Fot. by omar alnahi

Efekt Diderota, czyli uwaga na niepotrzebne zakupy!

Na pewno kojarzycie nazwisko Denisa Diderota, francuskiego myśliciela żyjącego w XVIII wieku. Diderot jest ważną postacią nie tylko dla świata filozofii, ale też ekonomii. To z nim wiąże się jedno z najciekawszych pojęć dotyczących konsumpcjonizmu, czyli tytułowy „efekt Diderota”. Na czym on polega? Dlaczego Wy także padacie jego ofiarą? Wreszcie – jak z nim walczyć? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w moim dzisiejszym artykule. Zapraszam.

„Żale nad moim starym szlafrokiem”

To tytuł słynnego eseju napisanego przez Denisa Diderota. Filozof opisuje w nim swoją przygodę, która bardzo zmieniła jego życie – głównie pod kątem ekonomicznym. Opowiem Wam tę historię. Było to tak…

Pewnego dnia Diderot dostał sporo pieniędzy od carycy Katarzyny. Ponieważ wcześniej żył w biedzie, to postanowił spełnić kilka zachcianek. Jedną z nich był zakup wytwornego szlafroka. Gdy zaczął go nosić zorientował się, że teraz większość jego rzeczy nie pasuje do tego luksusowego elementu garderoby. Filozof odczuwał estetyczny dysonans, dlatego stopniowo wymieniał kolejne przedmioty w swoim otoczeniu. Stare krzesło zastąpił wytwornym fotelem z marokańskiej skóry, biurko eleganckim stołem itd.

Jak się pewnie domyślacie każdy kolejny zakup był bardzo kosztowny, co w krótkim czasie doprowadziło Diderota do poważnych problemów finansowych. A przecież punktem wyjścia był zwykły szlafrok. Sam filozof na kanwie tych doświadczeń napisał zresztą, że życie biednego człowieka jest o wiele łatwiejsze, bo bogaty cały czas jest pod napięciem.

O „efekcie Diderota” jako pierwszy napisał antropolog Grant McCracken, który zajmował się badaniami nad konsumpcjonizmem. McCracken ukuł także termin „jedność Diderota” odnoszący się do ludzkiej potrzeby uzupełniania dóbr pasujących do siebie. Dlatego do nowego auta kupujemy nowe opony, a wymieniając narty czujemy nieodpartą pokusę zafundowania sobie nowej kurtki narciarskiej.

Mój efekt Diderota

Historia francuskiego filozofa, nawet jeśli jest mocno przerysowana, to i tak świetnie oddaje mechanizm zatracenia się w konsumpcjonizmie. Pokażę Wam ten schemat na moim przykładzie, bo sam jakiś czas temu wpadłem w pułapkę efektu Diderota.

Poszedłem do sklepu z garniturami kupić – jakżeby inaczej – nowy garnitur. Przymiarka wyszła nieźle, ale dość szybko zorientowałem się, że moje koszule wizytowe najlepsze lata mają już dawno za sobą. Dokupiłem więc koszulę. Problem w tym, że zaraz w oko wpadł mi fajny krawat i uznałem, że skoro i tak wydałem już tak dużo, to nie zaszkodzi wysupłać z portfela jeszcze 90 złotych. Efekt? Zamiast wyjść ze sklepu z garniturem za 799 złotych, stan mojego konta został uszczuplony o 987 złotych.

Oczywiście powiecie, że raz na jakiś czas trzeba wymienić garderobę i jest to prawda. Chodzi jednak o to, że zbyt często jeden zakup motywuje nas do wydawania kolejnych pieniędzy na rzeczy, których być może w innej sytuacji byśmy nie brali pod uwagę.

Ranking najlepszych: Grudzień 2017

Najlepsze lokaty, konta i oferty - grudzień 2017

Efekt Diderota a inflacja kosztów życia

O inflacji kosztów życia pisałem już na blogu. To zjawisko świetnie koreluje jednak z efektem Diderota, ponieważ w gruncie rzeczy chodzi o to samo: nakręcanie spirali wydatków.

Gdy ktoś dostanie podwyżkę, niemal na pewno zacznie wydawać więcej pieniędzy na rzeczy, na które wcześniej nie było go stać. W Polsce od pewnego czasu mamy tego naoczny przykład, czyli program wspierania rodzin 500+. Rzeczywiście pomaga on rodzinom w budowaniu stabilnych budżetów domowych, ale jednocześnie motywuje je do częstszego sięgania do portfela.

Nikt nie myśli o tym, że kiedyś program może się skończyć i co wtedy? A nawet jeśli się nie skończy, to rodziny bardzo szybko przyzwyczają się do dodatkowych 500 złotych co miesiąc i w pewnym momencie ta kwota będzie wydawać się zbyt mała. Wrócimy do punktu wyjścia.

Efekt Diderota tak naprawdę prowadzi do smutnego wniosku: więcej dóbr i pieniędzy nie czyni nas bardziej zadowolonymi z życia. Oczywiście są ludzie obrzydliwie bogaci, którzy nie muszą się martwić przyszłością, ale w przypadku zwykłych zjadaczy chleba rosnące wydatki nie przynoszą niczego dobrego. Każda kolejna zachcianka rodzi następną, w efekcie czego nie ma mowy o nasyceniu.

Jak uniknąć efektu Diderota?

Mam wątpliwości, czy to jest w ogóle możliwe w 100%, ale z pewnością warto stosować się do kilku rad, dzięki którym rzadziej będziemy mieć do czynienia z tym szkodliwym efektem. Zacznę od tego, że kompletnie bez sensu jest rozpoczęcie życia Amisza, czyli zrezygnowanie z wszelkich nowoczesnych dóbr. Nie chodzi o to, aby w ogóle nie wydawać pieniędzy na przyjemności, ale by robić to z głową.

Oto kilka bardzo dobrych sposobów:

  • Wymieniaj elementy garderoby na takie same lub podobne – to rada przede wszystkim dla pań. Zniszczona torebka wymaga oczywiście wymiany, ale jeśli będzie to zupełnie inny model, to niemal na pewno trzeba będzie dobrać jeszcze nowe buty czy sukienkę. Oszczędniej będzie więc kupić dokładnie taką samą lub bardzo podobną torebkę.
  • Planowanie – jest niezbędnym elementem dbania o domowe finanse i najskuteczniejszą bronią w walce z efektem Diderota. Wybierając się na zakupy zawsze należy mieć ze sobą listę, co pozwala uniknąć spontanicznych wydatków. Przed pójściem „na shopping” do galerii handlowej dokładnie należy przejrzeć swoją garderobę i zorientować się, jakie ubrania naprawdę wymagają wymiany.
  • Zdrowy rozsądek – wiem, że czasami bardzo trudno jest go zachować, bo wiele zakupów w naszym życiu jest podszytych silnymi emocjami. Podam tutaj przykład znajomego, który wybierał niedawno nowy samochód ([o jego perypetiach z ubezpieczeniem AC przeczytacie tutaj]). Choć bardzo marzył o mocnym silniku i automatycznej skrzyni biegów, to po dogłębnej analizie doszedł do wniosku, że to mu tak naprawdę nie jest potrzebne. Ważniejsze były dla niego takie cechy, jak: niskie spalanie, tanie ubezpieczenie, wygoda rodziny oraz atrakcyjna cena zakupu. Kupił więc samochód z silnikiem 1.6 i manualną skrzynią, bo de facto na taki było go stać (biorąc również pod uwagę koszty utrzymania).
  • Ustalenie kwoty oszczędności – jeśli z góry wiadomo, że musimy co miesiąc odłożyć np. 200 złotych, to o wiele trudniej będzie wydać te pieniądze na jakąś zachciankę. Naprawdę nie ma nic złego w mówieniu sobie: „Nie stać mnie na to”. Sam tak robię i to pomaga w unikaniu pochopnych zakupów.
  • Kupowanie rzeczy wartościowych, dobrej jakości – owszem, są droższe, ale to motywuje do tego, aby zbierać na nie pieniądze i nie kupować byle czego. Taniocha zawsze będzie się psuć, a to oznacza konieczność ponownego wydania pieniędzy. Napisałem o tym trochę we wpisie o „darmowym” iPhonie.
  • Nie uleganie presji – to najtrudniejsze. Wiem, że gdy znajomi chwalą się wykupieniem egzotycznej wycieczki, to naprawdę ciężko jest przyznać się do zaplanowania wakacji w Borach Tucholskich. Jednak nie ma sensu ulegać presji otoczenia i zapożyczać się tylko po to, aby zrobić na kimś wrażenie.

Wszystko sprowadza się zatem do zdrowego rozsądku i rozwagi w gospodarowaniu budżetem domowym – bez względu na jego wielkość. Życzę Wam wytrwałości w walce z efektem Diderota, choć nie miejcie złudzeń: czasami będzie ciężko.

Padliście kiedyś ofiarą efektu Diderota? W ogóle słyszeliście o tym zjawisku? Jak sobie z nim radzicie na co dzień? Czekam na Wasze komentarze!

8 komentarzy

  1. Dwa lata temu kupiłam genialna skórzana torebkę w czasie przecen za 200 złotych. Do tej pory bardzo mi się podoba, ale miałam z nią dokładnie ten sam szlafrokowy problem – nie pasowała do moich ubrań i stylu ubierania. To zdecydowanie torebka dla pani z korpo a nie dziewczyny w dżinsach i zwykłej koszulce. Tym sposobem 200 złotych leżało w szafie i czekało aż coś wymyślę. Problem rozwiązał się sam, bo po kilku miesiącach ulubiona torebka mojej przyjaciółki uszkodzila się i musiała zostać wymieniona, a że przyjaciółka ubiera się dosyć elegancko to moja szlafrokowa torebka była idealnym prezentem dla niej.
    Od tamtego czasu staram się dopasowywać zakupy do mojego obecnego trybu życia a nie moich zachcianek, bo obcasy są super, ale nie dają rady na trasie od mojego domu do pracy i odwrotnie. Zniszczylyby się bardzo szybko.

  2. Kojarze, ale faktycznie nie słyszałem wcześniej wgl. nazwiska Diderot. Ciekawa teoria tak szczerze – jak się na to spojrzy z innej perspektywy, to nawet ma sens.

  3. Czytałem wpis też o iPjone „za darmo” – tak więc nie za darmo ale za zaskórniaki, ma takie pudełko, zawsze po zakupach wrzucam tam drobne – nazywa się to skarbonka. A do tego dodam, że absolutnie nie warto kupować telefonu za 3000 zł, który ma większość funkcji jak ten za 500 zł (np. mój XiaoMi Redmi 4X). Za różnice w cenie iPhona i zwykłego podobnego telefonu mniej znanej w Polsce marki (w Chinach go uwielbiają) można kupić laptopa i jeszcze na aparat dobry kompaktowy starczy ;)

    Kupowanie iPhona to jest dopiero Efekt Diderota!
    Pozdrawia Straus z Faraon24!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *