CC by Niels Heidenreich / Flickr.com
Fot. CC by Niels Heidenreich / Flickr.com

Dawać czy nie dawać? Plusy i minusy kieszonkowego

Długo zastanawiałem się, czy napisać artykuł akurat o kieszonkowym. Temat jest obszerny i w zasadzie zależy od indywidualnych preferencji. Mimo wszystko postanowiłem jednak złamać konwencję i spróbować przekonać Was, że kieszonkowe może być nie tyle domową tradycją, co świetnym wstępem do nauki zaradności finansowe. Trzeba tylko dawać je z głową. Zapraszam do lektury moich obserwacji w tym temacie.

Czy warto dawać dziecku kieszonkowe?

Moim zdaniem jak najbardziej tak. Ale wyłącznie w konkretnych celach. Dziecko nie powinno być bowiem przyzwyczajane, że pieniądze spadają z nieba i są dostępne na zawołanie. Odpada zatem spełnianie wszystkich zachcianek i nieregularne „dorzucanie się” do określonego, zwykle drogiego i spontanicznego zakupu. Jeśli ustalicie w rodzinie, że dziecko będzie dostawać kieszonkowe, trzymajcie się kilku zasad:

  • ustalamy dzień, w którym kieszonkowe trafia do ręki młodego człowieka – może to być tygodniówka wypłacana w poniedziałek lub rodzaj miesięcznej „pensji”
  • ustalamy limit i się go konsekwentnie trzymamy – jeśli ma to być 50 złotych miesięcznie, nie ulegajcie pokusie dokładania do tej sumy choćby drobnych kwot. Zasady są ważne, szczególnie w przypadku pieniędzy
  • pilnujemy rodziny – konsekwencja jest konsekwencją, dlatego uczulamy babcie i dziadków, żeby bez powodu i bez porozumienia z nami nie dawali dziecku żadnych pieniędzy
  • kieszonkowe musi być niezależne od normalnych potrzeb dziecka – nie zrzucajmy na jego wątłe finansowo barki konieczności zakupu podręczników szkolnych lub stroju do wf

Bardzo ważne w całej tej zabawie jest właśnie ustalenie czytelnych zasad i ich przestrzeganie. Młody człowiek szybko wychwyci naszą słabość i będzie chciał ją wykorzystać. A to niszczy ideę dawania kieszonkowego. W moim rozumieniu jest to pierwsza, życiowa nauka obracania pieniędzmi. Dziecko, a już szczególnie nastolatek, musi poznać wartość banknotów. Trzeba mu przekazać, że rodzic zarobił swoją pensję w trudach (choćby nie do końca była to prawda). Szacunek do pieniędzy przyda się w dorosłym życiu i być może Wasza pociecha nie powiększy szeregów osób, które nie widzą potrzeby oszczędzania.

Kiedy zacząć dawać kieszonkowe?

Sprawa nie jest taka prosta. Mój znajomy zaskoczył mnie ostatnio stwierdzeniem, że oszczędzania uczy już 3-letnią córkę. Póki co dziewczynka opanowała zwrot „pięć złotych” i tym mianem określa wartość każdego przedmiotu. Dostała jednak swoją portmonetkę, w której faktycznie siedzi sobie 5-złotowa moneta. Czy to przesada? Nie sądzę.

Kieszonkowe można zacząć dawać już kilkuletnim dzieciom. Im wcześniej, tym lepiej. Rzecz jasna nie chodzi tu o wielkie kwoty, które przecież uczniowi podstawówki czy przedszkolakowi nie są potrzebne. Wczesna nauka zawsze jednak przynosi rezultaty w przyszłości. Zacznijmy więc od rozmowy z młodym człowiekiem, powiedzmy mu, że będziemy zbierać do jego skarbonki stałą kwotę, a po roku rozbijemy skarbonkę i sprawdzimy, ile się uzbierało. Za tę sumę kupimy to, o czym malec marzył. Jestem przekonany, że radość z liczenia monet i banknotów zostanie dziecku na długo w pamięci.

Zupełnie inaczej sprawa wygląda z nastolatkami. One już znają znaczenie pieniądza, bo po prostu obserwują rówieśników. W przypadku starszego dziecka konsekwencja jest więc absolutnie niezbędna. Ustalamy limit kieszonkowego i się go trzymamy. Zachęcamy przy tym nastolatka, aby sam określił, na co zbiera pieniądze. Słowo klucz – zbiera. Czyli oszczędza. Kieszonkowe powinno bowiem być w takiej wysokości, aby dziecko mogło coś z niego odłożyć. Nastolatek musi przecież czasami coś sobie kupić – choćby płytę z muzyką. Jeśli więc przyjmiemy, że może kupić płytę raz w miesiącu, a kosztuje on 40 złotych, przyznajmy mu 50 złotych kieszonkowego. I od razu zaznaczmy – pozostałe 10 złotych ma podlegać oszczędzaniu. Cel ten sam – wymarzony przedmiot, a może wyjazd.

Ile dawać kieszonkowego?

To oczywiście zależy od tego, na ile możecie sobie pozwolić. Kieszonkowe powinno jednak mieć jakąś wartość, dlatego zachęcam, aby była to kwota dość atrakcyjna dla młodego człowieka. Wydaje mi się, że przeciętny nastolatek będzie zadowolony z 50 złotych. Ustalcie, kiedy będzie dostawał pieniądze i nie łamcie tej zasady. Nie wchodzą w grę także żadne podchody w stylu: „daj więcej, a w przyszłym miesiącu oddam”. Zasady – słowo kluczowe dla naszej analizy.

Istotną kwestią jest ewentualna podwyżka kieszonkowego. Oczywiście powinniście przewidzieć taką ewentualność. Podwyżkę dajemy jednak wyłącznie za zasługi. Jeśli zauważycie, że młody człowiek dobrze gospodaruje swoim budżetem i nie wydaje pieniędzy np. na papierosy, możecie z nim porozmawiać o większym kieszonkowym. Warto jednak zapytać, czy w związku z podwyżką dziecko ma jakieś bardziej ambitne plany oszczędnościowe.

Wielu rodziców praktykuje także dawanie pieniędzy za drobne prace lub dobre wyniki w nauce. Jest to pewien rodzaj skutecznej motywacji, choć akurat „płacenia za oceny” nie popieram. Młody człowiek ma się uczyć dla siebie i dla lepszej przyszłości, a nie dla chwilowych przyjemności.

Kieszonkowe to znakomity sposób na wprowadzenie dziecka w świat poważnych finansów. W przypadku starszego potomka radzę pomyśleć o założeniu mu konta młodzieżowego, którego posiadanie może jeszcze mocniej zmotywować go do sumiennego prowadzenia budżetu.

Co sądzicie o dawaniu dziecku kieszonkowego? Sami dajecie, a może dostawaliście? Znacie lepsze sposoby motywowania młodego człowieka do oszczędzania? Zapraszam do komentowania!

5 komentarzy

  1. Jestem podobnego zdania, kieszonkowe u dziecka to pierwszy przedsmak zarządzania pieniędzmi i wstęp do oszczędzania. Jeśli dziecko sobie nie radzi z oszczędzaniem i wydaje większość pieniędzy zaraz po ich otrzymaniu – uczmy je jak temu zaradzić, szkoły niestety tego za rodziców nie zrobią, a im wcześniej tym lepiej dla dziecka.
    Pozdrawiam
    Ł.

  2. Anka

    Ja także jestem zdania, że kieszonkowe jest potrzebne już od najmłodszych lat. Im szybciej uczymy dzieci wartości pieniądza tym bardziej będą o nią dbać.
    Ilu młodych ludzi myśli, że powinni dostać wszystko bez względu na cenę. gdyby sami musieli zadbać choć trochę o swój portfel łatwiej byłoby im zrozumieć, że kolejny nowy telefon to niekonieczne to co najważniejsze.

  3. Dobry artykuł, jestem jak najbardziej za kieszonkowym. Może 3 latka to szybko, ale uczyć oszczędzania, zarządzania finansami, jak najbardziej należy uczyć od najmłodszych lat.

  4. arne

    To dobra opcja żeby dawać małemu dziecku kieszonkowe i zamiast mu kupować jakiś słodycz powiedzieć mu że może go sobie kupić za własne pieniądze :)

  5. V-gent

    Wg mnie dla nasolatków nigdy nie dawać żadne drobne kwoty np. 2 zł…5 zł itp. – jest wiele oczywistych powodów: 1. Nastolatkowie są takie cwani – potrafią wykombinować o to, jak zdobyć pewna sumę na wydatki:na papierosy, na napoje alkoholowe, nawet na dopalacze… 2. Są najczęstsze przypadki, że nastolatkowie najczęściej kłamią i manipulują ukrywając sobie prawdziwe motywy na wydatki na coś niezgodnie z myślą rodziców 3. Przeważnie większości nastolatki, nawet 14 latki umieją uzbierać pewne kwoty na wydatki na kosmetyki poprawiające swoje wyglądy – wymalowane nastolatki są swoistymi „wabikami” do prowokowania gwałtów wsród młodzieżowców, nawet muzlimów. Proszę do rodziców: przenigdy nie dawać ani 1 zł dla swych dzieciom w nastoletnim wieku- powyższe co podałem pewne garsci faktów to przestrogą dla rodziców mających tych dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *