by Eldwick / pixabay
Fot. by Eldwick / pixabay

Inflacja kosztów życia, czyli im więcej zarabiasz, tym więcej wydajesz

Życie drożeje. To truizm, ale nie zawsze chce nam się głębiej zastanowić nad jego znaczeniem. Tymczasem choć wszystkie wskaźniki gospodarcze pokazują, że jesteśmy coraz bogatsi, to wielu z nas takimi się nie czuje. Powód jest prosty. Dotyka nas inflacja kosztów życia. Owszem, zarabiamy znacznie więcej niż np. 15 lat temu, ale również dużo więcej wydajemy. W efekcie nie bogacimy się w takim tempie, w jakim powinniśmy.

Inflacja kosztów życia w relacji do inflacji w gospodarce

O inflacji kosztów życia bardzo szeroko rozpisują się amerykańscy ekonomiści, a temat podchwyciły tamtejsze media i portale internetowe. W ten sposób trafiłem niedawno na wyliczenia, z których wynika, że Amerykanin zarabiający 100.000 dolarów rocznie w latach 80. był zaliczany do grona osób bardzo dobrze sytuowanych. Mógł utrzymać dom, samochód, opłacić dzieciom studia i zabrać całą rodzinę na wakacje. W 2016 roku taka kwota wystarcza jedynie na w miarę godne przeżycie, bez żadnych luksusów.

Powodem jest fakt, że stałe wydatki (prąd, czynsz, woda, paliwo, jedzenie) mają dziś znacznie większy udział w budżecie amerykańskiej rodziny niż miało to miejsce 30 lat temu. Jak wyliczyli ekonomiści 100.000 dolarów w latach 80. odpowiadało dzisiejszym 287.000 dolarów. Gigantyczna różnica.

Jak jest w Polsce z inflacją?
Bardzo podobnie. Wystarczy skorzystać z jednego z kalkulatorów inflacyjnych (do znalezienia w sieci), aby przekonać się, jak zmieniła się realna wartość złotówki na przestrzeni lat.

Wykonałem symulację dla kwoty 100.000 złotych. Jej wartość nabywcza z 2000 roku dziś odpowiada kwocie blisko 160.000 złotych. Oznacza to, że aby utrzymać standard życia sprzed 16 lat trzeba obecnie zarabiać o 60% więcej!

Inflacja kosztów życia ma oczywiście silny związek z inflacją w gospodarce. Jeśli ceny towarów i usług rosną, to w naturalny sposób musimy wydawać więcej pieniędzy. Tymczasem bardzo rzadko zdarza się, aby za inflacją nadążał poziom płac w proporcji 1:1. Efektem tego jest sukcesywny wzrost kosztów życia, za którym nie zawsze idzie wzrost dochodów. Jednocześnie rosną nasze potrzeby konsumpcyjne – koło się zamyka.

Więcej o inflacji, czyli największym wrogu oszczędzających, napisałem TUTAJ. Zachęcam do lektury.

Pułapka wyższych zarobków, czyli inflacja stylu życia

Inflacja kosztów życia nierozerwalnie wiąże się ze zjawiskiem inflacji stylu życia. O co chodzi? Wyobraźcie sobie człowieka, który przez ostatnich 10 lat zarabiał około 2000 złotych na rękę miesięcznie. Z tych pieniędzy musiał utrzymać siebie i rodzinę. Czasami udało mu się nawet odłożyć 100 czy 200 złotych miesięcznie, bo zdawał sobie sprawę, że musi mieć jakąś rezerwę kapitałową.

Ten sam człowiek pewnego dnia dostaje ofertę zmiany pracy na dużo lepszych warunkach. Nagle zaczyna zarabiać nie 2000 złotych miesięcznie, ale 8000 złotych. Teoretycznie jego sytuacja znacznie się poprawiła, oszczędności powinny błyskawicznie rosnąć. Tymczasem nie wszystko idzie w tym kierunku. Po podwyżce nasz przykład zaczyna wydawać znacznie więcej pieniędzy. Kupuje sobie lepsze ubrania, dzieciom wręcza najnowsze smartfony, jego żona uświadamia sobie, że w okolicy działa fajne centrum SPA, a cała rodzina w końcu dochodzi do wniosku, że 2-pokojowe mieszkanie jest zdecydowanie zbyt ciasne. Pojawia się kredyt hipoteczny, kredyt na nowe auto, karta kredytowa z dużym limitem i mnóstwo dóbr, których zakup i utrzymanie kosztuje krocie.

Tak właśnie działa inflacja stylu życia. To ona prowadzi do tego, że wokół nas jest mnóstwo ludzi pozornie bogatych, ale tak naprawdę zadłużonych po uszy. Nie mają żadnego pokrycia finansowego dla życie na wysokiej stopie, bo gros wydatków finansują z kredytów. Ich wartość majątku netto oscyluje wokół zera, lub jest ujemna. Wystarczy utrata pracy, aby bańka pękła.

500 złotych podwyżki, 1000 złotych wydatków więcej

Naturalnym efektem wzrostu zarobków jest wzrost wydatków. Trudno przecież oczekiwać od kogoś, kto dostał podwyżkę czy wygrał w Lotto, że nadal będzie żyć na dotychczasowej stopie. Mając pieniądze możemy sobie pozwolić na zakup lepszych produktów, wymianę samochodu, ubrań, wakacje w piękniejszych miejscach itd. To wszystko jest jednak konsumpcją, która powoduje, że długofalowo nie odczuwamy zwiększenia poziomu dochodów.

Osoba, która zarabia coraz więcej, na więcej sobie też pozwala. Rozsądek podpowiada, że po otrzymaniu np. 500 złotych podwyżki, przynajmniej połowa tej kwoty powinna trafiać na oszczędności – wcześniej dało się przecież bez tych pieniędzy żyć. Tymczasem zwykle jest inaczej. Cała podwyżka jest od razu wydawana, a wzrost zarobków nierzadko zachęca też do wzięcia kredytu – w końcu zwiększyła się zdolność kredytowa, dlaczego więc z tego nie skorzystać?

Dochodzi do klasycznego paradoksu: wyższe zarobki nie powodują, że zwiększa się stan konta oszczędnościowego (przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim mogłoby to nastąpić). Rosną wyłącznie wydatki.

Czy można się bronić przed inflacją kosztów życia?

Jest kilka sposobów na to, aby nie paść ofiarą inflacji kosztów życia czy inflacji stylu życia. Każdy z nich wymaga jednak daleko idącego rozsądku i dyscypliny finansowej. Oto moje rady:

  • Dostałeś podwyżkę? Odłóż przynajmniej połowę – w ten sposób częściowo poprawisz swoją stopę życiową, ale jednocześnie zwiększysz poziom oszczędności. Warto robić to stopniowo. Na początek niech to będzie 50% podwyżki. Jeśli stwierdzisz, że nie wymaga to od Ciebie wysiłku finansowego, zacznij odkładać 60 czy 70%.
  • Nie zadłużaj się – otrzymanie podwyżki nie powinno być motywacją do wykorzystania wyższej zdolności kredytowej. Wyjątek stanowi zakup mieszkania, jeśli obecne jest wynajmowane lub zbyt ciasne. Postaraj się jednak, aby rata kredytu nie przekraczała 30-40% Twoich dochodów.
  • Nie ulegaj manii kupowania – a tym bardziej kupowania na kredyt. Pamiętaj o prostej zasadzie: jeśli musisz wziąć pożyczkę na zakup jakiejś rzeczy, to po prostu Cię na nią nie stać.
  • Rachunek zastępuje rachunek – to świetna zasada pomagająca uniknąć niekontrolowanego wzrostu wydatków. Jeśli decydujesz się na podpisanie umowy z dostawcą telewizji kablowej, to jednocześnie zrezygnuj z innego stałego abonamentu, np. telefonicznego. Wówczas jeden wydatek sfinansuje drugi, a Twoje obciążenia nie wzrosną.

Inflacja stylu życia najczęściej dotyka osoby na dorobku, które dopiero budują swój dobrobyt, zakładają rodziny, ale już całkiem nieźle zarabiają. Jednak właśnie w wieku około 30 lat warto mieć świadomość, jak ważne jest oszczędzanie i gromadzenie kapitał, szczególnie na emeryturę.

To nie jest wcale czcze gadanie czy ekonomiczny bełkot, ale realna potrzeba, jaką stawia przed nami rzeczywistość. Rosnące wydatki są problemem, ale prawdziwe zagrożenie dla każdego domowego budżetu stanowią wydatki nieprzewidziane. Przed tym można się jednak zabezpieczyć, po prostu gromadząc oszczędności.

Słyszeliście wcześniej o inflacji kosztów życia lub inflacji stylu życia? Też padliście jej ofiarami? Zauważyliście, że przy wzrośnie zarobków wydajecie coraz więcej? Mam nadzieję, że wywiąże się fajna dyskusja!

5 komentarzy

  1. Najgorsze jest to, że jesteśmy w Unii, a zarabiamy jakbyśmy byli w związku radzieckim. Niby płaca minimalna rośnie o jakieś tam 50zł co rok, ale podatki rosną o wiele szybciej i przez większość osób jest coraz biedniejsza.

    • Niestety ale wszystko się zgadza. Zarobki zależą od PKB kraju a te niestety jest dalekie w porównaniu do Niemiec czy Anglii. Dopiero jak nasza gospodarka urośnie to i pensje będą większe. Pocieszające jest, że co roku pensje są większe. Szkoda tylko, że nasz rząd tak słabo wspiera rozwój gospodarczy.
      Trochę minie czasu zanim będziemy zarabiać tyle co Niemcy.

  2. Jest to dużo bardziej skomplikowane. Pytanie czy to, że nam wystarczało oznacza, że żyliśmy na normalnym poziomie czy też nie – bo to że się nie zadłużam mając 2000 nie znaczy, że zabezpieczam wszystkie swoje potrzeby. Druga rzecz, mało kto dostaje podwyżkę z 2000 do 8000 tysięcy.

  3. Natalia

    Dzięki :) Nazwałeś to o czym myślałam i widziałam u moich znajomych. Jak nagle się okazało że zarabiając zdecydowanie więcej niż te dwa lata temu marudzą że wychodzą co miesiąc na zero. Właśnie ten mechanizm opisany w artykule. Trzeba bardzo uważać by nie wpaść w ten wir.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *