwota, bo zamierzam kupić wersalkę, aby zajęła miejsce sofy w salonie – dzięki czemu gościom nie będę musiała rozkładać materaca, będzie ładniej w salonie, a w wersalce zmieści się też sporo rzeczy, które zalegają w szafie. Poza tym kupię laptop dla męża.

    4. Włączyłam płatność automatyczną na konto mojego malucha (początkowo też niedużą). Tam też automatycznie od państwa wpływa co miesiąc angielskie „500 plus” (nie korzystam z tej kwoty, od początku jego narodzin całość idzie mu na to konto, dzięki czemu będzie miał lepszy start, niż ja miałam).

    5. Robię tylko podstawowe zakupy (mleko, owoce itp), dopóki w domu jest coś, z czego można przyrządzić posiłek. Kiedy wczoraj np podliczyłam mięso, kasze, ryże itp, okazało się, że wystarczy to na 24 dobre i zdrowe obiady i kilkanaście śniadań i kolacji. Dzięki postanowieniu, że najpierw zużyję to, co jest, nic mi się nie zmarnuje i zaoszczędzę – w przeciwnym wypadku na pewno bym robiła normalne zakupy zapychając przy tym spiżarkę.

    6. Zakupy robię tylko raz w tygodniu. Wcześniej robiłam dwa i zawsze kupiłam coś niekoniecznego – bo akurat było i mnie zainteresowało.

    7. Unikam wchodzenia w interesujące alejki sklepowe, w których zawsze w pewnej sieci jest coś ciekawego.

    8. Jeśli wykorzystuję połowę mięsa mielonego, zrobię dużą blachę ciasta, dużo kotletów czy innej potrawy, kupię parę bułek czy upiekę chleb, od razu połowę zamrażam. Wcześniej ta połowa marnowała mi się. Dzięki temu oszczędzam czas, który przeznaczałam na zakupy i przygotowywanie potrawy oraz pieniądze.

    9. Nie mam włączonej strony EBay. Wcześniej miałam wciąż włączoną, więc serfowałam po niej wydając nawet 100 funtów miesięcznie.

    10. Unikam wchodzenia do sklepów typu charity (są to angielskie ciucholandy). Tam można znaleźć wszystko – zabawki, książki, ubrania, meble, porcelanę, obrazy, dosłownie wszystko. Zawsze jest coś interesującego. Postanowiłam, że chodzę tam co najwyżej raz w miesiącu i nie do wszystkich w okolicy. Kupuję tam książki dla mojego bobasa. Są bardzo tanie od 25 pensów do funta. Kupuję te tańsze (jest charity, gdzie są za grosze bardzo ciekawe książeczki). Mały ma już około 150 książek, a ma 2 lata. Bywa, że kupię też i dla siebie.

    11. Eliminuję z listy zakupów „tanie drogie rzeczy”. W Icelandzie jest zawsze taka oferta, że kupujesz dowolne 3 opakowania mrożonych filetów rybnych za 10 funtów – oszczędność 2 czy więcej funtów). Zawsze kupowałam najtańsze – wyglądało, jakby ich było najwięcej. Tym razem kupiłam dorsza, łupacza i łososia. Tu w paczce są tylko po 4 kawałki. Ale. Są to filety grube, soczyste i smaczne. Nie rozwalały się na patelni. Podczas gdy te tanie były bardzo cienkie, rozwalały się na patelni i chyba więcej było na nich panierki przez tę cienkość, niż ryby. Okazało się, że lepiej kupić mniejsze ilości relatywnie droższej ryby, niż „większą” tańszej.

    12. Kontroluję stan konta. Kupuję kartą, gdyż dzięki temu odkładana jest reszta na koncie oszczędnościowym, ponadto zasada idź tylko z gotówką niezbyt dla mnie działa – i tak wróciłabym po coś, co „mi się przyda” (ale dla większości osób jest skuteczna). Widząc codziennie, jak to wygląda na moim koncie, jak oszczędności rosną i jakie ilości na co wydałam, bardziej motywuję się do racjonalniejszego gospodarowania pieniędzmi i kupowanymi zasobami.

    Tyle mi przyszło na szybko do głowy – może komuś się przyda :-) Napiszę wkrótce więcej na swoim blogu, który znajduje się tu: http://www.sukces-biznes.pl/sukces

    Pozdrawiam i życzę powodzenia w oszczędzaniu :-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *