by Unknown / wikimedia.org
Fot. by Unknown / wikimedia.org

7 sposobów na oszczędzanie na jedzeniu

Woda i prąd – to już udało się Wam oszczędzić dzięki mojemu cyklowi. Tym razem w szukaniu oszczędności sięgam nieco głębiej, a mianowicie do naszych lodówek. Każda osoba prowadząca budżet domowy doskonale wie, że wydatki na jedzenie są jednymi z największych, jakie musimy co miesiąc ponosić. No właśnie – czy musimy? Poznajcie moich 7 sposobów na oszczędzanie na jedzeniu.

Czy można oszczędzać na jedzeniu?

Babcia mi kiedyś powiedziała, że na jedzeniu akurat się nie oszczędza. Jest w tym sporo racji, ale tylko gdy weźmiemy pod uwagę kwestie zdrowotne. Rzeczywiście, kupowanie marnej jakości jedzenia lub rezygnowanie z posiłków może się w krótkim czasie odbić na naszym zdrowiu. A wtedy lekarstwa, terapia itd. Oszczędności znikają w oczach. Dlatego nie zachęcam Was do „przesiadki” na śmieciowe jedzenie. Mam za to kilka sprawdzonych sposobów, dzięki którym zakupy będą tańsze, a Wy w dodatku przestaniecie marnować jedzenie. Czyli – wyrzucać pieniądze.

  1. Na zakupy tylko z listą – do tego przekonywałem Was już w tym artykule. Lista jest niezbędna, aby zacząć oszczędzać na zakupach. Gdy wreszcie ją zrobicie i – co najważniejsze – będziecie się jej sumiennie trzymać, zauważycie potężne oszczędności. Listę warto budować w oparciu o plan przygotowywania posiłków i z uwzględnieniem zdrowej diety. Absolutnie wykreślcie wszelkie słodycze, półprodukty, sosy, sztuczne przyprawy i gazowane napoje. Są bardzo drogie, a w dodatku prowadzą do otyłości i problemów ze zdrowiem.
  2. Jemy w domu, a nie na mieście – wiem, że życie jest sumą przyjemności, ale osoby zaradne finansowo i dbające o domowy budżet powinny mocno ograniczyć wszelkie „wyjścia”. Absolutnie nie zachęcam Was do zamykania się w czterech ścianach, ale powinniście jednak mieć umiar w jedzeniu na mieście. Nawet najtańsze potrawy typu kebab kosztują około 10 złotych. W dodatku ciężko się nimi najeść, bo składają się z pustych kalorii. Jeśli jecie kebaba we dwójkę, wydacie 20 złotych. Za tę kwotę można kupić kawałek mięsa, bułki, warzywa i zrobić turecki przysmak we własnej kuchni. Będzie taniej, zdrowiej i na pewno smaczniej.
  3. Lunch? Wybierz kanapki – od dawna praktykuję robienie sobie kanapek do pracy i to przynosi mi realne oszczędności. Nie muszę korzystać z barów typu fast food, ani zamawiać jedzenia w modnych knajpkach. Kanapki są bardziej pożywne i po prostu tanie. W ten sposób kontroluję również regularność spożywania posiłków. Robienie sobie kanapek lub np. sałatek do pracy stało się bardzo modne w dużych korporacjach. Ten sposób może jednak się nie sprawdzić w sytuacji, gdy Wasza firma oferuje tanie obiady i lunche w firmowej stołówce. Znam taki przypadek – szef w ramach pakietu socjalnego dopłaca do cateringu. W efekcie zupa i drugie danie kosztują znajomego 4 złote. Bierze więc drugi obiad do domu. Taniej się już przecież nie da. No ale – to są wyjątkowe sytuacje.
  4. Kupuj tyle, ile faktycznie potrzebujesz – słyszeliście o tym, że Polacy rocznie wyrzucają na śmietnik 7 ton jedzenia?! Takie dane przedstawiają Polskie Banki Żywności. Tak, na tych 7 ton składacie się też Wy. Pora to zmienić. Nie dla statystyki, ale dla bezpieczeństwa własnego budżetu. Warto poświęcić chwilę i policzyć, ile i czego nam potrzeba, aby przeżyć tydzień do kolejnych zakupów. Zachęcam do robienia listy obiadowej. W poniedziałek jemy schabowego, we wtorek pomidorówkę, w środę pierogi z mięsem itd. To pozwoli Wam zrobić zakupy w takiej ilości, jak faktycznie jest Wam potrzebna. Nie kupujcie też na zapas mięs, wędlin i serów. Te produkty bardzo szybko się psują i w efekcie trafiają do kosza. Mam natomiast dobry sposób na zagospodarowanie starego chleba. Można go zbierać przez jakiś czas i w końcu zrobić z niego bułkę tartą własnej produkcji. Sprawdzone i praktykowane! Są jednak produkty, które wręcz należy kupować „na zapas”. Przechodzimy do punktu 5.
  5. Rób duże zakupy produktów z długim czasem przydatności do spożycia – bardzo dobrym sposobem na oszczędzanie na jedzeniu jest robienie sobie cyklicznych wycieczek np. do hurtowni lub dużych marketów. Można wtedy za jednym zamachem kupić kilka zgrzewek wody mineralnej, konserw, cukru, mąki itp. Są to produkty długo zachowujące swoje właściwości. Zwykle sprzedawane w dużych opakowaniach są też tańsze. Ponosimy jednorazowy wydatek, ale mamy zapełnioną spiżarnię na dłuższy czas. Później nie tracimy już czasu i paliwa na kolejny wypad do sklepu po wodę.
  6. Nie wstydź się dyskontów – Biedronka, Lidl, Polo Market, Netto itd. Te sklepy wyrastają jak grzyby po deszczu na polskich osiedlach. I powoli przestają być synonimem taniości i bylejakości. Robienie zakupów w dyskontach naprawdę się opłaca, ale pod pewnymi warunkami. Nie możemy ulegać manii promocji. Kupowanie dużych ilości jedzenia tylko dlatego, że np. kiełbasa została przeceniona, miażdży cały system świadomego robienia zakupów. Niektóre artykuły w dyskontach różnych sieci mogą też drastycznie różnić się cenowo. Z doświadczenia wiem, że warto czasami sięgać po produkty „no name”, czyli oznakowane logiem dyskontu. Zwykle są one produkowane przez czołowe firmy i w zasadzie niczym się nie różnią od oryginału. Są jednak tańsze. Dyskonty wygrywają też np. z hipermarketami tym, że zazwyczaj są po drodze. Nie musimy pakować się do samochodu, wydawać pieniędzy na paliwo i zostawiać sporej kwoty przy kasie. Do dyskontu można przyjść kilka razy w tygodniu, bo jest tuż za rogiem.
  7. Pomyśl o zakupach on-line – w tym miejscu tylko o tej możliwości wspomnę (chciałbym przygotować większą analizę tego zjawiska), ale wiem, że zakupu w sieci mogą się bardzo opłacać. Na rynku pojawia się coraz więcej graczy oferujących nam dostawę zakupów pod drzwi. Warto korzystać z okresowych promocji – wtedy za koszyk zakupów naprawdę nie wydamy więcej, niż w tradycyjnym sklepie. Do oszczędności trzeba też wliczyć czas i ewentualne koszty dojazdu.

W kontekście oszczędzania na jedzeniu zachęcam też do stworzenia przez Was listy wydatków ponoszonych właśnie na tę część życia. Jeśli miesięcznie koszty jedzenia pochłaniają z Waszego budżetu np. 1000 złotych, macie spore pole do szukania oszczędności. Sprawdźcie, na które produkty wydajecie najwięcej. Pomyślcie, z czego bez żalu możecie zrezygnować. Może cała rodzina przejdzie na zdrową dietę, które będzie dużo tańsza „w utrzymaniu”?

Co sądzicie o moich 7 sposobach na oszczędzanie na jedzeniu? Stosujecie się do którejś z zasad? A może macie własne pomysł? Koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach!

9 komentarzy

  1. Dobra lista. Sam od nie dawna staram się kupywać jedynie rzeczy które potrzebuje. Dodatkowo, dobrze że podkreśliłeś to że nie warto oszczędzać na jedzeniu, w taki sposób że kupujemy wszystko najgorszej jakości czy odmawiamy sobie posiłku.
    Każdy posiłek jest ważny i warto organizmowi dostarczać, wszystkich potrzebnych składników.

  2. Gdy idzie się na zakupy to warto być najedzonym. Nabiera to szczególnego znaczenia, gdy kupujemy żywność – gdy jest się głodnym, to bardzo łatwo jest ulec pokusie i kupić coś czego nie ma na liście zakupów. A to może wywołać efekt lawiny i okaże się, że całkowicie zignorujemy listę zakupów.
    Dlatego zamiast utrudniać sobie życie po prostu trzeba się najeść przed zakupami ;)

  3. Dodam, że lista zakupów potrafi zaoszczędzić nie tylko pieniądze, ale i czas, który również powinniśmy sobie cenić. Dobrą praktyką jest też od czasu do czasu policzyć ile kosztowała nas np. porcja wczorajszego obiadu – to da nam pojęcie, co jeszcze możemy zmienić.

  4. Dodałbym od siebie jeszcze oszczędzanie, szczególnie latem, na niegazowanej wodzie w butelkach. Pijąc minimum 2 litry dziennie, podliczając tą kwotę przez okres wakacyjny robi się pokaźna sumka. Lepiej zainwestować kilkadziesiąt zł i kupić np. dzbanek do filtrowania wody ;)
    Pozdrawiam
    Ł.

  5. Czasem gdy są promocje – kup 3 w cenie 2, albo drugi produkt za pół ceny i faktycznie cena jest niższa niż w regularnej sprzedaży, to albo robię zapas, albo kupuję „na pół” z mamą, siostrą czy przyjaciółką.
    Innym sposobem na oszczędzanie jest mrożenie, np. gdy kończy się sezon truskawkowy (na bób, maliny czy cukinię…) i są one sprzedawane za grosze, to kupuję, myję suszę i myk do zamrażarki. A w zimę nie muszę przepłacać i faszerować się chemią, gdy najdzie mnie ochota na coś niesezonowego. Czasem też celowo przygotowuję więcej porcji obiadowych, które później mrożę, aby nie marnować jedzenia i oszczędzić przy okazji trochę czasu. Pozdrawiam.

  6. Robić zakupy samemu. Zauważyłam że chociaż sama potrafię odmówić sobie czegoś, to gdy idę razem z mężem zawsze chętnie kupię mu coś słodkiego. Na szczęście dzieckp jest jeszcze za male żeby dpmagac się czegoś więcej niż bułki:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *