iRobot Roomba 780 / C by iRobot.pl
Fot. iRobot Roomba 780 / C by iRobot.pl

Roboty sprzątające: czy to się opłaca?

Kiedyś już podzieliłem się z Wami moją tajemnicą – nie lubię sprzątać. Pochłania to mnóstwo czasu i energii, dlatego jeśli w jakikolwiek sposób mogę sobie ułatwić to zajęcie, to jestem otwarty na nowości. Od pewnego czasu interesuję się robotami sprzątającymi i dlatego postanowiłem sprawdzić, czy ich zakup się opłaca, nawet pomijając kwestie związane z wygodą? Zapraszam do mojej analizy.

Jak działają roboty sprzątające?

Działa dzięki wbudowanej kamerze i specjalnym czujnikom, które tworzą siatkę mieszkania. Robot porusza się po pomieszczeniach, zbiera brud z paneli, dywanów czy płytek i wraca do tzw. stacji dokującej, w której ładuje swoje akumulatory.

Dzięki czujnikom robot wie, że zbliża się do ściany i nie obija się o nią z pełnym impetem. Poza tym, potrafi zatrzymać się przed schodami i z nich nie spaść. Jest to możliwe dzięki wbudowanemu oprogramowaniu, które niejako „uczy” robota konkretnych pomieszczeń.

Większość modeli jest okrągła i dość płaska, więc spokojnie zmieszcza się np. pod łóżkiem. Mają obrotowe rurki, na której znajdują się wypustki, do których przyczepia się brud. Niektóre modele działają na podobnej zasadzie co odkurzacze i wsysają zabrudzenia do wewnątrz. Nieczystości trafiają później do głównego pojemnika, który na koniec dnia można opróżnić. Co jakiś czas robot trzeba oczywiście wyczyścić – częstotliwość zależy od stego, jak często go używamy.

Pamietajcie, że robot sprzątający kompletnie nie nadaje się do czyszczenia tapicerek. Położenie go na łóżku czy kanapie nic nie da, bo robot musi pracować na powierzchniach płaskich, takich jak panele, płytki czy dywany.

Na co zwracać uwagę przy zakupie?

Na rynku jest wiele modeli robotów sprzątających. Który wybrać, żeby cieszyć się nim jak najdłużej? Oto, na co należyć uwagę przy zakupie:

  • układ czyszczący – to najważniejsza część w całym robocie. To od układu czyszczącego zależy, jak skuteczny i dokładny będzie Wasz robot. Zwracajcie uwagę na liczbę szczoteczek – im więcej automatycznych zmiotek, tym lepiej. Niektóre modele wyposażone są w system ssący. O ile w odkurzaczu jest on skuteczny, to już w robocie sprzątającym – niekoniecznie, bo trudno mu pozbierać np. większe papierki.
  • nawigacja – powinna być łatwa i intuicyjna
  • liczba funkcji czyszczenia – zazwyczaj robot mają ich kilkanaście. Pytanie, czy aby na pewno aż tyle jest nam potrzebne i czy warto dopłacać za kolejne. Robot powinien mieć możliwość pracy lekkiej, intensywnej, w zaprogramowanym przez nas czasie itp.
  • dodatkowe wyposażenie – droższe modele wyposażone są m. in. w specjalne bakteriobójcze lampy UV czy filtry brudu.

Zanim zdecydujecie się na zakup robota, zastanówcie się też, do czego dokładnie ma Wam służyć. Okazuje się bowiem, że taki sprzęt nie tylko zamiecie Waszą podłogę, ale może też ją umyć czy wyfrotertować. Dodatkowe opcje będą oczywiście odpowiednio droższe.

Ile kosztuje robot, który posprząta za nas?

Ceny robotów sprzątających są zróżnicowane. Zaczynają się od około 300 złotych i mogą sięgać nawet 2000 złotych. Oczywiście cena zależy od marki i wyposażenia robota. Najpopularniejsi producenci robotów odkurzających to: iRobot, Neato Robotics, Samsung, Hoover, Agma.

Warto zwrócić uwagę na to, że producenci najpopularniejszych robotów często nie produkują innych urządzeń AGD, tak jest w przypadku firmy iRobot, która nota bene zaczynała swoją działalność od produkcji urządzeń dla wojska. Jest też oczywiście cała masa tanich, chińskich produktów, które możemy kupić m. in. w supermarketach, jednak ich jakość jest mocno dyskusyjna.

A oto kilka konkretnych przykładów z jednego z serwisów internetowych:

  • 289 zł robot Dignity IRS-01 – czas pracy to 90 minut, ma timer, sensor ścian i boczną szczotkę, która ułatwia wymiatanie brudu z kątów. Działa na akumulator i według producenta jego wydajność wynosi 98%.
  • 749 zł Sencor SVC 9031 – czas pracy to 120 minut, ma zmienny timer, 4 programy sprzątania, lampę UV do niszczenia bakterii, funkcję „Full Go“ (automatyczne odkurzanie zaraz po naładowaniu akumulatora).
  • 1399 zł iRobot Roomba 650 – czas pracy to 90 minut, ma pojemny prawie półlitrowy pojemnik, czujniki kurzu, krawędzi, antykolizyjny i przeciw zaplątaniu się w kable. Do tego ma kilka programów pracy.
  • 3230 zł Karcher RC 3000 – czas pracy to 60 minut, ma cztery programy sprzątania, zabezpieczenia przed dziećmi, dwulitrowy pojemnik na brud.

Robot sprzątający to na pewno bardzo przydatne urządzenie, które ułatwi Wam utrzymywanie domu czy mieszkania w czystości. Nie jest to sprzęt tani, i nie znalazłem jednoznacznej odpowiedzi na to „czy to się opłaca”. Ja na razie nie zdecydowałem się na zakup takiego uradzenia, ale jeśli często musicie odkurzać, bo np. macie zwierzaka albo małe dzieci, oraz większą powierzchnię do sprzątania, to może to być strzał w dziesiątkę. Pamiętajmy, że policzalny jest też nasz czas, który dzięki temu, że nie musimy marnować go na sprzątanie, będziemy mogli poświęcić rodzinie albo zarabianiu pieniędzy.

Jeśli nie roboty sprzątające to zawsze zlecić sprzątanie domu/mieszkania, lub po prostu zapoznać się z moimi sposobami na zaoszczędzenie 130 zł rocznie na sprzątaniu.

A Wy macie taki sprzęt w domu? Polecacie? Może rozważacie jego zakup? Jak zwykle czekam na Wasze komentarze.

15 komentarzy

  1. Traviz

    Szczerze mówiąc to nie wiem o czym jest ten wpis. Nie odpowiada on na postawione w temacie pytanie, a jedynie informuje o istnieniu takich urządzeń…

    • Mateusz

      |Autor bloga

      Traviz – zadałem pytanie, ale nie znalazłem jednoznacznej odpowiedzi na nie. Zastanawiałem się długo, czy wchodzić w skomplikowane wyliczenia dot. zużycia prądu, przeliczania godziny naszej pracy vs. czasu poświęcanego na sprzątanie itd., ale doszedłem do wniosku, że nie ma to sensu. Podsumowanie jest tanie: Są to drogie sprzęty i czasem mogą się opłacać (jak ma się dużą powierzchnię, zwierzęta, dzieci), ale zawsze będzie to zależało od indywidualnego przypadku i indywidualnych możliwości. Odpowiedzi jednoznacznej nie ma, ale jest punkt wyjścia do rozmyślań.

  2. KB

    Ale czy _CO_ się opłaca? Czy 5. letni TCO (total cost of ownership) robota chcesz porównać z TCO najtańszego, ręcznego odkurzacza z marketu? Czy chcesz pokazać, że lepiej pójść na spacer, gdy robot odkurza? Mi „opłaca się” spacer. Komuś może „opłacać się” niższe TCO.

    „To” się opłaca tak samo, jak jak opłaca się mieć rodzinny cross-over zamiast malucha, porządny piekarnik z termoobiegiem i funkcją samoczyszczenia zamiast ogniska, za rozpadającą się chałupą; czy solidnego wodoodpornego smartfona zamiast starej, zdezelowanej nokii. Jakie „opłaca się” chcesz porównać?

    Ja zamieniłem Zelmerowskiego Wodnika Quatro na iRobota. Modelu nie pamiętam. Wodnik miał jedną świetną zaletę. Bród wylewało się z pojemnika na brudną wodę do muszli ustępowej i nie kurzyło się przy tym. Wyjęcie modułu na bród z Roomby wygląda jak przestraszenie skunksa. Kurz fruwa wszędzie w postaci wielkiej chmury.

    Poza tą różnicą oba odkurzają. Pierwszy ma filtr wodny, drugi HEPA. Większej różnicy nie widzę. Jeden popycham po mieszkaniu przez godzinę. Drugi jeździ sam, w dwóch turach. Po połowie mieszkania, około 45 minut, potem ładowanie i druga połowa. Efekt podobny. Godzina co 3 dni zaoszczędzona.

    Czy się „opłaca”? Nie bardzo. Akumulator trzeba wymieniać co roku, bo spada pojemność. Szczotki trójramienne potrafią się złamać. Filtry HEPA wymieniam co 3 miesiące.

    A jednak opłaca się nie sprzątać, a mieć posprzątane. Tak samo jak opłaca się wygodnie czytać w tramwaju, wygodnie pojechać nad morze, czy wygodnie upiec ciasto. Bardzo się opłaca. :)

    • grabki

      A wygodnie jechać nad morze to autem czy może jednak intercity? Autem wygodnie bo zatrzymać można się gdzie chcesz, można zboczyć z trasy i zobaczyć coś po drodze. A jednak pociągiem szybciej i taniej. I można spać po drodze. I nie ma korków. Nie ciś kitu, że Roomba Ci sprząta a Ty spcerujesz i jak wracasz to masz czysto. Bo jak widać pojęcie czysto też jest względne. Roomba poodkurza Ci dywan? buahahah! Walnij klapkiem w ten dywan a zobaczysz ile kurzu wyleci. Super piekarnik – zgodzę się. Super auto – zgodę się. Nawet super telefon jestem w stanie przyjąć. Ale Roomba? NIGDY! Dziadostwo i sprzątać trzeba po tym jak się chce mieć czysto. Jak się ktoś chce pochwalić gadżetem i „czysto” znaczy że nie widzę tu i ówdzie brudu to jak najbardziej polecam. Myślę jednak że auto to szpan dla większej liczby odbiorców.

      • KB

        Jak powiem, że mam też Scoobę i szoruje mi ona podłogi. I że jestem z niej zadowolony, choć płyn kosztuje krocie, to pewnie nikt w Internetach mi już nie uwierzy. Ale cóż, jak kupowałem superauto w salonie, a superpiekarnik razem z całą resztą superkuchni, to także nikt nie wierzył i hejterzy pukali się w czoło. Hejterzy szczekają, a Scooba jedzie dalej. ;-)

  3. Ciekawe jak wygląda pobór prądu przez te roboty i jak pod tym względem wypadają w porównaniu ze zwykłymi odkurzaczami. Oczywista oszczędzamy sobie machania rurą, ale czy oszczędzamy pieniądze?

  4. Natalia

    Zastanawiam się nad dokładnością takiego odkurzania. Bo w niektóre miejsca nie wciśnie się ten odkurzacz. Mam na myśli małe powierzchnie typu (za lampką czy czymkolwiek innym). I i tak zdaje się trzeba wyciągnąć zwykły odkurzacz i przejechać nim te zakamarki? To chyba ma sens tylko jak ktoś ma duży dom/mieszkanie.

    • grabki

      Zakamarki??? On nie sprzątnie kłaczka na środku pokoju! Bo mu się minęło. Nikt nie wpadł na to żeby zrobić program do sprzątania. Linia za linią i byłoby dobrze. A on tu się odbije i już jedzie gdzie indziej, tam się dobije i znów inny kierunek. I brud został centralnie na środku.

  5. miszczudyoda

    Ja się zastanawiałam nad takim odkurzaczem, jednak sprzątnięcie mieszkania 60 m2 zajmuje 15 minut, zmycie to max 5 minut. Do tego odkurzając, spalam kalorie, ruszam się – a przy mało aktywnym trybie życia nawet taki ruch się liczy. Posiadam sporą liczbę zwierząt domowych, trzymam je wolnowybiegowo (tak, chodzą/latają, gdzie chcą) i wiem, że taki odkurzacz-robocik nie wymiótłby każdego bobka czy włosa/piórka. Do tego cena (+ koszty utrzymania, aby urządzenie posłużyło) porządnego robota jest dość wyśrubowana i wolę wydać tą kasę na zwierzaki i książki.

  6. grabki

    Jak ktoś lubi niedosprzątane miejsca na podłodze to proszę bardzo. Może i wydać 5000 zł. Ten badziew ma to do siebie, że nie sprząta po kolei podłogi, tylko jeździ jakby miał alzhaimera. Trochę tu, trochę tam. Co to za oszczędność czasu kiedy po powrocie do domu wdepnę w zaschniętą plamę soku albo w kłaczki sierści? Robot już odpoczywa w swojej stacji, a ja odkurzacz albo mop i heja banana sprzątam po nocy. Do kitu z tym sprzętem. Dobre dla gadżeciarzy.

    • KB

      Do wyskrobania zaschniętego soku ty tylko Scooba. Nie sądzę, żeby jakiekolwiek odkurzanie na sucho usuwało zaschnięty sok.

  7. Pozwolę się wypowiedzieć jako posiadacz jednego z wymienionych modeli (okrągły z wymiatającą szczoteczką znanej firmy – specjalnie nie podaję firmy co by nie zostać posądzonym o reklamę). Nad sensem takiego zakupu zastanawiałem się przez ponad rok. Skusiła mnie promocja w jednym ze sklepów, w sumie jakieś 200zł taniej. Kupiłem prawie najlepszą serię, choć nie najlepszą – specjalnie. Najlepsza seria ma szczotki bez włosia, które kręcąc się przeciwstawnie zasysają kurz jak odkurzacz. Dlatego wybrałem najlepszy model ze starszej serii, która ma szczotkę z włosiem, która to dotyka powierzchni czyszczącej dokładniej sprzątając (bynajmniej mam takie wrażenie). Wcześniej wypożyczyłem urządzenie w jednej z warszawskich firm, żeby przekonać się czy warto i czy jak ktoś wspomniał „gadżet” dla mnie. Nie sprzątałem 2 tygodnie, puściłem urządzenie i napajałem wzrok. Fakt jeździ jakby miał alzhaimera, ale moim zdaniem to plus, bo robi po pokojach taką kombinację przejazdów, że zawsze jedno miejsce przejeżdża kilka razy pod różnymi kątami. Dlaczego lepszy taki sposób sprzątania? Po pierwsze najpierw objeżdża pokój po rogach, później odbija i zaczyna śmigać po różnych przekątnych itp. Są inne roboty np. neato, które jeżdżą raz koło razu, równolegle. Moim zdaniem to minus, bo jak urządzenie zdmuchnie kota (tzw kłębek kurzu) na miejsce gdzie przed chwilą wyczyściło to już tam nie wróci po niego i tu metoda na alzheimera jest lepsza, bo i tak za chwilę przejedzie przez to miejsce ponownie. Obawiałem się o sprzątanie w rogach, ale powiem, że urządzenie ze szczotką boczną wymiatającą daje radę. Pozostawia niewymiecione 4x4cm. Niestety nie wjedzie też pod mały stolik, ale ten zawsze można przestawić, a za to wjeżdża pod łóżko i kanapę, a tam sprzątać na kolanach nie lubię. Oczywistym jest też, że jest to odpowiednik odkurzacza, więc odkurzaczem plamy soku też nie usuniemy, ale kłaczki sierści czy kurzu jak najbardziej. Do zmywania można użyć mopa lub kupić robota mopującego. Urządzenie używam w małym mieszkanku dwupokojowym z kuchnią (40m2) panele i płytki. Roboty takie nie radzą sobie z dywanami z długim włosiem – albo omijają, albo zaplątują się (mój ma opcję wyplątywania się). Z kablami zero problemów. Dywany z normalnym włosiem (nawet zadeptanym) potrafi tak wyczyścić, że byście się zdziwili, ile można zebrać włosów i kurzu z odkurzonego wcześniej ręcznie dywanu! Jest znacznie lepszy niż zwykły odkurzacz, który tylko ssie. Tutaj obrotowa szczotka z włosiem wyciąga i wymiata wszystko. Chodząc boso po tak wyczyszczonych panelach palce po prostu „piszczą” z czystości.

    Automatyczny odkurzacz kupiłem głównie dlatego, że nie lubię i nie mam czasu sprzątać. Mam ciemne panele, na których po dwóch dniach po sprzątaniu widać kurz, który opadł np. po tradycyjnym zamiataniu. Tutaj mam filtr hepa i widzę, że odkąd mam ten odkurzacz nie osadza się już tyle kurzu, bo nie jest on wzbudzany w powietrze. Wkurzało mnie to niemiłosiernie, że muszę dwa razy w tyg. sprzątać. Kupiłem, zaprogramowałem, aby sprzątał dwa razy w tygodniu jak mnie nie ma. Gdy wracam do domu po pracy, urządzenie naładowane czeka już w stacji dokującej, a czysta podłoga niebywale bawi moje oko pedanta. Każdemu niezdecydowanemu polecam. Gdybym więcej zarabiał kupiłbym rodzicom.

    Postaram się jeszcze odpowiedzieć na pytanie z komentarzy:
    1. Opłacalność energetyczna względem zwykłego odkurzacza – mój ciągnie 33W, zwykły odkurzacz to ok 800-1600W.
    2. Dokładność odkurzania – pisałem wyżej – trzeba coś przestawić, ale za to odkurzy tam, gdzie zwykle ja tego nie robię czyli np. pod sofą, gdzie mam 10cm szpary. Mam małe mieszkanie :)
    3. Nie wiem ile urządzenie czasu sprząta, bo robi to jak nie ma mnie w domu.
    4. O plamach soku też napisałem :) to odkurzacz nie mop. Mopuję ręcznie, ale powiem, że nawet woda jest teraz po myciu czystsza czyli mniej brudna podłoga.
    5. Ekonomia – koszt takiego odkurzacza to mniej więcej 10 wizyt pani sprzątającej – czyli co tydzień to koszt nieco ponad 2 miesiące sprzątania „ludzkiego”. Mam nadzieję, że urządzenie posłuży kilka lat.
    6. Zwykły odkurzacz wymusza uprawianie sportu, spalanie kalorii z rurą. Automatyczny pozwala na to, że możesz w tym czasie robić co tylko chcesz :)

  8. Paweł J

    oczywiście, ze się opłaca. ja mam roomb 886. nowy model, trochę kosztował, ale zdjął z nas nie tylko przykry obowiazek, ale i powód do kłótni/ „Kto to teraz posrprząta?” – „roomba posprząta” :D

  9. obserwator

    Rumba powinna kosztować 500zł i to max. Jakaż to rewelacja ? no może sam jeździ i sprząta, a raczej stara się sprzątać – by mógł dorównać normalnym odkurzaczom to uuuu daleka droga. Moja znajoma zakupiła Rumbę – ba ach co za zachwyt ochy i achy aż pewnego dnia jej piesek zwany Tocią miał sreczkę i naładowała na panele rumba rozniosła zawartość po chałupie ( wręcz wymalowała podłogę)- a smród był nie do wytrzymania. Ochy i achy szybko zamieniły się w złość. Rumba wylądowała tam gdzie wylądowała a pani właścicielka doszła do wniosku że ona nie da rady posprzątać i wynajeła dwie panie by posprzątały po Rumbie i piesku a tak czytając co niektóre wasze wypowiedzi to powiem ze lenistwo – tak tak lenistwo przez was przemawia a nie brak czasu – bo to jest wymówka!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *