by Unsplash / pixabay
Fot. by Unsplash / pixabay

70 zł za kilka godzin przy garach, czyli o opłacalności kupowania gotowych potraw na świąteczny (i nie tylko) stół

Pamiętacie, jak kiedyś analizowałem dla Was koszty upieczenia ciasta domowego w stosunku do kupienia go w cukierni? Pójdę o krok dalej. Tym razem postanowiłem sprawdzić, czy opłaca się zamawiać gotowe jedzenie – zupy, mięsa czy zimne przekąski – z restauracji albo firmy cateringowej? Zainspirowali mnie do tego moi znajomi, którzy na tegoroczne święta zamówili gotową garmażerkę i byli z tej decyzji bardzo zadowoleni. Głównie z uwagi na zaoszczędzony czas. Ja natomiast postanowiłem przekonać się, czy przypadkiem zbytnio nie przepłacili. Co mi wyszło? Zapraszam po szczegóły.

Zalety świątecznej garmażerki

Święta kojarzą mi się nie tylko z podniosłą atmosferą, spotkaniami z najbliższymi, ale też z wieloma godzinami spędzonymi w kuchni. Jak zwykle do zrobienia są mięsa, ciasta, sałatki, ryby, pierogi… i tu można by wymienić długą listę przeróżnych potraw, których na pewno nie uda się przygotować w jeden dzień. Pamiętajcie, że zanim zaczniecie gotować, trzeba jeszcze wszystkie produkty kupić i przynieść do domu, a to też wymaga czasu i cierpliwości.

Domowe jedzenie podobno zawsze smakuje najlepiej (chyba, że ktoś nie umie gotować), ale może warto jednak korzystać z pomocy fachowców? Oto zalety świątecznej garmażerki:

  • oszczędność czasu – można go spożytkować na inne zajęcia, np. relaksującą kąpiel przed kolacją wigilijną;
  • czystość i porządek – nie będziemy musieli sprzątać po gotowaniu;
  • pewność dobrego smaku – oczywiście pod warunkiem, że potrawy zamówimy w sprawdzonej firmie cateringowej albo restauracji.

Oszczędność czasu jest dla mnie nawiększą zaletą, ale przecież to blog o oszczędzaniu pieniędzy, dlatego sprawdźmy, ile musimy wydać na taką przyjemność?

Barszcz, karp i pierogi – analiza kosztów

Analizę kosztów jedzenia zacznę od potraw wigilijnych. Wybrałem dwa dania, które najczęściej znajdują się na polskim stole, czyli barszcz i smażony karp. Zacznijmy od barszczu, na którego ugotowanie potrzebujemy:

  • buraki -1 kg za 2 zł,
  • suszone grzyby – 40 g za 12 zł,
  • włoszczyznę – pęczek za 3,5 zł,
  • cukier – 1 łyżka – zakładam, że mamy w domu,
  • sok z cytryny,
  • sól, pieprz i przyprawy.

Produkty na barszcz dla 4 osób (około 1 litr) będą kosztować około 16 zł. Tymczasem moi znajomi zapłacili w firmie garmażeryjnej 20 zł za litr. Czas kosztował ich zatem 4 złote.

Kilogram karpia żywego w supermarkecie kosztuje od 9 do 11 zł, na targowisku nawet 15-16 zł. Za kilogram popularnych „dzwonków” musimy już wyciągnąć z portfela 25 zł.

Do usmażenia karpia potrzebujemy jeszcze mąkę na panierkę i olej, ale zakładam, że każdy ma to w domu. Przygotowanie ryby dla 4 osób będzie nas kosztować w granicach 20 zł. W sklepie garmażeryjnym musimy zapłacić 5 zł za 100 g.

Zrazy, kotlety i sznycle

Moja znajoma, która skorzystała w tym roku z cateringu, twierdzi, że nie potrafi przyrządzić smacznych mięs, dlatego postanowiła kupić gotowe zrazy wołowe, kotlety de’volaille i sznycle szwajcarskie. Wymagały tylko podgrzania w domu i podobno były naprawdę dobre (znajomi wcześniej je sprawdzili w restauracji, w której zamówili garmażerkę).

Za sztukę zraza wolowego z farszem grzybowym koleżanka zapłaciła 9,90 zł, za de’volaille z masłem 7,00 zł a za sznycla szwajcarskiego 7,50 zł. Dużo? Na początku może się tak wydawać, ale gdy sprawdzimy ceny mięsa, to można zmienić zdanie.

Otóż, kilogram mięsa wołowego bez kości kosztuje około 40 zł. Do tego musimy doliczyć składniki na farsz, czyli kiszone ogórki, cebulę i plastry boczku, za które zapłacimy około 12-15 zł. W zależności od grubości plastrów, z kilograma mięsa wołowego wyjdzie nam 6 -7 zrazów. Zatem, robiąc potrawę samodzielnie, koleżanka zaoszczędziłaby w granicach 8-15 zł na wszystkich zrazach.

Jeżeli chodzi o kotlety de’volaille, to za filet z piersi kurczaka zapłacimy około 16 zł za kilogram. Zrobimy z niego 3 całkiem spore zawijańce. Za 6 sztuk przygotowanych samodzielnie w domu zapłacimy około 35 zł, wliczając w to masło, jajka i bułkę tartą na panierkę. Oszczędność w stosunku do mięsa kupionego w sklepie garmażeryjnym to 7 zł.

Taniej zrobić czy kupić? Podsumujmy

Z mojej analizy wynika, że gotowe potrawy są droższe od tych, które przygotowujemy samodzielnie w domu. Oszczędności nie są jednak – moim zdaniem – aż tak spektakularne, by w ogóle nie rozważać takiej opcji. Z moich obliczeń wynika, że znajoma do cateringu dopłaciła w sumie około 70 zł. Dla niej jednak przede wszystkim liczyły się: smak, którego sama nie potrafiła zapewnić oraz ogromna oszczędność czasu. Jedynym wysiłkiem było przywiezienie wszystkiego do domu i późniejsze odgrzanie przed podaniem gościom.

Oczywiście w analizie nie uwzględniłem kosztów dodatkowych samodzielnego przygotowania potraw świątecznych czy na inne specjalne okazje. Chodzi o koszt prądu lub gazu – w zależności od tego, jaką kuchenką i piekarnikiem dysponujecie. Tutaj spokojnie można jeszcze dodać po kilka złotych do każdej potrawy, bo mięsa i zupy zawsze gotują się bardzo długo.

Każdy musi więc sam rozważyć, czy ma czas, wystarczające umiejętności i chęci do tego, by przygotować wszystkie świąteczne potrawy. Może warto np. ugotować tylko część, a resztę zamówić w restauracji lub firmie cateringowej? Zostawiam to Waszym przemyśleniom i jak zwykle czekam na komentarze.

6 komentarzy

  1. To chyba najsmutniejsze w tym wszystkim, skutki XXI wieku, że w domu dla rodziny nie ma osoby, która potrafi smaczne potrawy przygotowywać: „Dla niej jednak przede wszystkim liczyły się: smak, którego sama nie potrafiła zapewnić”

    • Rafał

      Skutkiem XXI wieku nie jest to, że ludzie (z reguły kobiety) nie potrafią gotować, tylko to, że nie mają na to czasu lub im go po prostu szkoda na spędzenie – jak napisał Mateusz – iluś tam godzin przy garach. Kiedyś w jednym mieszkaniu czy domu żyły rodziny wielopokoleniowe, to babcia z chęcią gotowała wszystko jak leci, a synowa czy córka pomagała popołudniami. Dziś jest to już rzadkość, ale wynika z naszego zagonienia.

      Moja żona bardzo dobrze gotuje, w tym roku ponownie miała przygotować obiad dla 12 osób na 25 grudnia (Wigilię jemy u rodziców), ale sam zaproponowałem jej garmażerkę. Ten wpis jest jakby żywcem opisem naszej sytuacji. Wcale nie wychodzi o wiele drożej, a czas, który możemy dzięki temu spędzić razem na odpoczynku, zabawach z dzieckiem i spacerach jest dla nas o wiele cenniejszy.

      Fajny wpis swoją drogą.

  2. Bardzo dobre rozwiązanie. W końcu nie każdy musi umieć i nawet lubić gotować. Tradycja tradycją – fajna jest, jednak nie każdy ma czas, tak jak napisałeś, na przygotowania. Dużo ludzi spędzą wiele godzin w pracy plus na dojazdach do niej, aż do samej kolacji wigilijnej. Aby przygotować tyle różnych potraw potrzeba na pewno ze dwa, może nawet trzy dni – bo właśnie dochodzi sprzątanie i kolejki w sklepach. Jak się ma czas i ochotę można się bawić w pitraszenie. Dobrym rozwiązaniem, które ja stosuję od dawna, jest „składkowa wigilia”. Gdy zbieramy się w tym dniu w kilka osób z rodziny – każdy stawia na stole przyrządzoną przez siebie jedną lub dwie rzeczy (jakie ustalamy wcześniej). Tym sposobem mamy stół pełny, a każdy na przygotowanie jednego czy dwóch dań nie traci tyle czasu co by musiał na wszystkie :)

  3. kiwix

    Trochę naciągasz. Po pierwsze grzyby suszone ma za darmo każdy komu się chciało iść do lasu jesienią. A jak ktoś jest z dużego miasta to nie musi jeść wersji z grzybami – jest smaczny, u mnie czasem taki się robi. Kolejne 12 zł zostaje w portfelu. Pierś z kurczaka za 16 zł to kosmiczna przesada, kosztują okolo 14 zł, a w częstych promocjach świątecznych nawet okolo 11 zł. Wolowina za 40 zł/kg to chyba z amerykańskiego bydła, normalnie dostaniesz spokojnie za 30 zł, w promocji świątecznej nawet mniej. Warto chociaż przejrzeć gazetki z ofertami marketów żeby oszczędzić.

  4. Najlepiej to zrobić kilka potraw, które będą bazowymi na Święta. Później można je jakoś urozmaicać, a czas poświecony będzie coraz to mniejszy, ze względu na doświadczenie. A kupywanie gotowych potraw mija się z celem – przecież w dużej mierze w Świeta chodzi o jedzenie.

  5. Mógłbym zamówić jedzenie, ale dla mnie przygotowywania to część Świąt i niesamowity klimat, którego nie osiągnę dzięki oszczędzeniu kilku godzin przy garach i przeznaczeniu ich na pracę zawodową na przykład. Do dziś pamiętam zapach maku czy cynamonu z rodzinnego domu, przytulność, do tego ciepły kocyk, kobiety krzątające się w kuchni…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *