by chunchun / pixabay
Fot. by chunchun / pixabay

Światła LED do jazdy dziennej w samochodzie. Ile tak naprawdę możesz zaoszczędzić?

Ten temat jakoś ostatnio przycichł, ale pamiętam, jak ogromne kontrowersje budził w naszym społeczeństwie. Po tym, jak polski rząd wprowadził w 2007 roku nakaz jazdy z włączonymi światłami mijania przez cały rok i 24 godziny na dobę, rozgorzała dyskusja na temat plusów i minusów tego nakazu. Po latach okazuje się, że zapowiadane plusy (mniejsza liczba wypadków) były tylko pobożnymi życzeniami, a minusy każdego dnia odczuwa kilkanaście milionów polskich kierowców. Poza tymi, którzy już zainwestowali w światła do jazdy dziennej. Pochyliłem się nad tym wynalazkiem i zebrałem dla Was informacje na temat opłacalności tej inwestycji.

Czym właściwie są światła do jazdy dziennej LED?

Wspomniałem o tym, że w 2007 roku wprowadzono obowiązek całorocznej jazdy z włączonymi światłami mijania. To nie do końca tak, bo w praktyce dopuszcza się też możliwość używania tzw. świateł do jazdy dziennej. Jest to oświetlenie zewnętrzne montowane poza głównymi kloszami reflektorów (ale nie przeciwmgielne).

Od 2009 roku obowiązuje przepis nakazujący producentom samochodów sprzedaż aut wyposażonych seryjnie w światła do jazdy dziennej. Jeśli więc masz pojazd z tego rocznika lub młodszy, to z pewnością jest on wyposażony w takie oświetlenie. Światła zawsze są wykonane w technologii LED, czyli zamiast tradycyjnych żarówek wykorzystują diody. Powód jest prosty – chodzi o ekonomiczność tego rozwiązania oraz maksymalną wytrzymałość. W praktyce okazuje się bowiem, że dobre diody LED mogą spokojnie przeżyć sam samochód.

Co jeśli jeździsz autem starszym? Cóż, albo musisz włączać światła mijania albo zainwestować w zestaw montażowy świateł do jazdy dziennej. W przypadku nowoczesnych samochodów nie ma żadnego problemu z ich zamontowaniem – jeśli znasz się choć trochę na elektryce samochodowej, to spokojnie poradzisz sobie z tym zadaniem samodzielnie i oczywiście sporo zaoszczędzisz. W przeciwnym razie nie ryzykuj i zleć pracę warsztatowi samochodowemu.

Ile to kosztuje? Światła LED, montaż

Podstawowym kosztem są oczywiście światła do jazdy dziennej LED wraz z okablowaniem i innymi elementami montażowymi. Na rynku jest zatrzęsienie przeróżnych modeli – zajrzałem na Allegro i rozpiętość cen jest olbrzymia. Można kupić bardzo tani zestaw za około 20 złotych, albo postawić na wysoką jakość i wydać ponad 100 złotych.

Jedno, na co koniecznie musisz zwrócić uwagę, to homologacja. Te najtańsze zestawy mogą jej nie posiadać, co będzie się wiązać z bardzo poważnymi problemami podczas przeglądu okresowego lub rutynowej kontroli drogowej policji. Jeśli zamontujesz w swoim aucie takie światła i będziesz mieć pecha, to może nawet zostać Ci odebrany dowód rejestracyjny. Dlatego zwracaj uwagę na homologację (dopuszczenie do użytku na terenie Polski).

Oczywiście większość warsztatów samochodowych oferuje możliwość zamontowania świateł kupionych przez nie, co jest wygodną opcją, ale droższą. Taka usługa wraz ze światłami będzie kosztować od 200 złotych wzwyż. Zawsze zwracaj uwagę na to, aby po zamontowaniu światła włączały się automatycznie po odpaleniu silnika – w przeciwnym razie możesz zapominać o ich włączeniu i zarobić niepotrzebny mandat.

Przepisy dotyczące zasad montażu świateł dziennych LED

Świateł do jazdy dziennej nie można montować wedle własnego uznania. Obowiązują tu jasne przepisy określone w kodeksie drogowym. Oto one:

  • światła montuje się w odległości co najmniej 40 centymetrów od boku pojazdu;
  • przerwa między lampami nie może być mniejsza niż 60 centymetrów;
  • światła wolno montować na wysokości od 25 centymetrów do 1,5 metra nad gruntem.

Jeśli nie będziesz się trzymać tych przepisów, to ponownie będą Cię czekać problemy podczas przeglądu lub kontroli drogowej.

Kluczowa kwestia – czy to się opłaca? Zużycie paliwa i inne

Nie wykonywałem testów na swoim samochodzie, dlatego będę się opierał na badaniach – aby ograniczyć margines błędu i wyeliminować czynnik marketingowy sięgam po różne ich źródła.

Zacznijmy od zużycia paliwa. Według testów jazda na światłach dziennych z pominięciem świateł mijania i całego oświetlenia uruchamianego wraz z ich włączeniem (deska rozdzielcza, oświetlenie tablicy rejestracyjnej), pozwoli kierowcy zaoszczędzić około 0,2 litra paliwa na sto kilometrów. Przy obecnych cenach benzyny przekłada się to na około złotówkę oszczędności (dla oleju napędowego będzie to nieco mniej). Zakładając, że statystyczny kierowca pokonuje miesięcznie dystans około 1000 kilometrów, w jego portfelu zostanie więc około 10 złotych – 120 złotych rocznie. Nieźle. Widać więc, że koszt zakupu świateł może się zwrócić w ciągu 12 miesięcy.

Kolejna sprawa, to żarówki świateł mijania. W nowoczesnych autach przepalają się notorycznie, a ich koszt nie jest wcale taki niski. Piszę teraz na przykładzie mojego starego samochodu. W moim przypadku musiałem wymieniać żarówki dwa razy w roku – może to pech, a może norma. Moje auto korzystało z żarówek H7 – dwie sztuki (wymieniałem parami) kosztują 25 złotych (kupowałem marketowe, nie zauważyłem różnicy w żywotności, a testowałem też drogie Philipsy). Czyli rocznie wydawałem na żarówki 50 złotych. Jeżdżę w 90% w dzień, więc mogę założyć, że inwestycja w światła do jazdy dziennej pozwoliłaby mi ograniczyć częstotliwość wymiany żarówek do przynajmniej 4 lat. W ten sposób portfelu zostaje 200 zł.

Nie wymieniam tu ewentualnych kosztów związanych z częstszą wymianą akumulatora, który jest mocniej obciążany podczas jazdy z włączonymi światłami mijania, ponieważ nie chcę podawać jakichś wyimaginowanych wyliczeń. W każdym razie fakty są takie, że montaż świateł do jazdy dziennej się opłaca, a zwrot z inwestycji następuje – przynajmniej na moim przykładzie – naprawdę szybko.

A Wy? Macie w swoich autach światła do jazdy dziennej? Opłaciło się? A może mój wpis skłonił Was do wykonania własnych obliczeń? Czekam na komentarze!

12 komentarzy

  1. Za stówkę nie kupisz dobrych świateł – w tej kwocie dostaniesz słabą widoczność, a więc większe ryzyko kolizji a więc i ogromnych kosztów w stosunku do ceny i oszczędności oraz krótką żywotność.
    Markowe produkty (Philips, osram, magneti marelli) to koszt 200-250 zł brutto.
    Warto też doliczyć koszt montażu u elektryka by mieć pewność że nie uszkodzisz świateł ani nie spalisz sobie auta.
    Nie warto oszczędzać na bezpieczeństwie.

    • Hansior

      Zgadzam się. Mi chińczyki wytrzymywały po 3 miesiące, jak chciałem zaoszczędzić i oszczędność wyszła pozorna. Teraz jeżdżę ponad rok na osram-ach i super.

  2. Mam samochód z 2011 r. i nie mam zamontowanych świateł dziennych, więc coś z tym przepisem nie tak.
    Też używam H7. Mechanik mówił mi, że dłużej niż pół roku nie ma szans pojeździć bez zmiany, bo teraz robią tak cienkie ogniwa, że przy wstrząsach i wysokiej temperaturze łatwo pękają.
    Używam jednak tych lepszych np. Philips, bo te gorsze przepalały się nawet po kilku dniach. Jednak nawet na opakowaniu tych Philipsa jest trwałość ok. 500 godzin. Oczywiście w warunkach laboratoryjnych. Pewnie raz włączają i bez wstrząsów taka żarówka sobie spokojnie świeci.
    Zastanawiam się nad zamontowaniem dziennych, ale pozostaje jeszcze kwestia ich trwałości, bo jeśli miałyby też być na pół roku, to nie opłaca się:)

  3. koza

    Ogólnie bardzo dobry artykuł, ale przepis mówiący o odległości 40 cm od boku pojazdu, już nie obowiązuje. Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę.

  4. Ja też mam auto z 2011 roku i nie mam świateł dziennych fabrycznych, za to mam zawsze włączone światła mijania nawet gdy przełącznik jest w pozycji „0”. Takie rozwiązanie jest dopuszczalne i stosowane w np. w skodach. Takie „światła dzienne” można wyłączyć – jest o tym w instrukcji. Podobno też takie światła świecą w dzień ze zmniejszoną mocą – tak twierdzą znawcy na forach. Codziennie jeżdżę do pracy i na 80 000 km przejechanych, to żarówki wymieniałem 2 razy w ciągu ostatnich 5 latach. Wstrząsy żarówce nie straszne, bo ogniwo robi się bardziej elastyczne pod wpływem ciepła, a ich budowa i mieszanka gazów w teorii powinna działać bardzo długo. Przepalają się żarówki? Poszukałbym problemu z elektryką – skoki napięcia na pewno mogą być przyczyną. Ledy też idealne nie są i większość jest montowana na „odpierdol się”, by po prostu nie dostać mandatu. Te światła naprawdę pomagają, ale trzeba trochę pojeździć, żeby docenić…

  5. Marcin

    A mnie wkurzają wszyscy ci jeżdżący na „dziennych” – czy to samodzielnie zamontowanych, czy fabrycznych. Po prostu są niewidoczni. Odbieram ich jakby stali zaparkowani i w ostatniej chwili zauważam że to auto jednak się porusza, ba, nawet coś tam świeci na dole! Może wynika to z faktu że obowiązkowo wszyscy jeżdżą na światłach (dla mnie „od zawsze”, bo prawo jazdy mam od 2010), i później się człowiek nie spodziewa.. no cóż, przepisu się nie zmieni.

  6. aawwe

    W przypadku zwykłych żarówek nie ma problemu, ale sporo starszych samochodów jest wyposażonych w światła mijania ksenonowe – koszt jednej żarówki w aso około 500zł, trzeba wymieniać parami. Ksenony zużywają się szybko, zwłaszcza w mieście przy włączaniu wyłączaniu. Wtedy okazuje się że inwestycja w dzienne to nie oszczędność paliwa a oszczędność serwisu.

  7. ja

    Nie 0,2l/100km tylko 0,2l/h jak już. Wynik ten sam przy średniej 100km/h, ale kto taką ma. Jak po mieście masz średnią 33km/h to dodatkowo spalasz 0,6l/100km (bo przejeżdżasz 100km w 3h – naprawdę ciężko to policzyć?)
    Spalanie na światła jest ok 0,1-0,2l/h w samochodzie osobowym.

  8. Poprawcie !

    UWAGA ! Jest poważny błąd w artykule w opisie przepisów dotyczących odległości montażu świateł DRL ! Punkt pierwszy – „światła montuje się w odległości co najmniej 40 centymetrów od boku pojazdu” – TO NIE PRAWDA ! Lampy nie mogą być zamontowane DALEJ niż 40 cm od obrysu pojazdu ! To diametralna różnica !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *