CC by Fortyseven / Flickr.com
Fot. CC by Fortyseven / Flickr.com

Jak zmusić się do oszczędzania? Wyznacz sobie cel!

Większość Polaków nie oszczędza. Nie jesteśmy nauczeni zaradności finansowej i w momencie, gdy pojawiają się nieprzewidziane wydatki, ratujemy się pożyczkami w bardzo różnych instytucjach. Co jest tego powodem? Oczywiście większość z nas odpowie, że nie ma z czego odkładać pieniędzy. Wypłata wystarcza na opłacenie rachunków, jedzenie i tyle. Rozumiem, nie jest lekko. Ale chciałbym pokazać Wam, jak zmusić się do oszczędzania bez specjalnego wysiłku. Klucz tkwi w naszych głowach. Zapraszam.

Wyrabiamy w sobie nawyk oszczędzania

Wszystkiego w życiu trzeba się nauczyć. Także oszczędności. Nie ma w tym wielkiej filozofii, ale jednak większość z nas ma z tym spory problem. Na czym w zasadzie polega oszczędzanie? Jest to takie gospodarowanie swoimi pieniędzmi, aby po spełnieniu podstawowych potrzeb (jedzenie, mieszkanie) coś nam jeszcze w portfelu zostało. Póki co wszystko jasne?

Ponieważ jednak człowiek generalnie ma tendencję do szybkiego rozstawania się z gotówką, został opracowany cały system przymusu. Sztandarowym przykładem jest ZUS. Ktoś kiedyś wymyślił, że część naszej pensji będzie automatycznie zabierana i odkładana na konto emerytalne. Jakkolwiek byśmy się z tym pomysłem nie zgadzali, to jest on po prostu konieczny. Wyobraźmy sobie totalną dowolność w tym zakresie. Jak myślicie, jaka część społeczeństwa na starość potrzebowałaby całkowitej opieki ze strony różnych fundacji, rodziny, organizacji pomocowych? Na pewno spora. Wynika to właśnie z naszej wrodzonej nieumiejętności oszczędzania.

Jestem w swoich sądach dość kategoryczny, ale mam na ich poparcie konkretne argumenty. Zwróćcie uwagę, w jak wielu biednych rodzinach we znaki daje się problem alkoholowy? A „procenty” przecież kosztują majątek. To samo z papierosami – koszt jednej paczki pokryłby zakupy w postaci chleba, margaryny, kilku plastrów szynki i jeszcze na butelkę wody by wystarczyło. Prawda, że to proste?

Kolejnym problemem stojącym na drodze do bycia oszczędnym jest nieumiejętność rezygnowania z tego, co w zasadzie nie jest nam niezbędne do życia. Przyzwyczajamy się do określonego poziomu (choćby był dość niski) i nie wyobrażamy sobie, że rezygnacja z „czegoś” na rzecz „innego” byłaby dla nas korzystna. Pamiętacie czasy rozkwitu komunikacji miejskiej? Wcale nie tak dawno temu zdecydowana większość społeczeństwa jeździła do pracy autobusami i tramwajami. Dziś w godzinach porannego szczytu wszystkie miasta totalnie się korkują. A chociażby z tego artykułu wiecie, że koszty używania samochodu są ogromne. Skoro marzycie np. o nowych meblach do salonu i podobno Was na nie stać, dlaczego latem nie przesiądziecie się na rowery? Miesięcznie można w ten sposób zaoszczędzić kilkaset złotych na paliwie, a jeszcze poprawimy kondycję. Meble pojawią się „gratis”.

Na co warto oszczędzać?

Na szczęście również w naszym kraju rośnie liczba osób bardzo świadomych ekonomicznie i planujących swoje domowe budżety. Świadczy o tym nawet rosnące zainteresowanie moim blogiem, za co oczywiście dziękuję.

Mam dla Was sprawdzony, przetestowany przez siebie i wielu innych sposób na szybkie wkroczenie na ścieżkę oszczędności. Jest nim wyznaczanie sobie celu. Realnego, ale bardzo kuszącego. Takiego, który śni nam się po nocach.

Większość z nas ma naturę zadaniowców. Jeśli widzimy przed sobą punkt, odruchowo chcemy do niego biec. Tak działa mechanizm oszczędzania. Odkładamy pieniądze na coś – na emeryturę (polecam np. Indywidualne Konto Emerytalne), na remont mieszkania, na podręczniki szkolne. Świetnym pomysłem jest też planowanie przyszłości dziecka. To cele podstawowe, które owszem, budzą w nas ambicję do oszczędzania, ale jednak nie trafiają w sedno mojego pomysłu. Chodzi mi bowiem o Wasze marzenia. Te najskrytsze, których podobno nie możecie spełnić z powodu niskiej pensji. Czy na pewno?

Załóżmy, że śnią się Wam egzotyczne wakacje. Koszt jest spory – pewnie minimum 5 tysięcy złotych. Jak na to uzbierać? Zaczynamy od podjęcia decyzji – OSZCZĘDZAM. I nic nie może Was z tej drogi sprowadzić. Jest cel – jest realizacja. Pora na dokładne przyjrzenie się codziennym wydatkom i określenie, z czego możemy zrezygnować.

W punktach wymienię te rzeczy, które sumarycznie dość mocno drenują nam kieszenie, a bez których spokojnie możecie się obyć:

  • Bardzo rozbudowane konto bankowe – jeśli jest płatne, koniecznie poszukajcie darmowej alternatywy. Oferta jest przebogata i naprawdę nie ma sensu płacić bankom za to, że obracają naszymi pieniędzmi. Można oszczędzić od 5 do nawet 20 złotych miesięcznie.
  • Słodycze – kosztują krocie, a w dodatku źle wpływają na nasze zdrowie. Paczka żelków kosztuje 5-6 złotych (też je lubię). Jeśli kupujecie je podczas cotygodniowych zakupów, miesięcznie zjadacie barwioną żelatynę o wartości 20-24 złotych!
  • Papierosy – tragicznie uzależniający i bardzo drogi nałóg. Paczka kosztuje od 10 do 15 złotych. Rezygnując z dymka możecie zaoszczędzić do 300-400 złotych miesięcznie!
  • Codzienna prasa – w dobie Internetu naprawdę jest Wam potrzebna? Gazeta kosztuje około 2 złote – to 40 złotych miesięcznie!
  • Jedzenie na mieście – oczywiście, wyjście do restauracji jest przyjemnością i każdy powinien sobie na to co jakiś czas pozwolić. Ale czy za taki luksus można uznać jedzenie kebabów i innych świństw? Za cenę takiej bułki z mięsem można w domu przyrządzić skromny, ale pożywny obiad dla dwóch osób – sprawdzone!
  • Płatna telewizja – zauważyliście, że te nawet najbiedniejsze osiedla dosłownie toną w morzu wszelakich talerzy telewizji satelitarnej? Czy ktoś kiedyś obejrzał wszystkie spośród tych 5000 kanałów? Jasne, że nie. Naziemna telewizja cyfrowa (choć objęta abonamentem) oferuje już bardzo przyzwoity zestaw rozrywki. Nie widzę więc sensu w płaceniu co miesiąc np. 50 złotych za dostęp do kanałów kodowanych. Ważny mecz zawsze można obejrzeć w Internecie.

Takie przykłady można mnożyć. Prawda, że bez wszystkich wymienionych przeze mnie „luksusów” można się obyć? I chyba jakość Waszego życia drastycznie się nie pogorszy? W kieszeni miesięcznie zostanie Wam minimum 400 złotych (jeśli palicie)! Wystarczy więc 12 miesięcy „ascezy” i wymarzone wakacje będziecie mieć na wyciągnięcie ręki.

Da się? Jasne, że tak. Na tym właśnie polega nauka oszczędności. W wytrwaniu bardzo pomoże nam cel. Życzę, abyście szybko go znaleźli.

Co sądzicie o moich pomysłach? Kierujecie się podobnymi zasadami w budowaniu domowego budżetu? A może nie widzicie sensu w takim oszczędzaniu? Zapraszam do komentowania!

4 komentarzy

  1. Mateuszu,

    Ludzie nie potrafią oszczędzać, bo:
    – uważają, że oszczędzanie niewielkich kwot jest pozbawione sensu
    – nie są zaradni finansowo (ich wiedza finansowa jest na niskim poziomie)
    – nie mają wyrobionych w sobie nawyków tego typu

    Jestem przekonany, że odkładanie nawet złotówki dziennie przez taką niezaradną finansowo osobę sprawiłoby, że zaczęłaby przywiązywać znacznie większą wagę do oszczędzania. Wystarczy tak niewiele, aby zacząć oszczędzać. Ale trzeba też chcieć… Nic więcej..

    Leon.

  2. A Ja znalazłem ostatni jeszcze inny ciekawy powód, dlaczego nie oszczędzamy. „Dlaczego nie mam sobie pozwoli, przecież cały miesiąc na to pracuje, coś mi się należy” Tym samym chcemy się zadowolić i zaspokoić. Jest to niebezpieczne dla naszego zdrowia i dla naszego portfela.
    Ja ostatnio też bardzo „zaszalałem” ale powiedziałem koniec! Koniec alkoholu, koniec słodyczy do końca miesiąca. Tak trzymam się w ciagu tygodnia, w weekend najlepiej jeden dzien, pozwalam sobie na kawałek czekolady, ciasta, czy coś na co mam ochotę. W tygodniu sport, lekka dieta i mam nadzieje, że osiągnie przy tym cel finansowy jak i zdrowotny.

  3. sooha

    Witam. Oszczędzam (jestem palaczem). Zamieniłam 400zł wypalane miesięcznie w papierosach na 18zł wypalane DOBRYM tytoniem (paczka 32zł+bletki starcza mi na dwa miesiące). Zarabiamy razem z moim chłopem 5200zł/miesięcznie, mamy 3 letnią córkę (chodzi do przedszkola) i kota, który je najtańszą, marketową karmę. Niedawno przeprowadziliśmy się do moich rodziców (taniej nawet niż we własnym mieszkaniu). Odkładamy miesięcznie 100zł (na czarną godzinę). I… nadal nie mam na wakacje!! Jak można oszczędzać jeszcze bardziej? Nie jemy słodyczy (piekę ciasta), dziecku kupuję dwie gazety w miesiącu i nie dostaje prezentów (na urodziny najtańszy rowerek), ubrania kupujemy w ciuchlandach, buty na wyprzedażach (ostatnio sandały za 39zł i chodzę w nich, po sklejeniu 3 rok). Jak oszczędzać? Nasza sytuacja jest dość trudna, już planujemy oszczędzanie na książki do pierwszej klasy… Zna ktoś taką sytuację? Co zrobić żeby poprawić naszą sytuację finansową?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *